Slim fit i sweterek wyszczuplający

O tym, że panuje moda na wszytko w typie fit – fit jogurty, fit tryb życia, fit majtasy, nie trzeba nikomu mówić. O tym, że ten trend dotknął też psiarskiego środowiska też pewnie większość już zauważyła. Fejsbukowe grupy psów fit, gdzie wszyscy chwalą się ile to kilometrów przebiegł pies, ile kilogramów ciągnie na treningu i ile waży. Oczywiście okraszone odpowiednimi zdjęciami. Wszystko ładnie, pięknie jeśli nasz pies faktycznie jest fit, slim, a najlepiej jeszcze eko, bo czemu by nie 🙂 Gorzej kiedy futro ma nadmiar miłości odkładający się na brzucholu czy karku. Wtedy strach wrzucić zdjęcie, co by nie narażać się na litanie gdzie to czworonóg ma za dużo, że pewnie za mało ruchu, zła dieta i w ogóle jak tak można upaść biedaka.

Niby dobrze – promuje się zdrowy tryb życia, odżywiania, niech i tak będzie u psów. Tylko na dobre im to wyjdzie. Wracając jednak do psów, którym jeszcze nie udało się być fit. Przecież nie każdy właściciel to obsesyjny karmiciel, którego celem jest doprowadzenie psa do kształtu idealnego czyli kuli. Ja, jako względnie aktywny człowiek wymarzyłam sobie psa, który potowarzyszy mi w jakiś bliżej nieokreślonych aktywnościach, zmobilizuje do regularnych przebieżek, ot taki ideał psa wykreowany na Szariku, Cywilu, Komisarzu Rexie i im podobnych owczarkowatych psach, biegających, skaczących i rozwiązujących zagadki logiczne na poziomie testu gimnazjalnego.

I nagle, po baaardzo rozbudowanym procesie przemyśliwań , wyborów itd. pojawiła się w moich progach Pufa. Ani to owczar ani tym bardziej fit. I co począć, jak żyć? Wniosek był jeden: trzeba odchudzić i to drastycznie. Tak na prawdę trzeba z jednego psa zostawić połowę. Z 20 kilo po schronisku, ok. 15 kiedy mi ją „wręczono”, do ok. 9. No super…

Po prawie trzech wspólnych latach i w końcu osiągnięciu absolutnie idealnej masy i figury mogę samozwańczo nazwać się specem i znawcą tematu dręczenia psa zabieraniem mu wyhodowanego na dupsku tłuszczu 🙂 A zatem poniżej kilka rad, wyklarowanych na naszym wspólnym, osobistym przykładzie, które mam nadzieję przydadzą się tym, którym marzy się ogarnięcie psa od strony zagospodarowania masy nadprogramowej.

Podkreślam jednak, że jest to moje osobiste zdanie w temacie, moje własne doświadczenia i nie należy traktować tego jako prawdy objawionej, gdyż każdy pies jest inny, co też udowadniają mi dobitnie moje dwa sierścioki 😉

1. ANALIZA PRZYPADKU czyli co tak właściwie mamy

Mamy psa, to wiemy bez większych pomocy merytorycznych. To, że pies ma za dużo dobra odkładającego się w strategicznych tłuszczowych miejscach zazwyczaj widać  „na oko”. Czasem napomknie ktoś coś na spacerze, częściej weterynarz ponarzeka, że przydałoby się Fafika odchudzić bo stawy, wyniki, kręgosłup, ogólne zdrowie. Jak nie napomknął nikt załączam grafikę. Nie muszę chyba mówić w jakim przedziale była Pufa 😛

Grafika zapożyczona ze strony Kliniczne Centrum Leczenia Małych Zwierząt
Parówczak osiedlowy – czyli moja pierwsza w życiu świadoma styczność z psią otyłością – pieseczki, niskozawieszeniowe, występujące głównie na osiedlach, towarzyszące nobliwym damom i szacownym panom w porannych przechadzkach do warzywniaka, oczekujące w pozycji siad+leżeć na koniec pogaduszek pańciostwa z napotkanymi znajomymi. Jako dziecko często spotykałam takie właśnie psy. Za moich młodych lat (taaak, taaak, trochę czasu upłynęło, jeszcze internetów nie było.. można by rzec: jak to drzewiej bywało..) wiedziałam, że to jest pies za gruby, wiedziałam że powinno się go odchudzić, skoro szoruje brzuchem po ziemi, ale jak, po co i dlaczego konkretnie już nie za bardzo. A i nie słyszało się żeby ktokolwiek, nawet psiarz, poruszał temat wagi psa, jego kondycji fizycznej itp.

Nastała era cyfrowa, przepływ informacji osiągnął tempo Pufy szamającej nielegalnie groszki i zaczął się BUM na psy w typie fit.

2. OKREŚLENIE CELÓW krótko i długoterminowych, zderzenie się z rzeczywistością, przeredagowanie listy celów i planów

Zazwyczaj w takiej właśnie kolejności. Musimy bowiem podjąć jakieś postanowienia – do czego tak właściwie dążymy? Do odchudzenia futra! No tak – ale jak bardzo, jak szybko, dlaczego właśnie tak i czemu nam to nie wyjdzie. Moim zdaniem kluczem jest to bolesne zderzenie dwóch rzeczywistości: chcieć i móc. Bo chcemy zazwyczaj za dużo i za szybko. O połowę mniej psa w dwa miesiące – siur! Noł problem! Pani nie daje żarcia, pies chudnie w oczach! No ta, ale w całym tym zapędzie odchudzania dla zdrowia musimy największymi literkami napisać sobie w głowie, że dla zdrowia oznacza nierujnowanie tego zdrowia które pies już ma. Czyli nic drastycznie i nic na siłę. Nie znam innych psów dobrze, ale znam Pufę. Oto jak to wyglądało u nas:

Cel: regularne, ciągłe i ustawiczne chudnięcie w stałym tempie. Tempo wyklaruje się samo bo:

  • Ustalę porcję żarcia, wychodząc od dawki wypisanej na opakowaniu i odejmując 10%. Tak mi poradziło dwóćh wetów, więc tak uczyniłam. Efekt? Brak efektu… no to jeszcze 10% i jeszcze 10% oszczędności na karmie! Jest, coś drgnęło na wadze w dobrą stronę. Utrzymujemy!

Ważyłam KAŻDĄ porcję. Na wyjazdy miałam zaworeczkowaną karmę, co by nikt się nie pomylił i groszka za dużo nie dał! Szkolenie? Spoko – tam jest woreczek, czego nie zeżre na treningu to do miski. Zeżarła wszytko? Naleję jej więcej świeżej wody 😀 Sadyzm, co? Zasada jest taka: jak pieseł ma być chudeł to pani ma być wredneł. Odliczałam smaczki, wiedziałam ile mam odjąć groszków za gryzak, ile za wkład do konga, ile dziebko więcej za cały dzień w górach. Straszne, ale powtarzałam sobie, że to dla jej dobra, a rekompensatę otrzyma w pozwoleniu na wylegiwanie się na mojej osobistej poduszce i pod kołdrą 🙂

Sukces odchudzania zależy od tego jak szybko my zrozumieniu i przekażemy wszystkim wokół – partnerowi, rodzinie, wszystkim-wszystkim, że tak trzeba i że nie ma odstępstw. Mówicie, że babcia i tak coś tam da, resztki ze stołu same spadają? Ja wkręciłam rodzinę, że Pufa ma TAKĄ alergię, że jeśli zje cokolwiek innego niż karma – umrze w męczarniach. Wierzą po dziś dzień 😀 a karma była… tak tak – woreczkowana, a woreczki policzone. Nie ma zmiłuj, wredna paniunia wszytko przeliczyła!

  • Dostosuję dawkę ruchu do psa i siebie, będę męczyć psa regularnie, niekoniecznie codziennie, ale co drugi dzień to już tak.

Fajnie jak pies lubi się ruszać. Pufa najbardziej lubi ruchliwość stateczną czyli np. sporadyczne obroty z boku na bok na kanapie. I co teraz: ciągać? Biec i liczyć, że pies w panice i obawie o życie i zgubienie chodzącego dystrybutora żarcia będzie biegł za nami? Robić canicross odwrotny – ja ciągnę psa na rozciągniętym na maxa amortyzatorze (zahacza to o dogpulling?).

Moje znęcanie się nad Pufą tego nie obejmowało. Tak więc dreptałyśmy. Sporo. Na początku oczywiście wielkie rozczarowanie: pierwszy spacer, co by sznaucerro zaprezentować przyjaciółkom, a sznupsko zdycha już w połowie pętelki po małej mieścinie. Kiepsko, nie wróży dobrze. Więc dreptałyśmy najpierw mniej, potem więcej. Na szczęście okazało się, że mamy z piesą tą samą pasję – dreptanie po górach. Od samego początku góry i pagóry były jedynym miejscem, gdzie Pufiozaur się uaktywniał do poziomy normalnego psa – podbiegi, hasanie. Znalazła się zatem dodatkowa motywacja do częstszych wyjazdów gdziekolwiek byleby poza miasto.

I to uważam za jeden z kluczy do sukcesu. Znalezienie WSPÓLNEJ aktywności. Góry nie tylko spalały tłuszcz Pufioka, ale też pozwoliły jej wyrobić sobie mięśnie. Tak – Puf nie tylko nie biega, ale też brzydzi się wody, pływanie odpada. Po trzech latach pies wchodzi do głębokości do kolan (psich), przy sporej zachęcie, więc i wanny hydrocośtam odchudzające dla psów byłyby w mojej opinii zbytnią męczarnią dla P.

  • Będę ciągle wszytko kontrolowała, w szczególności zmiany cyfr na wadze.

Raz w tygodniu po dziś dzień po jednym ze spacerów zahaczamy na komisyjne warzenie u naszej wetki. Dzięki temu w razie potrzeby wbicia jakiejś igły w Pufę, ta nie reaguje paniką na widok gabinetu, przecież i tak co chwila tu jesteśmy. Po co jeszcze to to? Ano po to żeby widzieć jakie jest właśnie to nieszczęsne tempo chudnięcia. Mam wgląd na to czy np. zimą i jesienią, kiedy spacerów mniej, bo wiadomo – sznaucery na deszczu się rozpuszczają ,więc za nic nie chcą wyjść dalej niż na trawnik pod blokiem, nie zmniejszyć jeszcze porcji. Brak spalania, więc po co ładować tyle w psa, oszczędność jak się patrzy 😉

3. DODATKOWE CZYNNIKI do sprawdzenia, ażeby pewność była, z czego grubość wynika

Zdarza się, że otyłość u psa wynika nie tylko z dobrostanu miski. Czasem są to kwestie zdrowotne. Kiedy już uświadomimy sobie potrzebę zmiany figury psa, przed przystąpieniem do ograniczania mu żarcia warto zrobić badania u weta. Ja zrobiłam badanie tarczycy, badanie poziomu hormonów, sucz po sterylce. Powiem szczerzę i posypię głowę popiołem, że kiedy okazało się, że a i owszem Puf w fundacji miała badanie tarczycy zrobione, ale tylko pobieżne i trzeba zrobić bardziej szczegółowe, trochę liczyłam, że może okaże się, że tu jest pies pogrzebany. Może okrutne, ale miałam ukrytą nadzieję, że może jej zamulasty charakter wynika właśnie z jakiegoś niedomagania zdrowotnego. Napakujemy w nią kilka tabsów i puf! Będzie Puf sznaucerem jak z opisu w wikipedii – skoczny, szczekliwy, nadpobudliwy.

Czyli marzenia ściętej głowy – że niby nafaszeruję futro tabsami i w magiczny sposób z bambaryły zmieni się w super aktywnego sznupa, a mnie na spacerach przestaną pytać o termin porodu suki…
Przyszłość widziana przez różowe okulary wieczka od tabsów. A prawda w naszym przypadku była jedna – spinać poślady – swoje i psa i wypracować figurę i masę przez pot – mój i łzy – Pufy nad marną ilością karmy w misce

Okazało się, że pies jest okazem zdrowia jeśli chodzi o wyniki, a mnie czeka nie tylko praca nad masą ale i głową – i jej i moją, żeby znaleźć nam coś fajnego do roboty.

4. CZYM odchudzać, czyli jeśli już dawać jeść to co

W umowie adopcyjnej, którą własną krwią podpisywałam, zaznaczono mi wyraźnie, dużymi, wytłuszczonymi literami, że pies ma schudnąć, że za 2-3 miesiące przyjdą, zważą i jak się objętość nie zmniejszy to mi psa zabiorą (no dobra, nie zabiorą, ale sprawa poważna skoro w papierach był osobny punkt o przykazaniu odchudzenia suczydła). Był również do umowy aneks w formie kartki z wypisem tego co Puf je, czego nie, albo w jej przypadku bardziej – czego nie dawać, bo zeżre wszystko.

U nas przez większość czasu piesa żyła karmą LIGHT. Oczywiście po drodze okazało się, że pieski ze schroniska nie są takie zahartowane jak to ktoś kiedyś twierdził i sucz ma super ekstra alergię na kurczaka. Zgadnijcie co jest podstawą karm light… tak – kurak. W związku z tym, a także z kosztami, bo nie ukrywam, że wydawanie miliona monet na samą karmę to dla mnie problem, granica 20 paru złotych za kilo przy dużym worku jest ok, nie przesuwajmy jej.

A zatem pies pasiony był Puriną Pro plan z jagnięciną. I mimo wiadomej jakości tych groszków Pufa i chudła i miała piękną błyszczącą sierść i żadnych odżywieniowych problemów, więc było spoko. W tamtym okresie nie wyobrażałam sobie karmić psa czymkolwiek innym niż suchotami. Dawało mi to możliwość zapakowania części dziennej porcji w.. woreczek 🙂 i zabrania jej na szkolenie czy spacer i skarmienia psa super nagrodami, bez obaw o podanie choćby grama ponad program.

Oczywiście był też problem zbyt łapczywego połykania karmy, krztuszenia się nią, oddawania, zjadania ponownego, znowu krztuszenia się tym samym.. ot, taka codzienność z Pufą. Groszki idealnie nadawały się do zapakowania do miski spowalniającej jedzenie (KLIK) czy do kuli. Podwójna korzyść – pies je i się wyjątkowo nie dławi, a i poruszać się trochę musi, jeśli cokolwiek z tej kuli ma wypaść. Przypominam – każda okazja do zmuszenia Pufy do ruszenia zadka po dziś dzień jest na wagę złota 🙂

Idąc dalej tym tropem coraz bardziej urozmaicałam Pufie sposób podania jedzenia. Doszły pudełka z wsadem, w których mogła ryć jak dziki dzik, i których się nie brzydziła tak, jak brudnej ziemi. Ot taki sterylny pieseczek. Takim to trybem Pufa chudła, powoli, ale jednak. Wszytko cały czas kontrolowane komisyjnie u weta – warzenie raz na tydzień, wnioski szybko wyciągane. Jeśli waga w górę to dlaczego (czyt. co dostała takiego i co jej zabrać lub czego nie miała i czego zabrać jeszcze więcej?).

Mniej więcej rok temu wraz z weterynarką naszą uznałyśmy, że waga 9.5 – 9.7 kilo to wynik zadowalający, przestajemy zbijać masę. Decyzja została podjęta też na bazie kryzysu – cyfry na wadze ani drgnęły od ponad dwóch miesięcy – ok, to pewnie jej docelowa masa, nie ma co psa męczyć i jeszcze bardziej ograniczać jedzenia. Właśnie wtedy, po namowach znajomych podjęłam decyzję o przestawieniu suczydła na BARFa. O plusach dodatnich i plusach ujemnych mówić nie będę. Tak się stanęło, że do dziś mam zamrażarkę pełną mięcha, a moja zielona fasolka się nie mieści, nad czym ubolewam.

Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Kurs obsługi BARFa, zapisywanie wszystkiego co toto je, ciężkie pierwsze miesiące rozkminy i nauki jak to ugryźć spowodowały „wstąpienie się” brzucha, zapadnięcie, jak się okazało wzdętych boczków i ogólne szokujące wrażenie jakie Pufa wywarła na naszej, początkowo barfosceptycznej wetce.

BARF dał idealną sylwetkę, jak na razie zdrowie i masę problemów. Tak, dla mnie to problem, że nie mogę zabrać garści karmy na wyjazd, tylko szukam dobrych puszek, po których pieseły (oba) mają rozstrój żołądka mimo milionów monet wydanych na super-ekstra psie konserwy. Problem smaczków mięsnych, bezzbożowych, małych, suszonych bo jak zabrać w kieszeń coś, co ocieka krwią, i w końcu jak rozliczać smaczki/suszki/mięcho, co by mi pies znowu nie utył.

O dziwo, co mnie zaskakuje po dziś dzień, mimo trochę większego (DZIEBKO większego) folgowania sobie z ilością dodatkowego jedzenia  Puf nie tyje. Nie wiem czy to zasługa surowego mięcha, czy większej dawki aktywności i stresów związanych z pojawieniem się Bu 😉 ale działa, a to dla mnie najważniejsze!

5. Zadbanie o zdrowie psychiczne odchudzającego przy jednoczesnym utrzymaniu stabilności psycho-fizycznej odchudzanego

To chyba najważniejszy punkt. Bez tego nie ma mowy o sukcesie. Moje zdanie jest następujące:

  • Tak, trzeba dbać o psa, o to żeby nie tył, żeby był zdrowy, dostarczać mu odpowiednią dawkę ruchu. Jeśli nie chce się ruszać jak zwykły pies, należy mu znaleźć takie zajęcie które polubi. Pufa nie lubi biegać, skakać itd., więc tropimy, sztuczkujemy i sporo spacerujemy, jak najczęściej wyjeżdżamy w góry.
  • Należy dbać o jakość jedzenia jakie podajemy. Karmy z biedry, royalśmieci to moim zdaniem nie jest dobry wybór, ale każdy ma swój rozum i musi osobiście rozkminić co będzie najlepsze dla jego futra. Ale polecam osobiste czytanie etykiet, a nie sugerowanie się „bo reklamują, że to karma specjalnie dla sznaucerków więc najlepsza, no heloł!”.

I teraz NAJWAŻNIEJSZE:

  • Nasze zdrowe, zdystansowane podejście. Nie dajmy się zwariować, zafiksować na punkcie rozmiaru psa, jego sportowatości. Każdy pies i człowiek jest inny, ma inne tempo podejmowania działań, „ogarniania” tematów, przyzwyczajania się do nowych realiów. Moment kiedy zrozumiemy, że nie każdy pies musi biegać aggilitki, łapać dyski będzie pierwszym dniem naszej wspólnej przygody podczas której i ludzka i psia część stada będzie zadowolona z życia.

Nam się udało znaleźć mariaż pomiędzy tym co ja bym chciała, a tym na co Pufa pokazuje mi figę z makiem z miną mówiącą jak bardzo gardzi moimi pomysłami. Jeśli Wy macie doświadczenia z pracą nad psią figurą napiszcie, chętnie dowiem się jakie są Wasze przygody w tym temacie, a i czegoś nowego się na pewno dowiem 🙂

6 Comment

  1. Bardzo się cieszę, że napisałaś ten post. Jestem pod wielkim wrażeniem Twojej pracy nad waga Pufy. My walczymy z nadwaga u Huntka i Fiki. Mam świadomość, że sama je do tego doprowadziłam bo dostawały za dużo „przysmaków” podczas treningów i codziennych ćwiczeń a dodatkowo „te oczy” i wpadłam. Hunter przybrał u nas 3 kg a Fika 2. Do zrzucenia mamy 2 i 1. Najgorsze jest to, że moje psy zjadaja różne rzeczy na spacerach i choć jestem bardzo czujna to nie zawszę wszystko zauważę. Póki co ograniczyliśmy kulki o 1/3 do tego jest 1 gryzak dziennie po długim spacerze. Karmę staram się dzielić na małe porcje kilka razy dziennie i używać jej do ćwiczeń. Robimy dużo spacerów, ostatnio specjalnie dla H kupiłam rower aby mógł biegać jak ja pedałuję. Całe szczęście moje psy lubia biegać choć raczej krótkie dystanse. Rozpoczęliśmy sesje agility no i zaczna się pewnie częstsze wędrówki w góry. Docelowo chciałabym aby H ważył 11 kg a Fika max 8. Mam nadzieję, że uda się osiagnać zamierzone cele.

  2. Yael says: Odpowiedz

    Pufie gratuluję takiej spektakularnej przemiany a Tobie wytrwałości w dążeniu do celu!
    Niedawno też adoptowałam psa z lekka nadwagą – niestety na razie dość opornie idzie w dół, po czterech miesiącach udało nam się zrzucić tylko pół kilo (waży ok. 18kg, powinien wg weta, ok. 15, max 16kg). Nasza aktywność to głównie zwykłe spacery, w tygodniu codziennie chodzi (łącznie) ok. 2h, w weekendy udaje nam się wyrwać do lasu na dłuższe, 6-8km trasy.
    Wiem jednak, że główny problem jest z jedzeniem – chciałam zacząć barfować, ale pies niezbyt dobrze toleruje surowe mięso, więc gotowane mięso plus standardowe wytyczne z barfa wydają się być najbardziej rozsądne. Jednak o ile widzę, że psu takie jedzenie smakuje i ma po nim dobre wyniki, to jest to w naszym wypadku opcja niezwykle niewygodna i niepraktyczna – z jednej strony ciężej jest „dawkować” jedzenie, a z drugiej mamy do przepracowania dużo problemów więc świetnie u nas sprawdzało się spalenie miski i nagradzanie psa np. na spacerach za wszystkie postępy karmą. Z mięsem (czy surowym, czy gotowanym) jest to jednak już pewien problem. :/

  3. Bardzo fajny tekst! Obserwuję sobie tendencję do przesadnego odchudzania psów, a Pufa wygląda tak akurat i w sumie czasami na fotach z miesiąca na miesiąc lepiej zdaje się prezentować. A powiedz, obserwujesz zmiany w obrębie kondycji w okresie w którym waga już się ustabilizowała, oczywiście? Widziałam, gdzieś u Was na profilu film z fundacji, żadne foto nie oddawało tak stanu w jakim ją adoptowałaś jak ten film. Wielkie gratulacje! Wróciłaś Pufie normalne życie. PS może masz jakiś pomysł, jak zasugerować sąsiadce (starsza Pani, która wszystko wie, że zabija psa? jej sunia wygląda gorzej niż „Pufa before” i serio mi jej żal…

    1. pufoswiat says: Odpowiedz

      dzięki! oj tak, jest takie jedno FB forum na którym widzę ten pęd do fit psów. większość jest fajna, wysportowana ale niektóre teksty: że za gruby że to tamto, zero zrozumienia 🙁 i najlepsze opisywanie wieku: 68 miesięcy 😛
      Kondycja? hmmm.. na bank jest lepiej niż z wielką masą, stawy mniej obciążone itd. Zmiana , taka widoczna nastąpiła na barfie. Puf nie jadła jakiejś super karmy , nie ma co ukrywać, a na mięsie najwięcej i najszybciej zgubiła i chyba nie jest taka wściekle głodna cały czas. Możliwe że tak samo było by na bardzo dobrej karmie. Dodatkowo bardzo się rozhulała przez Bu. Teraz sama z siebie inicjuje zabawy, miętolenie się .. no i konkurencja się zwiększyła więc musiała podskoczyć przebojowość 😉
      Podsumowując: dobra waga to więcej energii bo lżejsze dupsko. Dobre jedzenie nie obciąża bezsensu i nasyca. Wpływ ma sytuacja domowa 🙂

      A co do sąsiadki: nauczyłam się że nie ma co mówić jej że źle robi, Ludzie odczytują to jako atak na nich. Ja bym spróbowała nawiązać kontakt, pochwalić, że ma ślicznego Pimpusia, że widzę jak się nim super zajmuje i wychodzi i ogólnie tęcza i różowe migoczące kokardki i gwiazdki.
      A potem, że dla zdrowia dobrze by mu zrobiło schudnięcie bo by dłużej żył i zdrowszy i bez chorób za których leczenie trze sporo płacić . A jak że nie wie jak (możliwe że pasie psa pyrkami i resztkami 🙁 ) podpowiedzieć że w zoologiku jakaś karmę niech kupi? bo to łatwiej i zdrowiej (Puf była na purinie pro plan light i chudła. wyniki krwi tez były ok, a cena jest mocno spoko). tja chyba tak bym to rozwiązało bo jak zaatakuje się to jeszcze Cię zwyzywa :/

  4. Gosia od Misia says: Odpowiedz

    Super wpis, przeczytałam z uwagą, bo Misiek trafił do nas jako chudzielec, a ostatnio mu się przytyło i weterynarz zasugerował, że mógłby zrzucić kilogram czy dwa. W grę wchodzi na pewno nasza nadmierna skłonność do dokarmiania smaczkami. Staram się uważnie czytać składy i nie kupować byle czego, ale i tak od czasu do czasu mamy rewelacje kupkowe, w jedną lub w drugą stronę… Niedługo zrobimy badanie tarczycy, które nam doradzono, i badanie krwi i zobaczymy, co dalej! Tylko jaką by tu aktywność znaleźć, coby mu odpowiadała 😀 Póki nie pada Misio jest zwykle nawet chętny do spacerów, ale wystarczy parę kropel i nie da się wyciągnąć na dłużej niż minutę.

    1. pufoswiat says: Odpowiedz

      Dzięki :* to po prostu nasze wspólne przejścia i ich podsumowanie 🙂
      Tja.. miłość potrafi być.. tucząca 🙂 Utrzymanie dobrej wagi , szczególnie u dojrzałych psów jest ważne-stawy, wątroba i takie tam jak u ludzi. Czytanie składów wszelkiego żarcia to już bardzo dobry ruch! Ja teraz, po jakimś tam minimalnym doświadczeniu z barfem widzę że psom przede wszystkim w tyłek idą wypełniacze- zboża, ziemniaki, ryż, kasza.. 0 wartości ,a efekt jak z moim tyłkiem i pączkami 😛
      Skoro macie ekscesy żołądkowe, może Misiek ma jakąś alergię? zapisuj sobie co dajesz, wszytko (!) i czy było coś nie tak, może złapiesz wspólny mianownik? i Puf i Bu mają alergię na kurczaka ale też takie rzeczy jak podroby -czyli np smaczki z wątroby, płucek itd mają wiadome działanie , również gazowe 😛
      takie obserwacje i zapiski dają już jakiś obraz sytuacji . Puf miała ostatnio problemy i w jedną i 2 stronę, jak Misiek, wyniki ideallo. ale okazało się że konkretne smaczki, swoją drogą super jakościowe, mają działanie przyspieszające 🙂
      aktywność dla Misia to chyba taka jak dla Pufy: poza spacerami, sztuczkujemy, i w domu i na spacerach- przechodzenie a nawet przeskakiwanie ! przez coś, wchodzenie na głazy, murki pniaki… zmiany pozycji: siad-stój-leżeć, a wszytko nie za smaczki oj nienienie.. za normalną dzienną porcję karmy, rozbitą na 2 części. smaczki tylko przy trudnych treningach albo w górach:)
      A! przeanalizuj ilość karmy, kiedy Puf nie chudła zmniejszałam o 10% i czekałam miesiąc na efekty. Nie ma spadku wagi- jeszcze 10%. Może po prostu Misiek ma małe zapotrzebowanie ? hmmmmm

Dodaj komentarz