Jelenia Góra bonusowo

Nasz pierwszy wypad do Jeleniej Góry był zaplanowany tak, żeby „łyknąć” jak najwięcej na tej krótkiej wyprawie. Oczywiście podstawa to góry . O dreptaniu większym stadem przeczytacie tutaj:

Jelenia po raz pierwszy

Ale nie tylko samą dziczą człowiek i psy żyją. Choć nie powiem, lubimy bardzobardzo. Lubię też zobaczyć coś więcej. Na przykłąd miasto. A że Jelenia to nie znowu taka mała mieścina a miasto z historią, nie było opcji, żeby nie zajrzeć, choćby na chwilę.

Ale od początku! Po zejściu ze szlaku i rozstaniu z ekipą, pufostado nie mogło sobie odmówić zajrzenia do Wieży Książęcej w Siedlęcinie. Jak Wam pisałam we wpisie o górkach , to właśnie obok Wieży parkowaliśmy . Bardzo lubię historyczne miejsca. Nie jestem znawcą historii, ale słuchanie o niej i poznawanie jej sprawia mi przyjemność. Jeśli jeszcze mogę mieć takową przyjemność w towarzystwie futer, jest to opcja idealna.

I  wcale nie tak trudno o tego typu psiolubne miejscówki. Choćby zamek Czocha, który mówi psom jak najbardziej „zapraszamy”, prosi jedynie o dobre ogarnianie futer tak, aby nie przeszkadzały innym zwiedzającym. Ale to przecież standard 🙂

Czocha nad zaporą

Zwiedzanie jest płatne (normalsi 7, ulga 6 zł, futra za darmoszkę ). Odbywa się w towarzystwie Przewodnika, więc w cenie biletu mamy zagwarantowane merytoryczne oprowadzanie. I wierzcie mi – warto! Pani Przewodnik,  z którą miałam okazję  poznawać Wieżę, to taki przewodnik, jakich lubię najbardziej. Z pasją, otwarta na dyskusję, pytania, z realną wiedzą. Klepanie formułek od razu mnie zniechęca .

Po dyskusji na jednym z forów zwiedzaczy muszę powiedzieć coś o czym ja często niestety zapominam. Jeśli podoba nam się oprowadzanie przez Danego Przewodnika, powiedzmy mu o tym!  W końcu zasługuje na to 🙂  Ja zazwyczaj ewakuuję się troszkę wcześniej lub na koniec, przez wzgląd na suki ,  często jakoś mi przewodnicy umykali. Teraz już pilnuję tego, żeby dać feedback, przecież  im więcej takich ludzi tym lepiej dla ogólnego odbioru historii, prawda?

Fajne miejsce, ale nadal nie sama Jelenia Góra. Więc wyruszamy na podbój miasta. Szczególnie, że od moich zaufanych donosicieli o psiolubnych miejscówkach z Wrocław na czterech łapach dowiedziałam sie o takowej na samym Rynku. I to z dobrą kawą. Nie mogłam odpuścić.

Żeby sucze grzecznie zaległy w kawiarni należało je jeszcze troszkę pomęczyć spacerowo. Lubię widoczki, więc na celownik wzięłyśmy Wzgórze Krzywoustego z wieżą widokową. Piesowów zaparkowałam zaraz pod górką (mapka) , skąd można wejść na górę szlakiem , szybciej i ostrzej, lub spokojnie na około .

Podobno istniał tu zamek, już w XIII wieku,  oparł się nawet najazdowi Husytów, przechodził z rąk do rąk, żeby w końcu w 1433 zostać rozebranym. W XVIII i XIX wieku wzgórze zrobiło się wycieczkowo popularne i powstała tam gospoda a w 1911 machnięto tu wieżę. Przeżyła wojnę , aktualnie po remoncie jest dostępna do zdobywania codziennie od 8 do 20.

Teraz NIESTETY . Zarówno wokoło jak i na schodach a na szczycie to już w ogóle wieża jest masakrycznie zaszklona. Rozbite szkło wszędzie. Na górę się nie pakowałyśmy , Państwo schodzący z góry stanowczo nam odradzili informując, że na szczycie porozbijane szkło ściele się grubym dywanem. Szkoda. Nigdy nie zrozumiem tych, którzy fundują takie otoczenie. Czy lubią sami tak siedzieć? No nie ogarniam

Więc wieża mimo teoretycznej psiolubności okazała się tym razem absolutnie niepsia. A nawet myślę, że nie nieludzka. Nie lubię chadzać po śmieciach 🙁 Szkoda.

Troszku rozczarowane stanem wieży podreptałyśmy na Rynek. Taki Dolnośląski i pięknie odnowiony 🙂 Naszym celem poza przechadzką po Rynku właśnie było zdobycie znaczka turystycznego (znacie ZNACZKI TURYSTYCZNE ? Ja chyba nie będę psychozbieraczem ale to fajna pamiątka z danego miejsca ) i rzecz jasna KAWAAA! i ciacho 😀

Lubię klimatyczne kawiarnie, gdzie można zamienić zdanie czy dwa, napić się dobrej kawki a pies jest mile widziany . Zdanie „ewentualnie można z psem tylko żeby …to tamto siamto” to nie jest to.

Tu pieski , oczywiście grzeczne i nieprzeszkadzające innym, helloł to podstawa! Tak jak z dziećmi 😉 mogą śmiało wbijać . Poza klasyczną kawiarnią znajdziecie tu całą ścianę herbat do wyboru i kaw, którą sami wypalają. Można więc zabrać pycha souvenira do domu.

Poznajcie Aroma Cafe

Jelenią Górę zaliczyłyśmy może na prędce ale jeśli jakieś miasto daje mi dobrą kawę i ciacho w towarzystwie  futer będę twierdzić , że je lubię 😀

Byliście kiedyś w Jeleniej? A może polecicie co jeszcze przy następnej okazji zobaczyć ?

Dodaj komentarz