Wataha na wypadzie

Robicie sobie czasem jakieś listy? Już nawet nie mówię o kolekcjach w bullet journal, ale nawet o takich listach-zapiskach tak, żeby nie zapomnieć, mieć do czego wrócić, porównać, zainspirować się. Ja wręcz uwielbiam robić listy! Podejrzewam, że ma to jakąś naukową nazwę, tak czy owak listy są super! Poza stricte psimi mam zapamiętanie w formie pisemno-papierowej moje zachcianki i po cichu liczę, że ta lista wpadnie w ręce P. 🙂 Mam zapisane knajpki, które chciałabym odwiedzić i miejsca do których chciałabym się wybrać. Kiedy tylko nadarza się okazja zaglądam tam i losuję destynację na którą starczy nam czasu. Na rzeczonej liście od dawna widnieje kilka punktów noclegowych, takich klimatycznych, absolutnie psiolubnych. Kiedy więc okazało się, że mamy wolny weekend, C A Ł Y wolny weekend i nasi przyjaciele mają tyle samo wolnego, nie było czasu na rozkminy – szybka rezerwacja, przegrupowanie i… punkt na liście odhaczony! Oto co nasz spotkało podczas naszego pierwszego pobytu w Górach Bystrzyckich i Wataszce. Co do obu – to na pewno był pierwszy, ale nie ostatni raz <3

Wataszka to piękny dom gościnny w starym stylu, położony praktycznie na samym samiuśkim końcu wsi Wójtowice. Jeśli się kiedyś tam wybierzecie pamiętajcie – GPS prowadzi dobrze, a jeśli wydaje się Wam, że ta droga którą jedziecie prowadzi donikąd to się mylicie! Prowadzi do Wataszki 🙂 Dla mnie, osoby wyczulonej na to jak wygląda otoczenie, sam pobyt we wnętrzu tego domu był przyjemnością. Myślę, że nawet przy brzydkiej pogodzie nie byłby to czas stracony.

Mieliśmy wymarzoną pogodę – słonecznie, ale nie za gorąco, nie za mokro, po prostu ideallo! Mogliśmy oddać się eksploracji okolicy. Trasa jaką zrobiliśmy i jaką polecam to dystans około 16 kilometrów, bez wielkich podejść, wspinaczek, więc nada się dla każdego.

Zaczynamy spod Wataszki i ruszamy na szlak zielony, który doprowadza nas do Ruin Fortu Wilhelma. Na wysokości Barci przerzucamy się na szlak żółty, którym dreptaliśmy dość długo. Ostatnio podczas wędrówek najczęściej korzystam z aplikacji mapy.cz, mam tam nie tylko szlaki, ale też ścieżki  i leśne dróżki. Poza tym, że wspiera mnie to w nawigowaniu – odkąd sprawdzamy czy na pewno wybraliśmy dobrą drogę, zwrot i kierunek przestaliśmy się tak nagminnie gubić, coś jest na rzeczy 😉

Posiłkując się apką przeszliśmy przy szczycie Sokołówka, Łomnica Równia, Rówienka, wdrapaliśmy się na Górę Łyską, żeby ścieżką, która wprowadziła nas na ostatni ze szczytów przeskoczyć na Drogę Wieczności. Dosłownie. Taką nazwę nosi około 6 kilometrowa, prawie idealnie prosta trasa. Jak czytamy na portalu dolny-slask.org.pl: „Ma około 6 kilometrów długości a różnica wzniesień nie przekracza 100 m. Początek: niedaleko zielonego szlaku z Polanicy do Zieleńca w pobliżu Zielonej Drogi. Dalej cały czas prosto do rozwidlenia w pobliżu niewielkiej i prawie całkowicie opuszczonej wioski Huta (Kolonie Hüttenguth)”.

Tą drogą wróciliśmy do Wataszki. Całość w sam raz na rozruch.


Drugą trasą jaką „zaliczyliśmy” to wejście na Jagodną ze startem pod schroniskiem. Nie podlinkuję Wam go, ponieważ nasza pierwsza w nim wizyta zakończyła się atakiem 3 dużych psów, bez smyczy, ba! Bez obroży na (tym razem;) ) bogu ducha winną Bu, która miała świetną lekcję a propos ostatniego mojego wbijania jej w ten zakuty włochaty łeb, że wchodzimy grzecznie, olewamy wszytko, nie burczymy.  Możliwe, że kiedyś podejmę próbę sprawdzenia tego schroniska drugi raz, szczególnie, że szczycą się piolubnością. Na tą chwilę mogę przekazać Wam że takie info na ich stronie jest, ale czy faktycznie spędzicie tam miły czas w towarzystwie futra musicie ocenić sami 🙂 Chętnie się dowiem czy macie jakieś doświadczenia z tym schroniskiem bo dosłownie dwie minuty spędzone tam przyniosły zapowiadały pozytywne wrażenie 🙂

Sama trasa na Jagodną – szczyt potrzebny mi do kolekcji szczytów Korony Sudetów, to niewielkie wzniesienie, przynajmniej w naszym mniemaniu 🙂 na które startując spod schroniska, gdzie my zostawiliśmy piesowóz, to około 9 km spaceru szlakiem niebieskim. My, ze względu na czas od razu wracaliśmy, jednak patrząc na mapę można sobie fajnie wydłużyć spacer o przejście z Jagodnej dalej niebieskim aż do rozwidlenia z żółtym (pod Jagodną) i tymże żółtym zrobić pętelkę do Schroniska. Taki mieliśmy plan, ale plany planami a życie życiem, więc pętelkowanie odkładam na zaś 🙂

Podsumowując nasz epicki wypad 😀

  • Nocleg – absolutnie super, jak tylko wydysponujemy czas wracamy <3 A! Dostęp do kuchni, lodówki, jadalni jak najbardziej, więc barfowe pieski i miłośnicy planszówek – nie cykajcie się – jest git 🙂
  • Trasy wokoło – można łazić nie ruszając piesowozu spod Wataszki
  • Dla bardziej wymagających – dosłownie kilka kilometrów dalej całe mnóstwo tras bardziej i mniej wymagających chociaż.. szlaki jak na razie jawią nam się jako bardziej lajtowe, ale nie chcę przesądzać, to był nasz pierwszy pobyt w tych okolicach, więc tak trochę „nie znam się, ale się wypowiem”. Mam bloga, więc wolno mi hłehłehłe 🙂
  • W temacie spacerów na sika i widoków – bardzo ważne info: na nocnym wyjściu widziałam tyle gwiazd, że zapomniałam że co niektórzy wyszli w WAŻNYM celu i… widziałam spadającą gwiazdę! Pomyślałam życzenie – mam takie jedno, zawsze pod ręką, co by za długo nie kminić i żeby zdążyć skorzystać z okazji. Czekam niecierpliwie czy się spełni 🙂

Tak więc tego – wbijajcie w te okolice, piszcie gdzie byliście, bo nie wiem kiedy nam się uda wrócić. W każdym razie – nastąpi to na bank jeszcze w tym roku 🙂

3 Comment

  1. Piękne zdjęcia!

  2. Monika Antoniak says: Odpowiedz

    Ale fajny wypad! Pieski są boskie!

  3. No to psiaki miały niezłe przygody 😉

Dodaj komentarz