Raków, ścieżką pomiędzy ptakami

Ileż to razy mi się zdarza, że mam chrapkę na wypad w nowe miejsce, ale czasu brak. Albo pogoda klaruje się tak, że albo wyskoczymy gdzieś w okno pogodowe albo nici z nowości i pozostanie nam klasyczna trasa niedaleko domu. Czyli też średnio, bo jak chrapka jest a pozostanie niezaspokojona to potem tylko jakieś frustracje, wkurzanie się i fochy na cały świat.

Jak baby mają na coś wielkie chęci, lepiej żeby to dostały! Dodatkowo, poza moimi zachciankami Pufiak to taka sucz, która na co dzień nie wykazuje zbyt wielkiej aktywności. Ale jeśli zabrać ją w nowe miejsce.. o to już zupełnie inny temat! Są dwie teorie- albo jak ja lubi nowości, albo najzwyczajniej wie, że nie wie gdzie jest i woli aktywnie przebierać kończynami co by się nie zagubić bo chorera wie, gdzie to ją Matron wywiozła i jak daleko jest od swojego legowiska i michy. Michy szczególnie 🙂 Tak więc wypady GDZIEŚ u nas bardzo na pro.

Ostatnio pogoda wiosenna taka, że kratkowana i musiałyśmy się wstrzelić w moment bez deszczu. Mój plan zakładał więc wyjazd niedaleko od Wro ale tak, żeby było coś ciekawego. Sam las to trochę mało. Po błądzeniu paluchem po mapce a aplikacji wybór padł na Raków , stawy obok i morze ścieżek. Jak postanowiłam tak zrobiłam, zapakowałam suki i pojechałam. Oto co znalazłyśmy na miejscu.

Na początek miejscówka, parkowanie i inne strategiczne info.

Stąd zaczęłyśmy nasz spacer. Pierwszy etap to przejście groblą (poprawcie mnie jeśli użyłam niefachowego określenia 🙂 ) Na tym etapie zaczęło do mnie docierać co fajnego jest w tej miejscówce. Ptaszyska! wodne w ilości hurtowej, przeróżnych gatunków. Nawet bez lornetki spokojnie można zrobić sobie spacer niczym z Davidem Attenborough, tylko bez jego narracji, ale z widokami na ptaszyska na bank 😉

W tej miejscówce fajna jest różnorodność.

Można trzymać się stawów , można pójść w las. Można powłóczyć się bo ścieżek pod dostatkiem. Dla mnie dobry spacer to taki, który wszystkim, czyli i mnie i sukom dostarczy wrażeń. Nie chodzi tu o te nieszczęsne monstrualne dziki 😉 Wystarczy, że zobaczymy coś nowego, suki zetkną się z czymś czego nie mają na co dzień. Oczywiście każda nowa miejscówka dostarcza futrom mnóstwa zapachów do wyniuchania ale i ćwiczenie panowania nad swoim instynktem ganiania ptaszysk jest super! Bo zmęczona głowa daje +50 do ogólnej oceny wypadu 😀

Nasz spacer, który poza zaliczeniem 4 stawów to właśnie głównie snucie się  po ścieżkach. Trochę tu, trochę tam. Lubię plan tego typu na leniwe weekendy. Mam czas zrobić jakąś fotę, zatrzymać się, podelektować tym co widzę. Mam nawet przy okazji czas przećwiczyć kilka rzeczy z sukami. W końcu najlepsze treningi to te w nowym terenie. Dopiero tam widać  czy się już czegoś naumiałyśmy czy jeszcze nie 😀

Jeśli macie ochotę na chilloutowy wypad niedaleko Wro, polecam to miejsce. Warto zabrać lornetkę, wtedy na bank uda Wam się zobaczyć jeszcze więcej ptaszysk ale i bez tego bogactwo skrzydlatych stworzeń zrobiło na mnie spore wrażenie 🙂

Dodaj komentarz