Sosnówka- o wiertle dentystycznym w służbie historii i sztuki

Wyjątkowe czasy wymagają wyjątkowych decyzji. Kiedy na przykład w tygodniu pracy zdarza się dzień bez żaru lejacego się z nieba, nie pozostaje nic innego, jak zrobić szybki desant na nową miejscówkę

Każdy podróżnik- czy to taki dalekozasięgowy, czy też ten, który gustuje w regionalnych wyprawach odczuwa coś na kształt głodu. Takiego jak wtedy, kiedy bezsensownie próbujemy zrezygnować ze słodyczy. Nosi człowieka, denerwuje się, warczy niepotrzebnie na partnera. A wszystko to z braku endorfin, które aplikujemy sobie wyruszając na szlak. Braku tego dreszczyku podniecenia, kiedy odkrywamy coś nowego.

Przez panujące temperatury musiałyśmy odpuścić większość wypadów. Spacery o 5 czy 6 rano realizujemy w miejscach , które znamy i wiemy , że nas nie zawiodą. Przyjemnie chłodniejszy dzień musiał zostać zagospodarowany na coś nowego, nie było innej opcji!

Jakiś czas temu mignęła mi wieść, że jest opcja na zobaczenie fragmentów Muru Berlińskiego i to z dojazdem od nas, z Wro w jakieś 40 minut. No kurczę! Do Berlina mamy ze 4 godziny. 40 minut biorę od ręki.

Miejscowość, w której kryją się takie cuda to Sosnówka, między Twardogórą a Oleśnicą. Kilka domów, prywatna łąka, a na niej również prywatny zbiór. Ale od początku czyli gdzie ta Sosonówka:

Można zaparkować koło małego spożywczaczka, wtedy mamy najbliżej do Muru. Ja miałam chęć na spacer, wybrałam więc zostawienie piesowozu na początku wsi, w szerokiej i głębokiej zatoczce, przy drodze do lasu. To właśnie tym duktem podeptałyśmy na spacer. Naszą trasę pokażę Wam na końcu. Przy okazji przed Sosnówką są 2 parkingi leśne, które również Wam oznaczę.

Ogólnie nasza trasa bazowała na mapach cz. Jednak na miejscu okazało się, że mapy nie pokazują sporej ilości ścieżek,w tym szerokich, dobrze utrzymanych dojazdów pożarowych. Takie dojazdy zazwyczaj wiodą proooosto i najczęściej okazuje się, że jeśli obierzemy dobry kierunek, doprowadzą nas tam gdzie chcemy 🙂

Lasy wokół Sosnówki są całkiem spoczko, ale to nie jest mój ulubiony typ lasów. Brakuje tutaj tej środkowej części, nie ma krzaczków, a między drzewami jest widok  hen daleko. Ma to pewien plus- widać zwierzynę z daleka. Choć tu nie widać- ani nie słychać – ani zwierzyny, ani ptaków.. co było letko przerażające 🙂 wiecie, taki niemy las, i ja sama z dziewczynami, w tygodniu, po południu, na nieznanych wodach tfu! ścieżkach 😉

Było za to sporo uroczych kęp i kępisk wrzosu. Wrzosowiska to nie są, ale foteczki obok niego leciały jak szalone, a groszki za ładne pozowanie sypały się garściami. Drogi leśne tutaj są szerokie, mamy ich do wyboru więcej niż na mapach. Dojazdy pożarowe są o tyle przyjemne że nie tylko szerokie ale i przyjemnie utrzymane, utwardzone. (* Na trasie na mapce widać wodę. Nie liczcie na te bajora, to hodowlanki, do których za bardzo nie ma dostępu i uszanujmy to.) Takimi właśnie dróżkami osiągamy nasz cel czyli

Mur Berliński- kolekcja fragmentów, największa po tej w Berlinie

Na łące, na którą my wyszłyśmy z lasu, stoi  40 betonowych płyt,  fragmentów Muru Berlińskiego. Ustawione po łuku, w odległości między sobą- nowy symbolizm, dystans społeczny, pandemia itd 😉

Architektem ten instalacji, bo myślę, że tak należy to nazywać, to moim zdaniem o wiele więcej niż ekspozycja-miejsce, kontekst czasu, przestrzeni.. jest pan Ludwik Wasecki. Dentysta. Dentyści to jednak ludzie o specyficznych umysłach. Ten umysł podjął moim zdaniem świetną decyzję, żeby stworzyć w Sosnówce taką instalację. Zaczęło się od wiertła i małego fragmentu muru, zabranego na pamiątkę. To właśnie w momencie zabrania tego kawałka, w tak historycznej chwili, w listopadzie 1989 roku, kiedy upada fizyczna granica między NRD a RFN, pan Ludwik przez sztukę i Mur Berliński postanawia opowiedzieć swoją historię.

Całą historię o tym jak Pan Ludwik przeszedł od małego kawałka muru po pełen wymiar instalacji- potężne betonowe fragmenty, ułożone w parabolę znajdziecie tutaj. Przeczytajcie.

To nie tylko historia o samym murze w kontekście jednostki, ale i o inspiracji, która znajduje nas niespodziewanie. I o sztuce, która nie jest tylko namalowanym obrazem. Przez którą możemy opowiedzieć o sobie, swoich przeżyciach. A która w zależności gdzie i jak ustawiona zmusza nas do zupełnie innej jej interpretacji

 

A teraz parę punkcików na mapie:

za inspirację do wypadu dziękuję  Nastanawynos

Dodaj komentarz