Z pokorą na Górzec

Góry nie muszą być bardzo wysokie, żeby dać sporo frajdy z ich zdobywania. Trasa też nie musi być bardzo długa, żeby się człowiek troszkę zasapał, zwłaszcza zimą. Wiecie jak to jest – 10 km w piękną pogodę a ta sama dyszka zimą, w śniegu i po lodzie to jakimś cudem +50% do czasu przejścia  😉

Wiedząc o tych wszystkich prawdach objawionych i mając ograniczoną ilość czasu postanowiłam dokonać eksploracji kolejnego ze szczytów w obrębie Gór i Pogórza Kaczawskiego . Lubię szczyty, które poza tym że są , mają w sobie coś dodatkowego. Jakąś historię, coś co się na nich znajduje , albo z jakiegoś innego powodu są wyjątkowe

Biorąc pod uwagę całe Sudety, Kaczawskie są  inne. Spora część wzniesień jest pochodzenia wulkanicznego, w końcu to Kraina Wygasłych Wulkanów! I taki jest też Górzec, co już daje mu plusika jeśli chodzi o ranking wyjątkowości. Dodatkowo nabija sobie punktu przez swoją domniemaną historię.  Istnieje teoria, jakoby Górzec ,  podobnie jak Ślęża , miał być miejscem kultów pogańskich. Doszukują sie nawet pozaostałości fosty, a ja gorąco dopinguję do dalszych poszukiwań, lubimy takie tematy 😀

Do kompletu z poganami Górzec o zacnej wysokości 442 m n.p.m. może poszczycić się kapliczką na szczycie, machniętą w XVII wieku , w miejscu dawnego zameczku. A żeby dotrzeć na szczyt od XVIII wieku mijamy drogę krzyżową z kapliczkami czyli pełen zestaw religijny 😉

Było troszkę o historii więc teraz jak się tam dostać a dokładniej jak się doczłapałyśmy tam MY

Bo ponieważ jak już zostało powiedziane czas był mocno ograniczony, a na domiar tego ja zabrałam lustrzankę (wydłużenie czasu wejścia o jakieś 20-30%) wybrałam nam szybkie i proste wejście z miejscowości Męcinka, nad którą góruje Górzec. Piesowów zostawiłam w miejscu znacznika na mapce, pod Urzędem Gminy, zakładając że będzie tam bezpieczne a w weekend nie będzie nikomu tam wadził

Stąd przechodzimy kawałek chodnikiem w kierunku Zespołu Szkół i zaraz odbijamy w bok, w dobrze oznaczoną drogę, która doprowadzi nas na sam szczyt. Jeśli chodzi o oznakowanie nie da się zgubić. Po prostu nie ma takiej opcji. Znaków kierujących na kalwarię jest multum, zapewne przez wzgląd na pielgrzymów ,więc śmiem twierdzić, że ten szczyt można osiągnąć nawet bez mapy

Dalej nasza trasa to już szlak zielony, którego trzymamy się cały czas. Jeśli spojrzycie na mapę, zobaczycie że są opcje wydłużenia trasy choćby powrotem naokoło, a wybrana przeze mnie trasa jest chyba najkrótszą no ale tak to w dorosłości jest, że czasem trzeba się szybko uwijać ze szczytowaniem 😉

Wędrujemy w obrębie Parku Krajobrazowego Chełmy, pamiętajmy więc o zwierzakach leśnych, zwłaszcza, że o takiej porze roku- mniej turystycznej,  nietrudno o spotkanie mieszkańców lasu. Piesełki na smyczałki 🙂 Nie byłabym sobą i ponieważ byłyśmy tylko w naszym samiczym gronie, mogłam sobie pozwolić na zamarudzenie gdzieniegdzie troszkę dłużej, nie odpuściłam więc geocachingu ! Ekipo Angielskiego Psa, przeklinam Was , gdzie nie pojadę , zerkam na keszową mapkę 🙂 . To dzięki temu pokusiłam się zajrzeć co to się kryje z boku ścieżki. A kryje się między innymi jedno z wejść do Sztolni Rudolf  do której wpada strumyk o wyjątkowym, rdźawym kolorze. Ten kesz mnie pokonał no ale kto wie, może uda się wrócić i powalczyć jeszcze raz . Warto rozejrzeć się też wokoło, żeby nie ominąć jakiś ciekawskich miejsc 🙂

Zimowe roztopy i początek wiosny rządzą się swoimi prawami. Początek trasy, zaraz za Męcinką to droga z taplaniem się w mieszaninie błota i śniegu. Po wejściu do lasu miałam starcie z lodowiskiem i to miejscami  z nawet niezłym nachylaniem. Raczki robią robotę. Żeby wdrapać się na szczyt, trzymając się zarządzonego zielonego szlaku , mijamy jeszcze Celę Pustelnika.

Potem mamy przed sobą już tylko ostatnie podejście przy Drodze Krzyżowej, wytyczonej w 1740. Ostateczny kształt Kalwaria z 14 kapliczekami , wykutymi w piaskowcu, nabrała  w  II poł. XIX w

Na szczycie czeka kapliczka i ławki przeznaczone dla pielgrzymów. Przy dobrej pogodzie na bank zastaniemy tu ludzi, teraz cisza i spokój i sporo zwierzyny 🙂

Nasza droga powrotne prowadziła tą samą trasą, o wiele trudniejszą do przejścia przez oblodzenie. Trasa jaką pokonałyśmy to około 6 km więc można powiedzieć , że spacerek. Ale przecież, żeby było fajnie , nie musimy nabijać przedługich dystansów.

Co do geocachingu- pokonały mnie niektóre skrytki, więc poza tą na szczycie pocieszyłam się jeszcze jedną w centrum Męcinki, przy kościele. Polecam ze względu na rozmiar 😉 A że akurat jej oznaczenie to krzyż pokutny, można zobaczyć jeden z wielu, jakie znajdziemy na Dolnym Śląsku. Dla niewtajemniczonych- krzyże pokutne stawiane były przez zabójców  w miejscu poczynionego mordu. Według info jakie znalazłam w Polsce ostało się takich ok 600, wznoszonych od XIII aż do XIX wieku, z czego ok 400 znajduje się na Dolnym Śląsku-mówiłam że ten region wymiata 😀

Znacie ten szczyt? Byliście ? Dajcie znać 🙂

  • krótkie i proste nawigacyjnie wejście
  • zimą i w okresie roztopowym droga która stanowi połowę trasy zmienia się w lodowisko. Przyda się wspomaganie przyczepniści
  • na oko bardzo przyjemna o każdej porze roku ale przez kapliczkę na szczycie i Drogę Krzyżową okresowo można spodziewać się większego zaludnienia
  • mimo że górka niewysoka, ciekawa historycznie

1 Comment

  1. Swietna trasa! U nas w tym tygodniu dość wietrznie, ale nadal przyjemnie, także długie spacerki zaliczone 🙂

Dodaj komentarz