Piknik na Czterech Łapach!

I udało się! W tym roku dotarliśmy na Piknik. Rok temu odbywał się on niedługo po pojawieniu się Pufy u nas, a my nie byliśmy jeszcze tak “wkręceni” w psie imprezy i po prostu, z lenistwa zrezygnowaliśmy z wypadu do Szczodrego. Wierzcie mi, cały rok i żałowaliśmy i czekaliśmy na kolejną edycję. No i się doczekaliśmy 🙂

W niedzielę z samego rana, masochistycznie, bo po weselu na którym nie mogliśmy być krócej, bośmy się za dobrze bawili, wyruszyliśmy prosto na Piknik. Ani godzinka drogi jaką tym razem mieliśmy przed sobą, ani niepewnie zapowiadająca się pogoda nie były w stanie nas zrazić. I tak od 11 do 17 bawiliśmy się genialnie 🙂 Wrocławski stadion olimpijski doskonale nadał się na psią imprezę. Wielki teren do wąchania, biegania dla piesełów i zabawy, kawkowania i burgerowania przy foodtrackach dla człowieków. W prawdzie ja dołożyłam sobie całodzienny fitness w formie naprzemiennego zakładania i zdejmowania ciepłego swetra, z częstotliwością ze 4 razy na pół godziny, ale Pufa nie miała żadnych “ale” i bawiła się tak dobrze, że po powrocie do domu padła w swoim pontonie i nawet nie odnotowywała dźwięku otwieranej lodówki (!).

Najważniejszą część imprezy dla nas stanowiła gra terenowa. 13 punktów sprawdzających szeroko pojętą psiowiedzę człowieków i umiejętności sierścioków. Zaczęliśmy punkt 12. Mimo naszych optymistycznych prognoz od samego początku gry nie tylko my rozpoczęliśmy zabawę. Chcąc uniknąć “korków” już przy pierwszych punktach kontrolnych, postanowiliśmy rozpocząć zdobywanie “kanad” od ostatnich punktów.

Na pierwszy ogień wzięliśmy stanowisko Positive Dog. Cóż, okazało się, że nasza wiedza jest na poziomie gimnazjum, a pytania były chyba maturalne 🙂 Ale to dobrze, douczyliśmy się czegoś, przynajmniej tego, czego dotyczyło wylosowane przez nas pytanie 🙂

Powiemy szczerze, kolejne zadania, szczególnie te które musieliśmy wykonać my, a nie Pufa, nie należały do najłatwiejszych. Trzeba było wykazać się niemałą wiedzą, żeby zdobyć maksymalne 4 “kanady” na każdym ze stanowisk. Pytania z zakresy właściwego żywienia, wiedzy ogólnej o rasach, zachowaniu, a także np. na punkcie TOZ-u, prawa zmusiły nas do uruchomienia absolutnie wszystkich szarych komórek.

Było warto 🙂 Zdobyliśmy 45 punktów z zadań, ale dostaliśmy bonusowe +5 za wysłanie zdjęcia sfoszonego (jak zwykle, wizualnie) pychola Pufy, jako pretendentkę do zostania twarzą (kufą?) Pikniku. Dobry żart, udał nam się 🙂 Ale lajki były i punkty dodatkowe też, więc ślizgiem, niczym Mój, zbierający na czas różowe atrapy kupek na jednym z punktów, łapnęliśmy się na najwyższą półkę nagród. Nie musieliśmy długo zastanawiać się nad wyborem – zdobyte punkty i chwała i sława to głównie zasługa Pufy, więc wybraliśmy dla niej super ciacha 🙂 A do ciach było idelane dla niej dyndadełko, więc wszyscy zadowoleni.

(“Dziwi mnie twoja niewiedza o psim żarciu, kto jak kto ale TY powinnaś deczko więcej wiedzieć”)

(Najlepszy punkt – zbieranie psich kupek na czas. Funkcja edukacyjna spełniona)

(Nasze super nagrody – ciacha rybne i dyndasek, teraz nikt nie powinien mieć wątpliwości o pufinowym charakterze)

Druga część pikniku to pokaz psów do adopcji, jednej uroczej suczce udało się od razu znaleźć nowy dom! Prezentowało się kilka fundacji. Wszystkie piechole były urocze i mam nadzieję, że w przyszłym roku spotkamy się z nimi raz jeszcze, ale już w towarzystwie ichnich nowych rodzin.

I to na co MY czekaliśmy: pokaz psów adoptowanych. Człowieki mogły się pochwalić czworonogiem, a psy otrzymać medal za to że, jak to powiedział nas znajomy Kojot: “dały się adoptować” 🙂

Pufa się dała, nawet przez ostatni rok podejmuje próby wychowania nas po swojemu, więc uznaliśmy, że medal się jej należy.

(Zgłaszamy się na pokaz adopciaków i wybory Miss i Mistera)

(Wielka psia duma i medal za adopcję,”Adoptowany moja ulubiona rasa”, czasami mam wrażenie że Pufa przesadza 🙂 )

Piknik zakończył się wyborami Miss i Mistera Acana. Rzecz jasna wzięłyśmy udział, jednak liczyłyśmy się z tym, że z wyglądu “humorzasta” mina Pufy nie postawi jej na podium w tej konkurencji. Ale jak zwykle: cośmy się przeszły po ringu to nasze, dodatkowo Pufy było ciastko, które psiaki dostawały, chyba “na odwagę”. Końcowy bilans bardzo dodatni.

Wszystkim znajomym już to mówiłam to napisze i tu: kto nie był z lenia jest trąba 🙂 i tyle bo dużo stracił. I niech każdy sobie wstępnie odnotuje żeby w przyszłym roku się pojawić, bo chyba po tegorocznym zainteresowaniu imprezą, nie może nie być powtórki! A TU nasza galeria Piknikowa, szkoda, że nie ustrzeliliśmy wszystkich psiaków, ale było ich tak dużo, że było to niemożliwe, jednocześnie biegając z kartą zadań 🙂

1 Comment

  1. Hej, fajny artykuł, wszystko przeczytałem, mieliscie fajną zabawę. Tylko jednej informacji mi brakuje – gdzie był ten piknik? w jakiej miejscowości?

    pozdrawiam
    Michał
    http://szkolenie-psow-doberman.blogspot.com/

Dodaj komentarz