Dzikie południe czyli spacerem po Wro

Mieszkamy w dużym mieście. Ogólnie rzecz biorąc dużo wokół nas betonu, bruku, asfaltu. Ja mam szczęście mieszkać blisko wałów nad Odrą- szczęście dyskusyjne w okresie roztopów i z widokiem z okna wprost na idealny punt mieszenia poziomu wody 😉

Tak czy owak mamy możliwość wyjść na luźny spacer z niuchaniem, bieganiem i takie tam przez prawie cały rok. Prawie bo kiedy zaczyna sie sezon grillowy omijamy wały szerokim łukiem ku rozpaczy kiełbasowych skrytożerców, chętnie rozszerzających swoją dietę i pozostawione przez grilowiczów resztki.

Nie ograniczamy się jednak tylko do własnego fyrtla, skoro mi się nudzi dreptanie cały czas tymi samymi trasami ,co dopiero suczom.  Bu jeszcze coś poniucha, ptaszyska czasem pogoni, ale Puf wpada w jeszcze większą spacerową zamułę, bo po uj leziemy tędy znowu, koniec końców sznupsko chyba rozważa pojawienie się u mnie pierwszych objawów demencji starczej, skoro łażę w kółko codziennie.

Zatem szukamy, eksplorujemy i poznajemy nowe ciekawe miejscówki w obrębie miasta. Byliśmy już w Lesie Strachocińskim i w Lesie Zakrzowskim , nie wspominając o miejskich wypadach. Tym razem też ruszyłyśmy szukać dzikości na wyciągnięcie ręki i już wiem , że mogę Wam polecić spacer po tych terenach , jeśli szukacie ucieczki od miejskiego zgiełku i, moim zdaniem spokoju, bo ja nikogo nie spotkałam 🙂

Tych, czyli okolic Mokrego Dworu. To wieś koło Wrocka, ale my zaczęłyśmy na spacer jeszcze w obrębie Wro . Parkowanie jak na mapce, jest zatoczka piaszczysta przy drodze, na mniej więcej 3 mądrze zaparkowane auta, ale kawałek wcześniej , przy ulicy też jest gdzie przycupnąć wehikułem.

Spacer proponuję zacząć nieprzyzwoicie długim mostkiem /kładką ? zwanym Mostem Kilometrowym, nad polderem zalewowym . Można porozglądać po tak po prawdzie dzikim terenie wokół w który ani my ani futra nie ingerują. Widziałam bażanta, nie zdziwiłaby mnie obecność tam lisów, kun czy innych tych długich futrekowców, ptactwa różnego, w końcu to teren zaraz przy wodzie .

Mostek wyprowadza nas do drogi …… więc na końcu mostku , jeśli macie spuszczone pieseły warto je ogarnąć. My przeszłyśmy na drugą stronę drogi i weszłyśmy na wał czyli na Groblę Mokrodworską. To tą drogą szłyśmy dłuuugo i spokojnie. Wyprowadza nas ona aż do ulicy Sadowej z której przeskakujemy na kolejną „wałową” ścieżkę, której się trzymamy aż do powrotu do Kilometrowego Mostku.

Cała nasza trasa to z hakiem 10 km. Komu mało -są możliwości rozwoju dla trasy. Dla nas w sam raz jak na dopołudniowy spacer 🙂

Dopisuję ją do listy odkryć miejskich, razem z Parkiem Pawłowickim . W Waszym mieście też macie takie miejscówki spacerowe- odkrywcze i mniej uczęszczane? A może podpowiecie mi jakieś kolejne we Wro? 🙂

 

 

1 Comment

  1. Ale fajne miejsce! 🙂 10km to całkiem przyzwoita liczba, akurat, żeby zaspokoić psi i ludzki umysł nowymi bodźcami 🙂 Ja mieszkam blisko morza, więc dostęp do natury mam cały czas – na szczęście nie mieszkam w mieście popularnym i oblężonym w sezonie przez turystów. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz