Izery – wielkie powroty

W związku z czasem, finansami (swoją drogą, widzieliście ostatnio ceny benzyny? o_O), na tripy wybieramy bliższe destynacje. Leniuszki nie lubią wstawać o 4 nad ranem, nie lubią też długo wracać po całym dniu w górach. No, ale czasem człowiek musi, inaczej się udusi 🙂 Więc podjęliśmy decyzję o powrocie w górki, które rok temu były naszym miejscem urlopowym.

Izery!

Z Wro do Świeradowa mamy 2 godziny z hakiem. Oczywiście da się to łyknąć w jeden dzień – pojechać, połazić i wrócić, ale my mamy ustaloną granicę, za którą wolimy zostać na noc, mieć na spokojnie cały dzień na eksploracje terenu. I tak jak w ramach urlopu zamarynowaliśmy się w tych okolicach na dobrych kilka dni w fajnej agroturystyce, tak teraz woleliśmy wersję miejską, z bliskością gofrów <3 (każdy ma jakieś priorytety 😉 ) i wyjściem na szlak, tak żeby nie ruszać samochodu. Od dawna chodziło za mną piwerko na koniec dnia, w scenerii górskiej.. Ponieważ zawsze mamy przejścia z poszukiwaniem kwatery noclegowej z dwoma futrami polecę Wam od razu pensjonat Eldorado, w samym centrum, przy wyjściu na szlaki no i bez żadnego zająknięcia się na temat psów 🙂 Dopisałam do listy miejscówek godnych powrotu.

Ponieważ mieliśmy tak na prawdę tylko jeden cały dzień na górskości, postanowiliśmy zrobić dłuższą trasę. Ze Świeradowa obraliśmy azymut szlakiem niebieskim, przez Źródło Adama na Polanę Izerską. Trasa przyjemna bez ostrych przewyższeń – ogółem zawsze bardziej nam leży dłuższa trasa niż, w moim przypadku, wycharchanie płuc na ostrych podejściach. I tak staramy się planować wypady. Niezmiernie ułatwiają to apki typu https://mapa-turystyczna.pl/, pokazujące na wykresach różnice wysokości 🙂

Stamtąd postanowiliśmy wejść na naszą wielką pętlę czyli heja na czerwony w kierunku Rozdroża pod Izerskimi Garbami przez Szerzawę, Mokrą Przełęcz, Przednią Kopę. Stamtąd odbiliśmy na szlak niebieski , który nie tylko doprowadził nas z powrotem do Świeradowa ale przeprowadził nas przez Dziczy Jar i .. Chatkę Górzystów 😀 no kurczaki , bo co to za wypad w Izery bez naleśniora z jagodami, prawda?

Izery i tym razem nas nie zawiodły. Trafiliśmy w idealną pogodę – jeszcze nie za gorąco, ale już ciepło, brak tłumów czyli to co lubimy najbardziej. Podejrzewam, że w sezonie turystycznym główne szlaki, jak na przykład ten prowadzący ze Świeradowa do Chatki Górzystów przez Polanę Izerską czy na Stóg, są oblężone. A jednak to co ja lubię najbardziej to względnie samotne wędrowanie tylko w naszym osobistym towarzystwie.

Nie mogę się jednak doczekać powrotu w te rewiry, szczególnie jesienią. Chyba już nabawiłam się sentymentu, szczególnie wizualnego do tych terenów właśnie wrześniową czy październikowa porą. Co oczywiście nie znaczy, że nie polecam Wam tam wybrać się z futrem o każdej porze roku. Polecam i to bardzo bo Izery jak na razie dla nas są bardzo psiolubne 🙂 Pamiętajcie tylko, że i podczas naszego wrześniowego urlopowania i teraz sporo strumyków było wyschniętych, trzeba więc pamiętać o zabraniu wody też dla futer i nie liczyć tak do końca na psie napicie się świeżej strumykówki.

Lubicie Izery? Bywacie? Macie tam jakieś ulubione szlaki i miejscówki?

2 Comment

  1. Mojego psa ciężko wywlec z domu o 7
    O 4 to bym ciągnela zwłoki

    Piekne widoki
    Tylko pozazdroscic

    1. pufoswiat says: Odpowiedz

      znam to, dlatego nie przepadam za tak wczesnym wstawaniem 🙁 ale staję przed wyborem- zwlec dupala czy odpuścić górki. Wybór jest jasny aczkolwiek bolesny. Pierwszy orlen i kawusia to must have 😛
      Nie ma co zazdrościć tylko kiedyś się wybrać 😀
      ja mam wielkie chęci na wypad nad morze, mimo że dla nas to koszmarnie daleko, ale może się w końcu uda 😉

Dodaj komentarz