Psajcho Pies

Nasz Pies jest Najładniejszy, Najmądrzejszy, Najlepiej Ułożony i ma najładniejszy kubraczek na zimę na całej dzielni. To ogólnie wstęp do opisu zacnej i stabilnej psychiki Pufiozy. A teraz na serio. Ogółem Puf jest względnie dobrze ułożona, nie jest agresywna, jest odwoływalna nawet kilka komend się naumiała. Poniżej pochwalę się jakie urozmaicenia dnia codziennego funduje nam pies.

  1. Witaj w domu, czyli wnieś psa na 4 piętro
    Jak większa część społeczności dużego miasta mieszkamy w bloku. Nie za wysokim, chwała Manitu, bo tylko na 4 piętrze. Stwierdzenie TYLKO nabiera jednak zupełnie innego znaczenia kiedy nagle, z dnia na dzień okazuje się, że trzeba zatargać na samą górę psa. Niby tylko (wtedy) 13 kilo, ale ten problem zawsze miał tendencję do ujawniania się kiedy wracałam z wyjazdu (wielki plecak) lub taszcząc zakupy zieleniakowe (tytki pełne ziemniaków i np. pora, czemu nie).Pewnego dnia tak od, Pufie przypomniało się, że schody są wielce przerażające i najlepiej jest zatrzymać się i stać, nie ruszać się. Nie wiem co wtedy miała w łepetynie, ale mina sugerowała pomysł “jak będę tu stać i się nie ruszać, na pewno schody same sobie pójdą“. Kto mniej więcej zna mojego psa wie, że sensem jej istnienia są groszki. I tu najlepsze, we wszystkich problemowych sytuacjach groszki stają się niewidzialne. Można je podkładać psu pod nos, do gębiora, pod łapy na głowę i nic. Nasze nowe motto życiowe odkąd mamy Pufę brzmi: jeśli pieseł nie chce groszka, wiedz, że coś się dzieje!

    Po dogłębnej analizie sytuacji okazało się że Puf nie ma problemów z gramoleniem dupska tak wysoko, tylko z podejściem do potwornych schodów. I nie tylko te w domu takie są. Te u znajomych, jedne u moich Rodziców, i jeszcze kilka innych, nie mających cech wspólnych poza swoją schodowatością.Nasz jedyny pomysł na zaradzenie pogłębiającej się “schodozie” to donoszenie psa pod pierwszy stopień każdego z biegów (matko chroń mój kręgosłup) i żarełko podawane na schodach. Na praktycznie każdym spoczniku. Sąsiedzi i tak dawno zwątpili w naszą normalność.Czy działa? Tak. Na jakiś czas. Na miesiąc, dwa, tydzień, a potem zabawa od nowa. Kto powiedział że sam koniec spaceru musi być nudny? 🙂

    (Bardzo nieszczęśliwy pies na okropnych schodach. Na razie jest lepiej. Niestety wiemy, że to na razie.)

  2. Ooo, okrutna puszko na szynach!
    Autem to każdy lubi pojeździć, rozwalić się na tylnej kanapie i wygodnie dowieźć dupsko na miejsce. Puf jest wygodnicka, więc od pierwszego dnia nie trzeba jej namawiać do wejścia do auta, zdarzyło jej się też wskoczyć do cudzego auta – “no co, otworzyli koło mnie drzwi to weszłam, co się czepisz?“. Ale fajnie było by raz kiedyś podjechać na rynek a nie dreptać. Tramwajem. Niestety Puf ma inne zapatrywanie na tą ideę. Zawsze mnie to dziwiło, bo w aucie bez problemu, w czasie jazdy potrafi wstać na kanapie, żeby się pogapić przez okno, nie jest więc to kwestia tego, że coś się rusza, koleboce. A tramwaj w jej mniemaniu to potworność.Nasz sposób na nią, oczywiście rozłożony na dość dużej przestrzeni czasu, to znowu groszki. Na początku wysiadywałyśmy na przystanku zajadając groszki (pies, ja jakoś nie zasmakowałam), ogarniając, że nic nikogo nie chce zeżreć, a z niektórych puszek czasami wysiada Pan i drapie po dupce. Kolejny etap to próba wejścia. Pierwszych kilka jazd Puf odbyła na moich kolanach jako zamrożony posąg, znowu niezauważający smaków, dodam, że tym razem, nauczeni schodami, mieliśmy super śmierdzące smaki! (Niech cały wagon wie,że szkolimy psa!). Mój optował żeby jej nie przekonywać, argumentując że taką “mrożonkę” łatwiej przewozić niż normalnego psa, pod pachę się weźmie, nie wierci się…

    Drugi etap to postawienie na podłodze. Jeśli ktoś nie widział włochatego naleśnika, miał wtedy okazję to nadrobić. Po około pół roku (!) raz częstszych, a raz rzadszych prób udało się:) Pufiozaur jeździ grzecznie, nawet okruszki wokół siebie posprząta. Niestety ja nadal ćwiczę biceps wnosząc ją, dobrze że chociaż sama potrafi się ewakuować 🙂

     

  3. Matko Najjaśniejsza Przegroszkowa!
    Żarcie. Psycho nr. 1 u Pufy. Syndrom psa ze schronu albo po prostu lubość jedzenia. Albo jedno i drugie. O jednym ze sposobów ogarnięcia Pufy pisałam o TU. W tej chwili nadal bawimy się kongiem, kością, i chyba na gwiazdkę zażyczę sobie (haha-sobie) na prezent miskę spowalniającą jedzenia, np. taką:
    (Micha z Toys4dogs.)

Cały czas liczę, że Pufa się uspokoi i nie będzie próbowała zeżreć wszytego (śmieci w domu, śmieci po drodze, każda ilość karmy, ciastka swoje, ciastka innych psów, ogólnie co tylko znajdzie kiedy nie patrzę a wygląda na jadalne). W związku z tym cały czas ćwiczymy komendę “FUJ” zazwyczaj wykrzykiwaną przeze mnie bo flądra jest szybka, a przez te brodzisko nie widać czy jeszcze niucha czy już coś wszamała. Zaraz po okrzyku dość często następuje sekwencja: bardzo zdziwiona mina sznupa i mój doskok do niej połączony w otwarciem paszczy i wytrzęsieniem tego co tam jest. Wyjęcie nie sprawdza się, za mała paszcza.

Jedyny plus tej sytuacji jest taki, że żarcie stanowi świetną motywację. Jeden z posiłków Puf dostaje jako nagrodę przy okazji nauki. Może nie jest to super psychotyczny pies z zaburzeniami światowości czy rozdwojeniem jaźni ale zabawa jest przednia.

Poza problemami natury problematycznej raczy nas swoim hrabiostwem w postaci:
  • niewchodzenia w błoto
  • niewchodzenia w mokre
  • niewchodzenia w coś co może ją pobrudzić
  • w czasie spaceru jeśli pada, lub choćby tylko mży, wchodzenie pod wiaty, krzaki, zadaszenia. Nie reaguje wtedy na zawołania. Nie ma głupich – “Sama se moknij Matron“.
Czy Wasze pieseły też Was raczą psychoproblemami? 🙂

8 Comment

  1. Z tym pożeraniem wszystkiego to jakbym o moim Rudym czytała. Zje wszystko, w każdej ilości, choćby się miał potem porzygać i zafajdać na raz. Niechęć wychodzenia na deszcz też przerabialiśmy, szczęśliwie minęła sama :).

  2. Kiedyś mój Kolo też pożerał wszystko z prędkością światła. Nie miałam misek spowalniających jedzenie, więc używałam tych zwykłych, odwróconych na odwrotną stronę. Wtedy karma wpadała tylko w otworki dookoła, a psiak musiał się trochę postarać żeby zjeść cała karmę. Teraz już nie mam tych problemów, Z żarłoka zrobił mi się niejadek.

  3. u nas chyba niechęć nie minie, mam wrażenie że to wynika z przepraszam za określenie "przesranego" charakteru 🙂 a niby pies ze schronu, zahartowany życiem 🙂
    ze zjadaniem też udało Wam się wyrobić komendę na wypluwanie? u nas działa co 2 raz, zależy czy to coś da się od razy połknąć czy lepiej oddać bo o tak trzeba by pomemłać 😛

  4. Świetny pomysł !! na to nie wpadłam! , ech a niby baba kreatywna 😉 czasem nie chce mi się upychać groszków do kongów, szczególnie że musimy to robić porcjami bo małpa wyrzuca sobie całą zawartość na podłogę i dopiero wtedy je, czyli i tak się krztusi . więc w zabawce lądują małe porcje. Ale pomysł z odwróconą miską bomba, dziś na śniadanie Pufa dostanie w ten sposób jeść 🙂

  5. Uśmiałam się czytając wpis 😀 Dokładnie tak 'wozić dupsko samochodem to by każdy chciał' haha Czytam czytam, ale jakie groszki?! Chodzi o suchą karmę? Bo może i mojemu by to coś dało – chociaż to nieprzekupny cwaniak i na jedzenie to on poczeka. Może za ser 🙂

  6. Haha, post z serii "sznaucery tak majo"? U nas komunikacja miejska nigdy nie była problemem, przecie tam tacy fajni ludzie, którzy miziają! Ale różne inne sznaucerowe fiksacje się pojawiają. Szczególnie szczekanie. Szczeka na wiatr, szczeka kiedy widzi piłkę, kiedy czuje jedzenie, kiedy się cieszy, kiedy coś mu się nie podoba, kiedy biegnie, kiedy leży…
    Pozdrawiamy brodate!

  7. jak najbardziej , chodzi o karmę, ma kształt kulek, jakoś bardziej pasowało mi wołanie "gdzie są groszki?" niż "gdzie jest karma?" zbyt oficjalnie 🙂
    Puf za jakiekolwiek żarełko zrobi wszystko, na szczęście, dzięki temu nie muszę chodzić na spacery z serem , jeszcze sama bym podjadała!
    Ale podejrzewam, że w ramach motywacji byłabym gotowa na zabieranie ze sobą nawet drylowanych wisienek 🙂

  8. i to jest prawdziwy SZNUP!! 🙂 u naszej wychodzi chyba na tym polu domieszka..hmmm..basenji? bo głównie fuka, pufa, mruczy i furczy 🙂

Dodaj komentarz