Góry Kamienne czyli

Ileż też można jeździc w Sowie? Pewnie dużo, ale odmiana zawsze się przyda. Szczególnie jak się człowiek ustawi i ma na pokładzie świetne psio-ludzkie towarzystwo, które w ludzkiej części jest też przewodnikiem po Górach Kamiennych 🙂 Nie trzeba myśleć nad trasą, czasem, miejscem na popas. Nic tylko jechać i się delektować. Tak też uczyniłyśmy:) Moim jedynym warunkiem co do wyjazdów jest jedna zasada: ma się dać dojechać z Wro w max 1.5 godziny. Dlaczego? Oszczędność paliwa, zwiedzanie regionu i najważniejsze – nie trzeba wstawać skoro świt 🙂 Punkt docelowy z parkingiem (czyt. minimum utwardzonym placem bez dziursk głębszych niż wydolność zawieszenia) to Schronisko Andrzejówka.

Miałam okazję być tu rok temu, pamiętam, że psom wstęp do środka był absolutnie wzbroniony. Podobne wspomnienia miała Pani Suni, ale tym razem udało nam się skorzystać z gościny schroniska w formie grzanego wina i grzanego napoju gruszkowego za zacne 8 zł 🙂 – trochę na bezczela, trochę usadzając psy pod stołem i nie pytając nikogo o zgodę, nie zostałyśmy wyproszone, innym gościom też sierścioki nie przeszkadzały a obsługa udawała, że nie widzi ani naszych psów ani pinczera na siedzeniu obok nas, więc dobra nasza! Trzeba mieć jednak na uwadze, że nowy właściciel schroniska nie jest przychylny obecności zwierzaków na sali, więc można liczyć się z przymusem zjedzenia czegoś w sieni lub, przy dobrej pogodzie, na dworze.

(Spod schroniska ruszyłyśmy niebieskim szlakiem w kierunku Skalnej Bramy. Z małymi, krótkimi wyjątkami cała nasza wyprawa to raczej lekkie podejścia z ładnymi widokami. Piesy zadowolone, my też, szczególnie kiedy przed nami przez ścieżkę przebiegły 2 sarny. Dzicz jak się patrzy)

(Skalna Brama. Stąd wdrapałyśmy się na ruiny Zamku Rogowiec. podejście lekko stromawe, szczególnie jeśli ma się wyślizgane treki, ale wejść się da nawet po śniegu)

(Gdyby ktoś miał wątpliwości czy góry Kamienne są faktycznie kamienne – SĄ. Melafir – kamulec o charakterystycznym czerwonawym odcieniu jest wszędzie we wszystkich możliwych wielkościach – od głazów, po pył w formie wilgotnej czyli błotnistej paciaji. Ale widoki z Zamku warte są wdrapywania się)

(Z Zamku weszłyśmy na szlak niebieski – trzeba się przyjrzeć, żeby znaleźć wejście na niego- nie drogą, a ścieżką ostro w górę. To było chyba najbardziej strome podejście jakie miałyśmy po drodze, ale że było krótkie, nie można go liczyć jako udręczanie się)

(Szczytować jak widać się da, trzeba tylko zwrócić uwagę na oznaczenia, bo może się okazać,że przejdzie sie przez któryś ze szczytów nie zauważając tego faktu. ot, takie plaskate szczyty. Trasę wyznaczyłyśmy sobie tak, by w połowie wypadu zrobić koło i wrócić do Andrzejówki. To wtedy postanowiłyśmy spróbować czy ogony przemkną niezauważone pod stół a my skorzystamy z uzupełnienia ciepło-napojowego. Napite i ugrzane mogłyśmy podreptać w stronę Sokołowska)

(Widoki!)

(Je bejbi! Zaklinacz piesełów suszonymi płuckami! Bo przecież jak tu nie wykorzystać sterty drewna do małego ćwiczenia?)

A teraz uwaga uwaga, nie tylko góry. Na chwilę „zahaczyłyśmy” o Sokołowsko. Niestety tylko na chwilę, ale już mam w planach powrót. Oto dlaczego:

(Głupio się przyznawać, ale co tam. Sokołowsko kojarzyło mi się z pipidówą, w której nawet kawy się nie da napić. A tu niespodzianka! Zaniedbana miejscowość, to fakt, ale po przyjrzeniu się zabudowie można doznać szoku. Przepiękne budynki, każdy inny, projektowane przez leczących się tu ongiś architektów, artystów – Sokołowsko było uzdrowiskiem dla chorych-płucnych. Serce się tylko kraje że takie perełki popadają w ruinę. My już snułyśmy wizję jakby mogło być cudnie gdyby odnowić, zainwestować, a miejsce stało by się modnym miejscem wypadów. Nieodparcie kojarzy mi się z Nikiszowcem, ale przez otoczenie gór i różnorodność zabudowy, chyba mogło by go przebić…:) )

(Wspominałam brak kawki? Wycofuję! W samym centrum, w odnowionej kamieniczce jest Kawiarenka. Niech nikogo nie zmyli nazwa – my zjadłyśmy po makaronie (mmmm, pycha!), na ciasto bezowe zabrakło niestety miejsca w trzewiach, piesy mile widziane! Jest przytulnie a obsługa zasługuje na miano przemiłej. Polecam! Przy okazji zgarnęłyśmy kilka mapek, ulotek o Sokołowsku w tym jedną z mini-grą terenową. Oczywiście nie miałyśmy czasu się w to zabawić, ALE! Przecież mamy zamiar powtórzyć wypad w te tereny – będzie i gra i ciacho :D)

(Do zdobywania Gór Kamiennych zachęcają wybiegane Sunia i Pufa :))

A jeśli kogoś interesowało by jak nasza wyprawa wygląda od strony formalnej, w kolejności etapów, oto mapki ogarnięte przez Panią Suni, niezastąpioną przewodniczkę po Górach Kamiennych 🙂

4 Comment

  1. Super wypad! Zazdroszczę takich wyjazdów z psami, moim marzeniem jest jechać z psem właśnie w góry. Zdjęcia są przepiękne, jestem zachwycona! <3
    cztery-lapy-jeden-nos.blogspot.com/

  2. Bardzo dziękuję:) Dla nas wypad w góry to podstawa udanego weekendu, o ile pogoda dopisuje. Mamy to szczęście mieć blisko już w konkretne pagórki, ale chyba nawet gdyby nie lokalizacja, uskutecznialibyśmy dogtrekkingowanie i długie spaceru w "dzicz" po lasach, każdy zakątek kraju ma cudne , nie tak oczywiste miejsca, gdzie piesy się wybiegają, nawąchają nowych zapachów a człowieki mają okazję "złapania" oryginalnych kadrów . Ważne tylko żeby nie zapomnieć zabrać z domu aparatu 🙂

  3. Oo, pozazdrościć takiego wyjazdu!:)) Ja niestety nigdy nie mogę zabierać swojego psa na wyjazdy. Wiąże się z tym wiele problemów i nie chcę dodatkowo stresować pieska. 🙂

    Pozdrawiam,
    http://www.hoe-e.blogspot.com

  4. ojej 🙁 to niefajne, ja Pufioka zabieram wszędzie:) ale tak po prawdzie-planuję wyjazd pod nią , ma być psiolubnie:)
    Powiem Ci tak: jeśli nie zabierasz psa w góry ze względu na stres (nie wiem w prawdzie jaki:) ) to może opcją byłoby wybranie mniej uczęszczanych gór -w Zakopanem czy w okolicach hmm Szczawnicy będziecie się obijać o ludzi, w takich górach jak te nasze, jeszcze przy średniej jednak pogodzie- cała trasa nasza, 0 ludzi, jedynie w schronisku i to niewielu:)
    Mam nadzieję , że kiedyś uda Wam się razem z ogonem wyjechać w góry
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz