Trójgarb z drugiej strony

Góry mają to do siebie, że można je zdobywać wiele razy. Można wchodzić o różnych porach roku,  ale można też wchodzić z różnych stron. I okazuje się, że szczyt niby ten sam ale zupełnie inaczej.

Wejście od innej strony gwarantuje inne widoki, daje nam też odmienną trudność wspinaczki. Można zaliczyć lajtowy spacer a wystarczy zaplanować spacer „tylnym wejściem”, żeby uraczyć ostrego podejścia i … braku ludzi na szlaku 😀

Na Trójgarb już wchodziłyśmy i to zimą. Pisałam Wam o tym o TUTAJ

Tym razem naszło mnie na wejście bez śniegu, w ładną pogodę i to w dobrym towarzystwie. W wędrówce na ten oblegany szczyt postanowiła towarzyszyć nam Dagmara z Kajko. Nie straszne im górskie wyprawy w naszym towarzystwie, więc z samego rana zapakowałyśmy się do piesowozu i ruszyłyśmy na podbój szczytu Gór Wałbrzyskich.

Postanowiłyśmy zrobić sobie dłuższy spacer, ale bez szaleństw nawigacyjnych. Szlak w kolorze żółtym zapowiadał się tak obiecująco, że nie mogłam go sobie odpuścić 🙂

Wystartowałyśmy z Nowych Bogaczowic. Cyk pinezka na mapie. Jest tam trawiasty teren gdzie możecie postawić auto. Stamtąd od razu wchodzi się na szlak i na tym etapie kończą się problemy z poszukiwaniem szlaku. Takie wędrówki lubię najbardziej! Można w pełni cieszyć się dreptaniem, robieniem zdjęć, spędzaniem czasu z psem, obcowaniem z naturą . Żyć nie umierać !

Od początku trasa wiedzie dobrze utwardzoną, szeroką ścieżką. Nie ma wątpliwości gdzie iść a i przy gorszej pogodzie czy zimą nie będzie problemu z przejściem tędy.

Wtajemniczonym dodam, że na trasie jest kesz. Gdzieś w okolicach skałek widocznych za sukami. I to taki… z przytupem. Albo z palpitacjami serca, więc serdecznie polecam 😀

Kiedy wejdziecie na etap wijącego się szlaku, z lekkim podejściem śledźcie uważnie mapę. Jeszcze zanim znajdziecie się na wysokości Jagodnika warto odbić kilkanaście metrów na punkt widokowy. Troszkę zarośnięty ale na pewno jest to fajna atrakcja i przerywniczek na trasie.

Propos zarośnięcia- większość trasy, praktycznie aż do ostatniego podejścia na wygolony szczyt to marsz w cieniu drzew. To fajnie rokuje na wędrówkę nawet latem. Po drodze , na samym początku złapiecie też trochę wody. Ale tylko na początku i należy pamiętać , że na przykład teraz jest bardzo sucho i w wielu miejscach gdzie woda do tej pory wesoło płynęła, w tej chwili jest po prostu sucho :/

Dalsza część wędrówki również nie nastręcza problemów. Po przecięciu bardziej „głównej” drogi zaliczamy podejście, ale nie jest zabójcze i nie za długie, więc nie odbiera to przyjemności wędrowania. W ogóle większość trasy przebiega przez zalesione tereny, więc nawet przy słońcu da się spokojnie dreptać.

Zabawa zaczyna się po zejściu (tak-zejściu, a wiadomo jak jest w górach. jest zejście, będzie w e j ś ć i e) na punkt o nazwie Rozdroże Siedmiu Dróg. Stąd już widzimy szczyt,  ba! widzimy wieże i widzimy ile nam jeszcze do niej brakuje. Na mapie niedużo. W realu- najdłuższe podejście tego wypadu i to takie mocno konkretne. Co gorsza nie wiem czy dla idei czy ze względu na wieżę całe zbocze zostało niedawno pozbawione jakichkolwiek drzew. Oznacza to przymus wspinaczki w pełnym słońcu. I mimo, że wtedy kiedy my wędrowałyśmy nie było już gorąco, wspinaczka w nasłonecznieniu dała nam trochę w kość

Ale byle podejście czy słońce nie przeszkodzą tak wytrawnym piechurom jak my 😀 Szczytowanie na Trójgarbie udało nam się bardzo dobrze. Tym razem dane mi było podziwiać widoki ze szczytu wieży widokowej. Zimą tego zaszczytu nie dostąpiłam 🙂

Wieża jest fajna, psiolubna, tylko przed ostatnią, najwyższą platformą pojawia się podłoga z kratownicy, której sucze nie lubią. Ale nawet z przedostatniego poziomu jest co podziwiać.

Posilone ciastkami, napojone widokami, z psami zregenerowanymi wodą i smaczkiem ruszamy w drogę powrotną. Nie lubię nudy, staram się więc wybierać takie ścieżki,żeby w miarę możliwości nie wracać tą samą drogą. Pętelka zawsze na pro

Żeby tym razem też się to udało wróciłyśmy do Rozdroża Siedmiu Dróg, swoją drogą liczyłam, 7 nie było :/ , i wybieramy optymistycznie kolor zielony. Mówiłam Wam, że lubię prostą nawigację? No, to lubię bardzo, bo wtedy można plotkować całą drogę 😀 Tak więc przyjemnym zielonym, wijącym się niezbyt ostro w dół, drepczemy śmiało przed siebie ,żeby po około 2,5 km z haczkiem odbić  w nieoznaczoną ścieżkę, którą po mniej więcej 700 m wpadamy na znany nam już z początku wyprawy szlak żółty. I tak spadamy szybko do piesowozu.

Podsumowanie:

      • start: Nowe Bogaczowice, jest „zatoczka” na kilka aut i od razu wyjście na szlak
      • dystans: 12 km
      • kilka krótszych, wymagających podejść ale poza tym na samym Trójgarbie- kamienistym , pozostałe są osłonięte drzewami.
      • prosta nawigacja. szlak żółty i zielony i tylko jedno miejsce, gdzie przeskakujemy nieoznaczoną ścieżką na drugi szlak
      • istnieje możliwość „ścięcia” fragmentu po szlaku zielonym, ale wtedy przydają się mapy.cz 😉
      • sporo miejsc z zejściem do wody, choć przy okazji suszy trzeba uważać , czy wszystkie będą „czynne”
      • wieża widokowa psiolubna, choć w sezonie, przy ładnej pogodzie można spodziewać się tłumów

Dodaj komentarz