Syta Micha – zagrajmy w kości na zdrowie. Top For Dog

Obrazek psa z kością w paszczy na dobre zadomowił się w kulturze. Widzimy go w logotypach, bajkach, filmach. Kiedy zapytać niepsiarza co dobrego można by rzucić psu jako smakołyk, mogę obstawiać, że powie- gnat!

Po drugiej stronie tej kościstej propagandy są ci, którzy wiedzą , że kości nie są dobre dla psa. Nie wiedzą które, więc profilaktycznie trzymają się wersji, że wszystkie, bez wyjątku . Agresywnie oceniają ludzi właściwie karmiących BARFem, zapominając, że Fafik na kanapie to predator, potrafiący poradzić sobie z mięsnymi kośćmi , takimi ja udko jakiegoś ptaszyska. Ale to może nie jest złe zachowanie, na pewno reprymenda w kierunku tych, co uważają, że karmienie barfem to dawanie gołych gnatów, nie zaszkodzi.
Zbyt wiele razy słyszy się o pozatykanych po kości psach, nie mogących zrobić qpala. Ciężko mi więc też winić takiego weta, który dopiero nas poznaje, a słysząc że dziewczyny są na takiej właśnie surowej diecie, początkowo nie jest do nas zbyt przychylnie nastawiony.

Na szczęście u nas barf siedzi mocno, a dostosowane do wielkości psów kości opakowane są zacną ilością porządnego mięcha. Oraz, w przypadku Pufy, podane w formie albo zmielonej albo mocno potraktowanej tłuczkiem, co by kość rozbić tak, żeby hrabianka seniorka spokojnie sobie z nimi poradziła.

Tak wygląda nasza stała dietetyczna historia kościana. Od jakiegoś czasu kości, choć nie te surowe, zagościły w diecie psów ani trochę nie stając im w gardłach, ani nie zalegając w brzuszkach. Czas najwyższy zaprezentować Wam podsumowanie testów kości od Sytej Michy, które szczególnie przypadły do gustu Pufie

Bo musicie wiedzieć, że skoro mam 2 psy, z lubością podaję obu do testów wszelkie smakołyki. Mam wtedy swoją mikro grupę kontrolną, testera i mnie – obserwatora. Mogę porównać reakcje, sposoby radzenia sobie z tematem. A że dziewczyny są skrajnie różne, daje mi to dość przyjemny ogląd na całość sytuacji z danym produktem

Wracając do kości . Są i nawet przewinęły nam się przez psią szafkę z zapasami już kilka razy. Jednak dopiero teraz miałam okazje za jednym podejściem przyjrzeć się porządnie większej ilości smaków i rodzajów kości . A jest z czego wybierać. Są klasyczne, z mięsem – te są jak na nasze gusta najtwardsze. Z jakiegoś przedziwnego względu Bu, która najchętniej , ku mojej rozpaczy, mamlała by badyle, akurat za tymi początkowo nie przepadała. Dziwi mnie to tym bardziej , że skład tu jest cudowny. Mamy bowiem na przykład 100 pro skóry końskiej z dodatkiem owoców, albo ponad 90 % skóry wołowej, 4% koziej i naturalne dodatki jak znowu owoce i warzywa
Z resztą, co ja będę Wam wymieniać i przynudzać. Sami możecie zerknąć sobie o TUTAJ i obczaić ofertę, razem ze składem poszczególnych kości

Ja wolę napisać Wam o naszych osobistych odczuciach w temacie smakowym i reakcyjnym

Smaki jakie są każdy widzi. To że Bu zaskoczyła mnie grymaszeniem to jedno. Zaskoczyła mnie drugi raz, kiedy już myślałam, że te kości to po prostu gryzak nie dla niej, a ona, z dzikim zapałem, wciągnęła kość dedykowaną seniorom i szczeniakom . o TAKĄ . Do tego jeszcze tą bezmięsną  🙂 Gdybym jej nie znała uznałabym, że woli bardziej miękkie i kruche gryzaczki. Ale niech jej będzie 🙂

Nie myślcie sobie, że Bukos zjadła tylko te dwie kosteczki. Testy mają to do siebie, że trwają, u nas całkiem długo. Lubię sobie posprawdzać co i jak, poobserwować reakcje psów, żeby potem wszystko rzetelnie opisać. I tak, po kilku odmowach ciamkania kości, Bu uznała, że w sumie to całkiem spoczko żarcie jest i że jednak ona by to chciała 🙂 z psami jak z dziećmi. podobno .

Pufa za to stabilnie. Miłość od pierwszego powąchania do każdej jednej kosteczki. No właśnie. Wąchanie. Kości dzielą się na 2 kategorie- klasycznych mięsnych, które stety niestety zapaszek mają i jak dla mnie średnio nadają się do knajpesy Szanuje powonienie innych i zdaję sobie sprawę, że nie każdy musi lubić psio-jedzeniowe aromaty. A od takich gryzaków nie wymagam bezzapachowatości. Sama natura w składzie ma swoją cenę. Zapach to własnie ona.
Na pocieszenie wrócę do kości bezmięsnych , z kokosem na ten przykład. One zapach mają minimalny i poszły z nami do 2 kawiarni, raz nawet z niezpisonym “cywilem” i informuję, że nikomu nic nie przeszkadzało. Wszystko więc jest kwestią dokonania odpowiedniego wyboru

Dziewczynom najbardziej pasuje rozmiar 13,5 cm. Drugi- 22 cm , to dla nas zdecydowanie za dużo, ale opcja wyboru wielkości zawsze mnie cieszy. Szczególnie, że większość naturalnych gryzaków idzie w monstrualne gabaryty, niemożliwe do przełamania. 13 cm kość mogę podać sukom i nie wychodzić z siebie z niepokoju co się stanie po jej zjedzeniu. A nie dzieje się nic . Poza posiadaniem szczęśliwego pieska 😀

Jest to też na pewno gryzak, który u nas stanowi podstawę w opcjach “na długo”. Pewnie są pieski, które taką kość wszamałyby w 15 minut, ale u nas- jedna szczerbata, druga jedząca z nabożną czcią i chwałą wszytko, kości wpadają po to, by po pół godzinie zostać zabrane i wydane w inny dzień. Jak dla mnie 30 minut mocno zaangażowanego gryzienia na dzień jest ok. a każdy kto ma psa, wkręcającego się w gryzaki aż do krwi z dziąseł wie coś o konieczności zabierania gryzaka w odpowiednim , jeszcze bezpiecznym momencie

Przeskakując na temat bezpieczeństwa-przy większości gryzków , poza zapachem i czasem operacyjnym , interesuje mnie zawsze jeszcze jednak kwestia. Związana ściśle z psim dobrem i zdrowiem, więc nie skłamię, jeśli powiem , że to najważniejsze. Skład może sobie być na 2 miejscu.

Ważne dla mnie jest, jak dany gryzak zachowuje się podczas jedzenia. Czy rozpada się na mniejsze kawałki, czy coś z niego sterczy, odpada, czy robi się rozmoknięty.
Sytomichowe kości są , w naszej ocenie, twarde. Wymagają dużo pracy od suczydeł, żeby te je rozpracowały. Opcje dedykowane seniorom i papitkom są zdecydowanie bardziej miękkie i kruche, choć nadal nie jest to u nas przekąska na jedno kłapnięcie paszczą. Klasyki nie poddają się łatwo, piesy stawiają na ich rozmemlanie i wyjedzenie wnętrza kości, żeby później odgryzać kawałki miękkiej skóry.
W przypadku Pufy, która po chorobie głowy ma problemy z umiarem, nie pozwalam na dojadanie kości do końca. Zostaje jej rozciamciany miękki ale trzymający się kupy kawałek, który niestety próbuje Pufiozaur połykać w całości. W jej przypadku to niebezpieczne. Bu zachowuje się o wiele mądrzej, spokojnie dojadając kość do końca, po kawałku.

Pamiętajcie, żeby zawsze dobrze ocenić smakołyk. Ja nigdy nie zostawiam dziewczyn z czymś nowym, nawet o najlepszej jakości. Muszę się upewnić jak sucze sobie z tym radzą i czy dany gryzak pasuje pod każdym względem moim psom

Podsumowując- są kości i są KOŚCI. Od nas zależy, na które postawimy. Dla mnie najważniejsze jest dobro i zdrowie moich psów. Pracuję nad uzyskaniem tego w różny sposób. Między innymi wczytując się w składy tego o dziewczyny jedzą , przyglądając się efektom po zjedzeniu tego czegoś, sprawdzając czy to, co dostają jest dla nich bezpieczne też swoją fizyczną formą.

Ważne jest też zaspokojone potrzeb, nie tylko jedzenia.Gryzienie to tak naturalna czynność dla psa jak tarzanie się czy łapanie zapachów, niesionych razem z wiatrem. Moja w tym głowa, żeby odpowiedni przygotować psy i ich otoczenie, żeby rzeczone potrzeby zostały zaspokojone. Piesek szczęśliny, tak całkowicie pieskowo, to piesek grzeczny. Wyhasany, wybiegany. W domu za to , w nagrodę za trudy pieskiego życia, oraz żeby zająć pieskowe głowy nie tylko kiedy pada, ale i na co dzień, najlepszy rozwiązaniem będzie zawsze aktywizacja najbardziej psich zachowań.
Kości z Sytej Michy spełniają wszystkie moje oczekiwania względem gryzaka. Przeszły w domu ciężkie czasy, wszelkie udogodnienia, akcesoria ułatwiające też pieskom pogodzeni się z nową sytuacją m są na wagę złota. Zostawiam zdecydowaną polecajkę tych przekąsek dla absolutnie każdego pieska. 

Testy kości funkcyjnych Syta Micha zostały z przyjemnością poczynione w ramach plebiscytu Top For Dog

Dodaj komentarz