Legnica przejazdem

Dolny Śląsk ma to do siebie, że nie wyjeżdżając poza jego obręb można zwiedzić najróżniejsze miejsca. Od gór, przez miasta, eventy – choćby średniowieczne czy artystyczne lub takie, na które trafiliśmy ostatnio. W myśl tej idei postanowiliśmy „zahaczyć” o miasto, w którym nas jeszcze nie było. I tak: witaj LEGNICO!

Legnica to trzecie co do wielkości miasto na Dolnym Śląsku, w którym najdłużej w Polsce panowała dynastia Piastów. Niestety, ostatnio cierpimy na niedobór czasu, nie mogę tak jak lubię zagłębić się w miasto, w jego strukturę, powłóczyć się, zobaczyć co odkryję, jeśli pójdę w tą czy tamtą uliczkę. Taki sposób poznawania miasta jest zdecydowanie moim ulubionym. Oczywiście mam mój.. teraz już nawet nasz <3 , notatnik podróżniczy, w którym przed wyjazdem wynotowuję takie must have danej okolicy. Ale nikt nie mówił, że trzeba zwiedzać według jakiegoś narzuconego planu 😉

Tym razem poza poznawaniem miasta postawiliśmy na krótkie, ale jednak, kontakty towarzyskie, więc mój pomysł „połaźmy w kółko bez ładu i składu aż nam giry nie odpadną i zobaczmy jak najwięcej zakamarów, o których nie mają pojęcia rdzenni mieszkańcy” był nawet nie do werbalizacji. Pozostało mi „liźnięcie” Legnicy z poziomu kilkugodzinnego turysty-klasyka. Oto co mi z tego wyszło:

Na Rynek weszliśmy od strony ulicy Chojnowskiej. Tam też zostawiliśmy białasa. Od razu weszliśmy na pierwszą z dwóch fontann jakie można uraczyć na Rynku – Fontannę Syreny.  Idąc dalej w kierunku Katedry św. Apostołów Piotra i Pawła zobaczymy kolejną – Neptuna. Suczydła niepocieszone – fontanna wysoko zabudowana. Ciurkająca woda a i owszem była, ale mimo wysiłków Bu – niedostępna dla takich konusów 🙂

Ale nim udało nam się doczłapać do Katedry zobaczyliśmy jedne z najfajniejszych kamieniczek jakie widziałam. A to między innymi dzięki nazwie – ŚLEDZIÓWKI <3  – no przeurocza nazwa! Nie pochodzi ona bynajmniej od upchania blisko siebie tych cudnych małych kamieniczek jedna obok drugiej, ale od handlu rybami prowadzonego dawniej w ich podziemiach. Cztery sztuki klasycystyczne, cztery renesansowe,  w tym dwa z dekoracją fasady sgraffitową odsłoniętą spod tynku w 1934 roku. W jednej z nich zlokalizowałam biuro PTTK, niestety w niedzielę rano było nieczynne.

Nasze zwiedzanie odbyło się w piękną, letnią pogodę, więc nie odważę się powiedzieć czegokolwiek o psiolubności miejscówki, w której zatankowaliśmy kawkę – siedliśmy w ogródku, więc to taka średnia, niesprawdzona propsiowość. Ale liczę na powrót choćby na jesień i  wtedy zacznie się testowanie!

Rynek to nie tylko Śledziówki i Katedra. To również boczne ulice odchodzące od Rynku. Niestety, w związku z charakterem zwiedzania musiałam osobiście dać sobie zakaz wchodzenia w nie, udało mi się chociaż w nie zajrzeć. Efekty zaglądania zachęcają do kolejnego przyjazdu.

Nasz tragicznie (jak dla kogoś kto lubi zobaczyć jak najwięcej) krótki pobyt w mieście zwieńczony został chilloutem w Parku Miejskim. Jak na niedzielę przystało, zastaliśmy w nim sporo piknikowiczów, grillowiczów, ale też psich spacerowiczów. Biorąc pod uwagę, że to miejsce jest oddalone od rynku dosłownie o kilka minut marszem, to doskonała opcja, szczególnie przy ostatnich upałach.

Wracając do auta mieliśmy jeszcze okazje zobaczyć dwa fajne miejsca. Na narożniku Rynku i ulicy świętego Jana znajduję się zewnętrzna mozaika przedstawiająca Mikołaja Kopernika. Powstała w 1973 roku, w 500 rocznicę urodzin astronoma. Odnowiona w 2014 roku przez twórcę – Henryka Bacę. Czarne suki prezentowały się na jej tle zacnie 🙂

Ostatni akcent to budynek przez naszych gospodarzy opisany jako Urząd Stanu Cywilnego. Jak się okazało to siedziba również Legnickiego Centrum Kultury, Zespołu Szkół Muzycznych oraz Muzeum Miedzi. Ale najciekawsza jest tradycyjnie historia: Akademia Rycerska. Konie, których o dziwo nie cykała się Bu, oryginalnie umiejscowione były przy wejściu do ujeżdżalni. Sam budynek jest za to przykładem cudnego baroku w architekturze, któremu udało się przetrwać II wojnę światową.

A Wy mieliście okazję zwiedzać Legnicę? Co jeszcze polecilibyście do zobaczenia? Jestem pewna, że niedługo będziemy tam kolejny raz, więc nieuchronnie zbliża się podejście 2.0 do zwiedzania.

Dodaj komentarz