Joseph Wright of Derby Mr. and Mrs. Thomas Coltman

Tym razem więcej klasyki. Tego się spodziewam kiedy myślę „obraz, na którym jest pies”. Ładny portrecik, fikuśnie ubrani ludzie z epoki i piesek dopełniający stylówy. Ewentualnie jakieś polowanie.

W tym duchu moich zakodowanych wyobrażeń o pieskowych obrazach chciałam Wam przedstawić kogoś takiego jak Joseph Wright z Derby .

Anglik, żyjący w latach  1734 –  1797, specjalizował się w krajobrazach i portretach. Jego prace kojarzone są przede wszystkim z mocnym światłocieniem, a on sam z artystycznym wyrażaniem ducha rewolucji przemysłowej.

Przyszło mu żyć w czasach zmieniającego się świata, w czasach gdzie nauka i postęp wygrywały z religią a rozwój wszedł na zawrotne obroty.

Jeśli do zainteresowania tym co go otacza- nazwano go „pierwszym profesjonalnym malarzem, który wyraża ducha rewolucji przemysłowej”, dołożymy umiejętność tworzenia niezwykłego klimatu, odwzorowania gry świateł , rzucanych przez migoczące świece otrzymamy artystę fascynującego, o dziełach wciągających w historię , którą opowiadają .

Żeby nie być gołosłowną podrzucam Wam dzieła Josepha.

Pierwsze- Model systemu słonecznego lub Filozof prezentujący model Układu Słonecznego z 1766 roku. Czy Wy też widzicie jak podobna ta praca jest do dzieł Caravaggia? Bardzo go lubię, więc lubość do Wrighta przychodzi mi automatycznie 😉

Drugie to Eksperyment z pompką próżniową z 1768 roku

Oba mają niesamowity klimat. To wręcz magiczne światło. Kiedy patrzę na takie dzieła mam wrażenie jakbym podglądała jakąś scenę, tak zza drzwi, że niekoniecznie jestem zaproszona, bo tam się dzieje COŚ a ja tylko przypadkiem jestem świadkiem tego CZEGOŚ. Jakiejś mistyki, tajemnicy. A jakie jest Wasze wrażenie?

Oki doki. Skoro już ustaliliśmy, że Joseph malować potrafi i jest w tym całkiem niezły, że niedaleko mu nawet do wielkiego Caravaggia, a poczytać o nim więcej możecie TUTAJ przejdźmy do jednego z jego obrazów , który chcę Wam pokazać .

Rozwodziłam się o tym świetle i mistycyzmie i odkryciach, a teraz zrobimy zwrot  na pięcie do tej drugiej tematyki , z której Wright jest znany. Czyli do portretów. Ten „nasz” może nie jest dynamiczny i zaskakujący, ale to świetny przykład klasyki. I kompozycyjnej i tematycznej i psiowej. Bo właśnie tak najczęściej spotykamy psy na obrazach.

A zatem przywitajcie

Mr. and Mrs. Thomas Coltman, zamieszkujący aktualnie National Portrait Gallery w Londynie.

Obraz z około  1770-2 roku to portret Thomasa Coltmana (1747 – 1826), uwiecznionego ze swoją pierwszą żoną Mary Barlow (1747 – 1786), którą poślubił w 1769 roku. Dom w tle to Gate Burton House, Lincolnshire. Byli to bliscy  przyjaciele Wrighta

Obraz olejny o wymiarach 127 x 101.6 cm, który jako jeden z niewielu z tego okresu trzyma się na tyle dobrze, że nie potrzebował większych renowacji to  przykład malarstwa okresu rokoko i malarstwa historycznego

Mamy tu klasyczną kompozycję, najważniejsze jest małżeństwo, pejzaż w tle dopełnia całość. Ale poza ludźmi jest też pies. Na moje oko coś myśliwskiego, spaniel? Znawcy psiej mowy mają pole do popisu jeśli chodzi o interpretację tego „co mówi” pies układając się w taką pozę. Zachęta do zabawy, próba zatrzymania konia, który nachyla się w stronę psa? ja aż takim znawcą nie jestem, nie wiem nawet czy był nim Wright 🙂

Trzymając się zatem jedynie malarstwa, bez dywagacji w głębszą interpretację, przynajmniej na razie, zobaczycie jak pies tworzy układ z postaciami!

Widzicie to? widzicie trójkącik? Poza Thomasa (facet na obrazie) razem z nonszalancko opartą ręką, storna w jaką zerka Mary , mimo wszytko dość skondensowany koń i na koniec jako ta kropka nad „i” pies.

Jest zwrócony do środka układu. Jego „ukłon” również przywodzi koncentracje widza w kierunku środka . Bo mimo iż nas spaniel jest pochylony to jego łeb zwraca się ku górze.

Sama technika malarska użyta na tym obrazie nie jest moją ulubioną. Ugłaskane, wyniuniane wszytko przegrywa u mnie na rzecz dynamicznego , „mięsistego” nakładania farby. Nie znaczy to że przez to obraz traci w mojej ocenie. Co t to nie ! zwłaszcza że Wright doskonale wykorzystał psa . Znowu pies nie jest tylko byle zapchaj dziurą, ale ważnym elementem kompozycji. Bez niego nie byłaby ona pełna, zabrakło by ważnego elementu.

Mimo, że na pierwszy rzut oka może się wydawać ,że został tu umieszczony jako oczywisty dodatek do dobrze ubranych przyjaciół artysty, towarzysz konnej przejażdżki, to po chwili zastanowienia nad tym co widzimy można szybko zmienić zdanie.

Okazuje się, że żeby być ważnym wcale  nie trzeba być w centrum wszystkiego.

Znaliście Josepha Wrighta wcześniej? dopinguję Was do zerknięcia czasem na dorobek artystyczny malarza na którego nazwisko akurat trafiliście , nawet przypadkiem. I nie ograniczanie się do pierwszych dwóch wyników w wyszukiwarce. Na bank okaże się, że ma on w swoim dorobku coś ciekawego a nawet może i coś co Was zaskoczy 😉

Koniecznie dajcie znać o efektach poszukiwań 😀

Dodaj komentarz