Szczecin- miejski spacer zapoznawczy

Czasem tak to się dzieje, że pod wpływam czegoś lub kogoś robimy coś, na co akurat w tym momencie byśmy się pewnie nie zdecydowali. O wyjeździe nad morze rozmawialiśmy z P. od dawna. Ja nie byłam chyba ponad dekadę, suki takiej wody nie widziały nigdy. Ale zawsze było za daleko i brakowało nam aż tylu wolnych dni. Bądź co bądź to ten drugi koniec kraju 🙂


I pewnie nadal bylibyśmy w fazie teoretycznego planowania, bo każdy dłuższy urlop realizowaliśmy w terenach falistych ale górzyście a nie morsko. Wracam zatem do tematu motywatorów. Znacie Katarzynę i Flickę ? Jeśli nie to koniecznie zajrzyjcie na Podróże z Psem ! Tak proszę Państwa. To właśnie dzięki tym paniom ruszyliśmy na podbój północy 😀


Ale może od początku, bo na początku to nie morze, a atrakcje insze czyli SZCZECIN!

I właśnie tu byśmy się na bank jeszcze teraz nie pojawili gdyby nie wizja spotkania na żywo, bo wiecie- fajnie jest pisać maile, pogadać na fejsie, ale nic nie zastąpi możliwości poznania się , wspólnego spaceru i rozmowy w realu. Jestem wyznawcą tej teorii i to wystarczyło mi żeby zarządzić wielką wyprawę. Jako bonus chciałam załapać się na wystawę w Muzeum Szczecińskim ale o tym pod koniec:)

Sam Szczecin tak samo dużo osób nam odradzało co polecało. Odniosłam wrażenie, że budzi bardzo wyraźne, choć tak różne emocje. To działa na mnie nakręcająco- musiałam osobiście ocenić jak to jest na prawdę.

Zacznijmy od paru zdań teorii, która działa na wyobraźnie i jeszcze bardziej chce się wybrać na spacer.

Prawa miejskie Szczecin zdobył już w XIII wieku , tak samo jak Wrocław!

Układ urbanistyczny jest porównywany do tego w Paryżu. Paryż kocham miłością gorącą więc ta informacja sprawiło że serducho zabiło mi mocniej 😀 Szczecin ma  6 placów o układzie gwiaździstym, do których zbiega się 8, 6 i 5 traktów. Info z nawigacji „na skrzyżowaniu w prawo” wchodzi tu na wyższy poziom. To jedyne tak zaprojektowane miasto w Polsce!

A wyjątkowości są super i warto je oglądać na żywo. To 3 miasto w Polsce pod względem powierzchni , a jeśli wierzyć temu co doczytałam, jeśli popłyniemy łódką w rejsik po Odrze, minie się dok nr 5 przy stoczni Gryfia i popłynie jeszcze kawałek dalej  rzeczką Świętą w kierunku jeziora Dąbie, można uzyskać odpust zupełny. Idealna pamiątka z wypadu! Prawda?  Nie będę się rozpisywać o historii miasta , bo na to możecie sami zerknąć. Ja pokażę Wam jaki Szczecin my zobaczyliśmy i jakie mam zdanie o tym mieście po prawie 3 dniach w nim spędzonych.

Na rozruch w piątkowy wieczór wybraliśmy się na zwiad okolicy. Nocowaliśmy w fajnej kawalerce na ulicy Grzymińskiej . Zaryzykowałam przedpłatę przez booking, czego bardzo nie lubię robić i udało się ! Miły Pan właściciel, z którym nawet się nie spotkaliśmy nie miał nic przeciwko psom (w opisie była akceptacja futer ale wiecie jak jest :/ ) a po info, że suczydła śpią w swoich klateczkach już w ogóle nie miał żadnych obaw co do naszej bytności na miejscu. *miejscówka noclegowa do złapania tylko przez booking, ale my polecamy

Pierwszy zwiad okolicy zrealizowaliśmy pomiędzy stadami komarów i troszkę uciekając przed deszczem, ale udało się nam znaleźć epicką miejscówkę. Parkując na końcu ulicy Koszalińskiej i robiąc sobie szybki spacerek w górę leśną ścieżką dochodzimy do Wieży Bismarcka, zwanej też Wieżą Gocławską. 

Znajduje się na Zielonym Wzgórzu (70 m n.p.m.) a przez szczyt i okolicę przebiega żółty szlak (szlak gocławski). Otwarto ją w 1923 roku, a projekt inspirowany był Mauzoleum Teodoryka w Rawennie

Sobota upłynęła nam za to pod znakiem miasta. Miejski spacer i spotkania. Blogowanie ma bardzo ważny, wręcz gigantyczny plus- poznaje się ludzi. I to takich wyjątkowych, którzy poświęcą swój weekendowy czas i wezmą mnie na przechadzkę po ich mieście. Zurbanizowaną część zwiedzania ogarnęła nam Ruda z Zapsieni w Sieci . Z takim przewodnikiem to ja mogę zwiedzać ! Trafiliśmy na gorącą pogodę, mało sprzyjającą psom, co na szczęście przy strategicznym planowaniu w niczym nam nie przeszkodziło.

Żeby nie było,że ten Szczecin jest taki tylko mocno miejski, a w cieplejsze dni można jedynie się roztopić na bruku informuję , że miasto nie tylko okolone jest mega terenami zielonymi jak między innymi Puszcza Bukowa, ale też w obrębie miasta można łatwo znaleźć większe skupiska zieleniny. My,  w związku z ograniczonym czasem machnęliśmy spacer po Parku Kasprowicza, który w upalny dzień, był przyjemnym wytchnieniem.

Park parkowi nierówny, bo nie tylko o alejki i drzewka tu chodzi  . W parku Kasprowicza znajdziecie jeszcze Sztukę taką przez duże SZ i dużym formacie. W centrum parku znajduje się rzeźba a nawet zestaw  takowych, Władysława Hasiora Ogniste Ptaki . 18 niemałych ptaszysk przycupnęło na skarpie górując nad Rusałką. Można cupnąć, zrobić epickie foto i mieć świadomość kontaktu ze sztuką nawet na spacerze.

Po rozstaniu z Zapsioną ekipą wpadliśmy jeszcze na kawkę do Alternatywnie , pamiętajcie,  jeśli kawiarnia serwuje alternatywy kawowe ( mniam!) to można uznać za pewnik, że pieseły są nie tylko mile widziane, ale poza michą z wodą załapią się na smyranie za uchem. Jak na razie ta zasada mnie nie zawodzi więc i ja jestem szczęśliwa spożywczo i kofeinowo i sucze społecznie 😀

Za to na obiad polecamy prawdziwie morskie jedzenie czyli pierożki! Miłośnicy pierogów niech zapamiętają miejscówkę Pierogarnia Kaszubska. W centrum i powiem Wam że mimo ogromnej miłości do pierożków w pierwszym momencie nawet nie chciało mi się wspinać po schodach, żeby zapytać czy możemy z sukami, bo na moje oko na bank nie będzie można. A tu zdziwko bo można a wybór pierożków taki, że każdy coś dla siebie znajdzie.

Wisienka na torcie zwiedzania szczecińskiego centrum to Muzeum Narodowe w Szczecinie  . Tak na prawdę to właśnie wizyta w muzeum na wystawie czasowej Zooestetyka. Ci co wiedzą to szybko zrozumieją , dlaczego możliwości zobaczenia takiej wystawy była dla mnie fajnym doświadczeniem. Ci co nie wiedzą mogą zajrzeć TUTAJ. To moje własne osobiste maziaje, a temat zwierząt towarzyszy mi w mojej twórczości niezmiennie od 2 roku studiów czyli już hoohoo nie wspominając o młodzieńczych latach i wytwórstwie końskich portretów. Każdy ma jakiegoś idola. Ja miałam Kossaków i Michałowskiego 😀

Kiedy więc Katarzyna powiedziała mi o wystawie, która uwaga uwaga .. w niedzielę jest psiolubna czyli można kontemplować sztukę z futrem ! wiedziałam ,że to ten moment, kiedy zebrało się wystarczająco dużo argumentów za wyprawą roku 😀

Na wystawę można było wejść tylko  w niedzielę i tylko na tą jedną. Jest to jednak ogromny krok w temacie psioakceptowalności ! To była super przygoda patrzeć jak na niektóre z eksponatów reagują sucze. Szkoda , że nikt tego nie nagrywał. Mógłby z tego wyjść fajny projekt 🙂 I tak jak Pani Biletowa patrzyła bardzo niechętnie na zezwolenie na wstęp psów na teren wystawy, tak Panie pilnujące poszczególnych sal było o wiele pozytywniej nastawione do suk <3 Z rozmowy z nimi dowiedziałam się również, że kilka z prezentowanych prac biło pozostałe na głowę pod względem zwierzęcego zainteresowania. Czyli było coś na rzeczy !

Cieszę się, że miałam okazję zobaczyć wystawę i że mogłam zrobić to w towarzystwie suczydeł. Trzymam kciuki i za Szczecińskie Muzeum i za inne , żeby odważyły się otworzyć na futrzanych gości

Szczecin podczas naszej pierwszej wizyty wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Nie wiem ile w tym samego miasta a na ile zasługa ludzi, z którymi mieliśmy przyjemność się spotkać. Wiem, że po pierwszym miejskim dniu , nie mogłam się doczekać drugiego, terenowego. Bo co to za wizyta w Szczecinie bez odwiedzenia Puszczy Bukowej … cdn 🙂

Dodaj komentarz