Gold-dogtrekking przez 3 państwa

Cóż to był za dogtrekking! Tak właśnie mam ochotę zakrzyknąć na samo wspomnienie Golda i to nie tylko ze względu na prywatne, niepsie przeżycia na trasie  <3

Na Golda wybierałam się od dawna, trochę jak sójka za morze, szczególnie że to jedne z niewielu zawodów, które odbywają się częściej niż raz do roku. Przez to szczególnie byłam na siebie zła, że jeszcze nas tam nie było. Zdradzę Wam, że nawet już kiedyś byłam zapisana 🙂 ale albo coś pilnego, albo mój głupi pomysł z podyplomówką i nieszczęsny zjazd albo przeziębienie, czyli sprzysiężenie się złych mocy przeciwko mnie. Wyobraźcie sobie, że na to wszytko przychodzili znajomi, wychwalający imprezę, zarzekający się, że jest tak fajnie, że muszą jechać kolejny raz. To jak szamać ciastko czekoladowe przed głodnym na diecie!

Na szczęście należę do zawziętych osobników i w końcu udało nam się dotrzeć na Golda, który był bardzo wyjątkową odsłoną dogtrekkingowych zawodów. Jego trasa wiodła przez trzy państwa! Wydaje się że to musiała być gigantyczna odległość do przejścia? HA! Niespodzianka! Mamy na Dolnym Śląsku takie niesamowite miejsce, w którym zbiegają się trzy granice – polska, czeska i niemiecka – to okolica Bogatyni, a konkretnie niedaleko miasta Porajów.

Ten kto bierze udział w zawodach dogtrekkingowych wie na pewno, że zawody zawodom nierówne. Każdy organizator ma swoją koncepcję, można to nazwać stylem. Ja zaliczając kilka różnych odsłon tej zabawy stwierdzam z całą pewnością, że najbardziej lubię te regionalne, kameralne. Nie wiem z czego to się bierze, ale odnoszę przemożne wrażenie, że organizatorzy tych mniejszych bardziej się starają. Nie chodzi mi o nagrody, pakiety startowe, chociaż nie ma co udawać – fajnie jest coś dostać, no helloł! Chodzi mi o zaangażowanie, osobisty kontakt, atmosferę.

Gold jak najbardziej we wszystkich kategoriach spełnił moje oczekiwania. Warto mieć na uwadze, że tutaj obowiązuje limit numerów startowych, a opłata startowa jest, ale odczuwalnie niższa niż na zawodach szczycących się mianem ogólnopolskich. Mnie najłatwiej kupić spożywczo. Jaki pan taki kram, przybijam piąteczkę z Pufioczkiem. Jeśli ktoś na mecie serwuje mi giga porcję domowych, DO MO WYCH pierożków po wsze czasy zostaję jego zwolennikiem 😀 A zatem gorąco polecam wybranie się na kolejną odsłonę Golda już we wrześniu, osobistą ocenę imprezy, a na razie zapodaję Wam fotki i kilka zdań opisu z edycji przez trzy państwa <3

Kto z Was miał okazję  być na Goldzie? Jakie są Wasze wrażenia? Wbijacie we wrześniu?

2 Comment

  1. Ale super sprawa! Strasznie wielką mam ostatnio ochotę na dogtrekking, ale nie mam towarzystwa, a sama trochę jednak się boję – bo posługiwanie się mapą nie jest moją mocną stroną.

    1. pufoswiat says: Odpowiedz

      Rozumiem Cię w 100%! uwielbiam taką zabawę ale gubię się namiętnie a wiadomo- w kupie jakoś raźniej 😀 jeśli będziesz miała kiedyś ochotę wybrać się w nasze okolice na jakiś dogtrekk, a wydaje mi się, że Dolny Śląsk to idealne , bogate w zawody miejsce, dawaj znać i zapraszam z nami ! , P. na szczęście dobrze ogarnia mapkę więc mi pozostaje tylko dodreptać do końca 🙂

Dodaj komentarz