KONGoedukacja

Pufa jest z nami od roku. Poza faktem, że przybyła do nas z Fundacji 2 + 4, a przez nią została wyciągnięta ze schroniska w Wojtyszkach, nie jest znana nam jej przeszłość. Na szczęście to, co ją do tej pory spotkało nie ma negatywnego wpływu na jej aktualny stan psychofizyczny. Jedynym „odruchem” jaki czasem można spotkać u poschronowych psów jak P. jest bardzo łapczywe jedzenie.

Tak na prawdę Pufa nie je swoich groszków. Ona je zasysa, bez gryzienia. Jeśli się zakrztusi, absolutnie nie przeszkadza jej to w dalszej ich absorpcji. Stąd nasz pomysł, żeby posiłki podawać jej za pomocą konga. Naszą kongopodobną kulę kupiliśmy jeszcze przez pojawieniem się Pufy, w ramach kompletowania akcesoriów potrzebnych do obsługi psa. Odpowiednia wielkość, porządne wykonanie, dobrej jakości guma. Wszystko przemyślane.

Przed zakupem takiej zabawki warto zapoznać się z opiniami o poszczególnych produktach. Na rynku dostępnych jest wiele rodzajów – od klasycznych kongów o kształcie gruszkopodobnym po kości i kule jak nasza (w wariacji na temat, rozkręcanej „kula -smakula” – moja ulubiona nazwa :).

 

 

 (Przykłady kongo-kształtów i typów z http://www.zabawkikong.pl/)

Ceny oryginalnych kongów, w zależności od typu i wielkości wahają się średnio od 20 kilku do nawet ponad 70 zł (Kongosklep). Jednak w przypadku zabawek, które mają trafić do psiego pyska na dłużej, a nawet mają być ciamciane, lepiej zainwestować w zabawkę z lepszej jakości gumy, nieśmierdzącą, jak w przypadku chińskich podróbek za kilka złotych. Warto też zwrócić uwagę czy zabawka ma 2 otwory. Jest to ważne kiedy chcemy by psiak wylizywał z niego np. pastę. Jeśli będzie tylko jedna dziurka może sobie najzwyczajniej przyssać język!

Kiedy szukałam kolejnego kongoczegoś dla Pufy zawitałam do małego osiedlowego zoologicznego, w którym Pani poinformowała, że mają tylko tanie, śmierdzące za kilkanaście złotych, bo przecież nikt droższych nie kupuje bo po co. Namawiam: tą zabawkę warto kupić lepszej jakości. Sam zakup zabawki był w naszym przypadku tylko początkiem akcji. Co tu zrobić kiedy Pufa niczym się nie bawi? Przebolałam niepotrzebny zakup piłki, gryzaka, szarpaka, ale kong miał rozwijać, zajmować na długie godziny, przynajmniej według reklam 🙂 a tu klops.

Podejrzewam, że może nawet odpuścilibyśmy temat, gdyby nie zachłanność stworzenia i.. podpowiedź znajomych. Powstał plan i tak oto Pufa stała się, dosłownie, kongowyjadaczem.

Oto nasz harmonogram nauczania:

Etap 1

„Żarcie jest najważniejsze, do żarcia trzeba się dostać.”
To prawdy objawione naszego psa, którymi kieruje się w życiu tak więc – wsypaliśmy kilka groszków do michy pufinowej i włożyliśmy do niej również kulę. Tak się złożyło, że wielkość michy i kulki idealnie do siebie pasują: micha jest wystarczająco duża żeby pomieścić zabawkę, ale tylko na tyle żeby pies musiał ryjkiem poprzesuwać kulę w jej obrębie, odsłaniając sobie dostęp do groszków.

Nauka: popycham/przesuwam kulę = mam groszki 🙂
Czas: niecały tydzień, ale wszytko zależy ile psiak potrzebuje czasu na załapanie zasady i jej zapamiętanie.

Etap 2

Groszki wrzuciliśmy do kuli, a ją samą, nadal w misce, która ograniczała jej uciekania, ustawiliśmy wylotem do dołu. Pies musiał robić to samo co wcześniej, ale musiał dłużej podziałać żeby dostać się do smaków.

Czas: j.w.

Etap 3

Kula poza miską, Pufa już dokładnie wiedziała co robić 🙂 Jakoż, że 2-3 dni w każdym tygodniu spędzamy poza naszym domem kupiliśmy nową zabawkę – tym razem kość. Zasada zdobywania groszków jest ta sama, jednak dziurki są dwie, a kształt nieregularny, co tylko poprawia zabawę. Obiekt przemieszcza się w sposób nieprzewidywalny. Pufa rozwiązała ten problem nie popychając go jak kulkę, a biorąc w pysk i telepiąc. I tak zyskaliśmy pierwszą zabawkę, którą Pufiozaur bierze do pychola. Przynajmniej dopóki słyszy w środku jedzenie 🙂

Kilkakrotnie spotkałam się też z pomysłami zamrożenia gotowej lub własnoręcznie zrobionej pasty w kongu, tak aby pies mógł ją sobie powoli wylizywać. My na razie tego nie próbowaliśmy, chyba ze względu na obawy czy przypadkiem nie skończy się to praniem legowiska i czyszczeniem czegoś jeszcze, ale teraz mamy zamiar spróbować 🙂

Dodaj komentarz