Mściwojów

Miałam ambitny plan- wyjazd z P. prawie rodzinny, żadnego zwiedzania, eskapad, chill i tylko ukrywanie się przed upałami. Przecież nie każdy wypad musi oznaczać szlajanie się nie wiadomo gdzie i za czym, prawda?

Okazuje się, że bardzo jest to nieprawda. Można nazwać to robalem w tyłku, ładniej-niespokojnym duchem czy prozaicznie, poszukiwaniem spaceru w chłodniejszej, porannej aurze. Podobno nazwanie danej rzeczy oswaja ją. Ja swojego „niespokoju” jeszcze nie nazwałam, więc atakuje mnie niespodziewanie, z zaskoczenia. Pewnie dlatego nauczyłam się nim żyć i  być przygotowana -adidaski wozić w bagażniku, bo nigdy nie wiadomo.

Niespokój dorwał mnie podczas ostatniego wypadu do Jawora. Chciałam znaleźć miejsce do szybkiego wypadu, blisko, tak żeby wyskoczyć zanim P. w ogóle pomyśli o wstaniu, dobrego do fajnego wybiegania futer, zanim żar zabije w nas jakąkolwiek chęć spacerową. Wybór został dokonany szybko, bazując na google mapsach w wersji podglądu satelitarnego- jest niebieska plama i sporo zielonego? spoko, biorę na wynos. Wynos nastąpił o 6 rano . I takim sposobem skoro świt pufostado zawitało w Mściwojowie 🙂

Piesowóz został czasowo porzucony koło VII stacji drogi krzyżowej. Dobry punkt orientacyjny a i zatoczka się znalazła. Jako szczęśliwa posiadaczka telefonu ogarniającego apki po raz enty zabazowałam na mapy.cz , wyśledziłam ścieżkę wiodącą na Mściwojowską Górę.

Uważam, że wypad bez szczytowania jest jakiś taki niepełny i niedorobiony 😉 Jak to bywa z mniej popularnymi szczytami o pokaźnej wysokości 213 m n.p.m łatwo ją przeoczyć. Moje dżipiesy wskazały Górę niedaleko wałka siana. Poczułam się na tyle spełniona górską odsłoną spaceru, że poszłam szukać tej niebieskiej plamy z mapki

Jeśli nie wiadomo dokąd wędrować dobrze wybrać sobie jakiś wystający punkt docelowy. Czasem jest to wystający z muru szyld cukierni do sprawdzenia psiolubnie, ale ważne żeby trzymać się założeń. Tym razem na spożywkę na trasie nie było szans ale była wieża widokowa!

Po poszukiwaniach szczytu, głodne zapierających dech w piersi wrażeń poczłapałyśmy właśnie ku tej kropce na mapie. Dodatkowo w oddali, w kierunku „na wieżę” majaczyła nam jakaś większa woda, nie mogłam zatem odpuścić zwiadu tego terenu.

Woda jest a i owszem spora, w prawdzie z kąpania nic nie wyszło- nad morzem królują sinice a tu zielone, galaretowate coś, pływające na powierzchni. Jeśli nawet nie jest trujące i sraczkopędne to jest to jedna z tych substancji w której lepiej nie moczyć psa 🙂

Wieżę widać bardzo dobrze po dojściu do brzegu zalewu, są jednak też tabliczki kierujące do niej. I teraz ciekawostka- według tabliczki na płocie okalającym wieżę zakaz wejścia z psem na górę, ale okoliczni napotkani mieszkańcy jako żywo zachęcali do wejścia i skorzystania z widoków.  Mało tego zarzekali się, że oni ze swoimi psami przy okazji spaceru wieżę zdobywają.  Nieażurowe schody bardzo zachęcały do wejścia z futrami, ale zakaz to zakaz , a my się nie pchamy gdzie nas nie chcą.

Spacer wyszedł nam fajny aczkolwiek jednakowoż nie za długi. wokoło jest sporo terenów leśnych, można się powłóczyć . W sezonie nieglonowym nawet zmoczyć futro. Dla nas na ten akurat dzień to było akurat- w sam raz na aktywny początek dnia.

I już wróciłam do auta, już zapakowałam suki do niego, już wykręciłam w kierunku zameldowanego śniadania kiedy niestety dla oczekującego jedzonka zauważyłam coś mega za murem w centru Mściwojowa, co umknęło mi kiedy wjeżdżałam do miejscowości.

Szybkie parkowanie i odkrywamy perełkę. Środek malutkiego miasteczka, a tu TAKIE coś! Pośrodku pięknie utrzymanego parczku, w przeciwieństwie do okolic zalewu w ogóle niezaśmieconego, na wysepce, centralnie na sadzawce stoi sobie Pawilon  na wodzie.

Kilka zdań o Pawilonie można przeczytać na oficjalnej stronie Gminy Mściwojów, o TU

A ja od siebie powiem, że to właśnie jedna z tych rzeczy, za które kocham Dolny Śląsk. Niespodzianki pałacowe,  tajemnicze miejsca, historie pobudzające wyobraźnie, dotyczące nie tylko bunkrów i zagonionych pociągów ale i dawniejszej historii regionu. Fakt, mało się plącze po innych województwach, ale po co mam się stąd ruszać , kiedy nawet prawie pod domem, w miejscu gdzie sie tego nie spodziewałam znajduję takie ciekawostki.

A skoro „wokoło” tematów jesteśmy to ten punkt to nie tylko pozostałości Pawilonu. Zadbany teren wokoło to tez prze-u-ro-cza ścieżka edukacyjna o zwierzątkach.  Mam pewne podejrzenia, że grupą docelową, która ma być w ten sposób edukowana jest przedział wiekowy mobilność ruchowa/ ostatki zainteresowania tym co rodzice pokazują ale i ja miałam niezłą frajdę czytając podpisu i robiąc sobie selfiaczki z wyrzeźbionymi kumakiem czy salamandrą. I zdecydowanie odpieram zarzut o niedojrzałości równocześnie podkreślając że ja po prostu potrafię doceniać to co się wokół mnie dzieje i czerpać z tego radość. Tacy podobno żyją dłużej 😉

Spod pawilonu , idąc wzdłuż ścieżki dydaktycznej można skierować się lekko w górę, przez dawny park pałacowy . Po krótkim podejściu wychodzimy pod wieżą widokową. Można więc ją łyknąć od różnych storn lub po prostu pamiętać o uroczym Pawilonie i zejść do niego od strony zalewu. Istnieje możliwość, że ja czegoś nie zauważyłam ale nie rzuciła mi się w oczy żadna tabliczka kierująca spacerowiczów w ten sposób. Tabliczki doprowadziły nas jedynie znad zalewy do wieży widokowej. A szkoda bo o mały włos bym nie zobaczyła tak urokliwej pozostałości dawnej historii miejscowości .

Wniosek z naszego krótkiego wypadu jest prosty. Trzeba się dobrze rozglądać, czasem usiąść do mapki , choćby googlowej, zrobić zwiad terenu, bo może się okazać, że pod nosem mamy niesamowite miejsce 🙂

Dokonaliście ostatnio jakiegoś odkrycia? Znaleźliście jakąś miejscówkę, której się nie spodziewaliście?

 

 

1 Comment

  1. To się psiny nazwiedzały 🙂 U nas ostatnio odkryliśmy niesamowite jeziorko, o którym wcześniej jedynie słyszałam 🙂

Dodaj komentarz