Na spacer z Psim Bzikiem

Spacerek? przechadzka/przebieżka/eksploracja terenu/ zwiad okolicy.. Co tu jeszcze zaplanować ? Kto jak kto, ale psiarze mało , że te terminy znają to je jeszcze regularnie realizują.

A łatwo nie jest. Poza planowaniem trasy, bo przecież  nie będziemy codziennie spacerować tą samą trasą ! to jeszcze musimy ogarnąć siebie i futro. albo futra 😉

Zacznijmy od początku. Ja zazwyczaj chadzam na spacery na wały wzdłuż Odry. Czasem wybieram miejski wypad , zdarza się, zwłaszcza przy ładnej pogodzie, że spacer który miał być miejski okazuje się pół-miejski bo jakoś tak dziwnie się ułożyło , że mi się zboczyło w kierunku jednej z moich ulubionych kawiarenek lub… na lody ! takie wielkie, rzemieślnicze .. MNIAM !

Nie wymieniam już nawet zbaczania na nasz osiedlowy bazar, gdzie psy jak najbardziej mile widziane a ja w ramach powrotu uzupełniam zapasy marchewki dla suk i jabłek dla mnie

Czego bym tam nie wykminiła, jakby się nasze wyjście nie poukładało jedno jest pewne. Muszę zabrać ze sobą żelazny pakiet spacerowy. Nie jest za duży ale bez niego ani rusz! Co wchodzi w jego skład?

U mnie to

  • telefon, Story i foty same się nie zrobią, o poszukiwaniach keszy nie wspominając
  • długopis, patrz: geocaching 😉
  • chusteczki, smarkający alergicy piąteczka!
  • karta płatnicza. te jabłuszka , wiecie
  • klucze do chałupy, czasem kluczyk do piesowozu

To minimum. Jeśli wiem , że zahaczam o knajpkę wciskam też silikonową michę na wodę. Do paska przyczepiam nasz zdezelowany woreczek na smaki. Niby nic ale trochę się tego robi. Wszytko muszę mieć tak upchnięte, żeby było to to bezpieczne czyli trudne do zgubienia, łatwo dostępne w kwestii telefonu 🙂 i żeby mi nie przeszkadzało spacerować.

Ciężkie zadanie. Najczęściej korzystam z nerek, czasem jeśli targam wodę pakuję się w plecaczek. A nerek miałam już kilka, o kształtach różnych więc mianuję się samozwańczym specem w temacie, który będzie się wypowiadał. Miałam kilka to wiem, niczym osiedlowy spec od wychowania psów 😛

Ostatnio chadzam z czymś zupełnie nowym. Przyznam się że firma Psi Bzik to dla mnie wielkie odkrycie !  Okazuje się, że w jednym miejscu można złapać całą masę gadżetów dla zapsionych ludzi 🙂 Tak więc nerka od nich to novum, które z wielką chęcią przetyrałam. Wiecie jak jest. Jak znacie firmę i coś kupujecie , wiecie z jaką jakością i wytrzymałością się stykacie i tak dalej. Przy nowościach są dwie opcje. Używać ostrożnie i delikatnie co by starczyło na jak najdłużej, nie wiadomo ile wytrzyma. Lub moja ulubiona wersja: tyramy, czołgamy, szuramy i sprawdzamy ile zniesie , żeby na przyszłość wiedzieć z czym mamy do czynienia 🙂

Nerka która przeszła crash testy w moich rękach ale i ryjkach suk to personalizowana rzecz.

test pierwszy: główny bajer

Na przedniej klapie możne mieć co się chce. Ja , w trakcie kontaktu z Psim Bzikiem totalnie nie miałam głowy do zastanawiania się jaką fotkę wybrać. Cierpię na klęskę urodzaju i pewnie bym do dziś nie podjęła decyzji gdyby nie doradztwo psiobzikowe . Dzięki!

Miałam pietra jak to zdjęcie wyjdzie na tkaninie ale doznałam bardzo pozytywnego zaskoku!  Po fotkach na stronie spodziewałam się trochę takiej wielkiej nery rodem z targowiska niedzielnego gdzie kupuję skarpecioszki a na stoisku obok z kartonów wykopuję talerze za piątaka. Wiecie co mam na myśli ? 😉

Bo wiecie. Każda rzecz ma to COŚ, coś przez co chcemy to mieć. Materiał, wielkość, design, ilość koni mechanicznych … Bzikowym „czymś” w nerce jest właśnie ten nadruk. Można mieć osobiste coś , ze swoim psem, wzorem. To mega fajne ! Jedni wolą tematy minimalistyczne, inni kolorowe inni lubią się lansować nazwą bloga 😀  (skrewiłam , trzeba było walnąć sobie na nerce, docelowo na tyłku „pufoświat” zaraz by mi się soszjal media rozkręciły 😀 ) a dzięki takiemu rozwiązaniu każdy ma dokładnie coś dla siebie 🙂

Jako esteta i absolwentka ASP zwracam uwagę na odwzorowanie kolorów. Tu jestem zadowolona. Nie ma „przewalania”  na rzecz jakiejś tonacji, które często przy takich wydrukach wchodzi , wiem z doświadczenia . Plus dla Bzika

test drugi: użyteczność

Ładne rzeczy są ładne ale dobrze, kiedy jeszcze spełniają swoje zadanie. Jakie jest główne, stawiane przed nerkami i innymi tego typu zasobnikami wędrownymi? Dla mnie do dwie rzeczy: pojemność zwana również ładownością i wygoda targania tego wszystkiego , co tam poupycham.

Nereczka od Bzika przeszła testy na spacerach codziennych i tych trochę dalszych, gdzie miałam też plecak, a saszetka była tylko wsparciem, żeby mieć od razu pod ręką to co najważniejsze.

Spisała się lepiej niż podejrzewałam 😀 3 kieszonki pozwalają na upchnięcie w bezpiecznej strefie dokumentów, karty płatniczej itp, z której nic co chwilę nie wyciągam, a zatem szansa na ich zagubienie maleje 🙂 W drugiej wtykam zawsze to , co co chwila potrzebuję. Aktualnie poza telefonem to jeszcze chusteczki do smakrania (yeah, alergia )

Czegokolwiek by tam nie napakować, obie komory zapinane są na zamek a całość utrzyma się na nas na 3,5 cm pasku. Nerka ma duży zakres regulacji obwodu, więc nie powinno być problemu z szybkim dopasowaniem na każdego.

Podsumowanie

  • personalizowana rzecz, nadruk według własnego pomysłu
  • dobre odwzorowanie zdjęcia
  • materiał klasyczny, wytrzymały, łatwy w czyszczeniu (zalecane czyszczenie ręczne. w ramach testów nerka wylądowała w pralce na praniu delikatnym. żyje i ma się dobrze, ale kolejne czyszczenia były w rączkach , szczoteczką. też się dobrze sprawdza 😉  )
  • dużo przegródek : 2 na zamek i 1 na rzep-ta pod klapką  z nadrukiem
  • szeroki, wygodny pasek , duży zakres regulacji obwodu
  • porządna klamra
  • +10 do lansu na dzielni i psich spotkaniach
  • minus- jedyny jaki znalazłam . Czarność. niestety bazowo są tylko czarne nereczki, które ożywiamy naszymi nadrukami.

Nerka z osobistą grafiką znajdziecie  TUTAJ . Ja na pewno będę z niej korzystać i w warunkach terenowych i miejskich i bądźmy szczerzy, już mnie kusi kolejna graficzka.

Dodaj komentarz