Wieża Bismarcka na Jańskiej Górze- spacerem po historię

Co  powiecie na szybki wypad, niezbyt długą trasę, ładne widoki i namacalną historię o wysokości 23 m ?

Jeśli taki scenariusz na spacer z atrakcjami Wam odpowiada koniecznie rozważcie Jańską Górę koło Piotrówka i poszukiwania wieży Bismarcka! Bo czy może być coś lepszego niż spacer, mało oblegane ścieżki i kolejna do kolekcji wieża Bismarcka ?

Ale od początku czyli od tego gdzie podjechać, zaparkować i gdzie w ogóle zacząć

W tym miejscu  na mapie i w realu znajduje się Kaplica Matki Boskiej Różańcowej. Ponieważ my byłyśmy tam w okresie ograniczonego działania wszelkich obiektów religijnych , czyli koronaparty, ciężko stwierdzić jak to miejsce funkcjonuje .

W weekend około 9 nie było żywego ducha, u podnóża górki można było spokojnie zaparkować. i to w cieniu 🙂

Stąd od razu wskakujemy na szeroką ścieżkę, która wzdłuż muru, okalającego pozostałości pałacu w Piotrówku, prowadzi nas lekko pod górę. Aż do styku ze szlakiem żółtym .

Pod górkę oznacza “pod góreczkę”, bez zasapania się. Jedynym minusem tego odcinka, jeśli chcecie się wybrać ze starszakami albo bardziej geriatryczną ekipą jest to, że zarówno ten odcinek, jak i wszystkie inne poza samym szczytem są odsłonięte. Słońce operuje tu cały czas. Wtedy kiedy my byłyśmy nie było gorąco a i tak dostałyśmy po tyłku mocniej niż bym się spodziewała po tak krótkiej trasie.

Prawda jest taka, że to miejsce miałam na liście w moim dzienniczku podróżniczym od dawna. Ale totalnie nie chciało mi się  jechać godzinę z domu dla 5 czy 6 km spaceru.

Jak już taki dojazd to może niech będzie parę km więcej … Kiedy już “zaliczyłam” trasę przypomniałam sobie, że ocenianie zaplanowanej trasy tylko po kilometrach to głupota.Wystarczyło wiosenne słońce, parę przystanków na foteczki, spacer ze znajomą i ludzką i psią i mamy bilans:

zmęczone i wybiegane sucze, zmęczone i wyspacerowane dziewczyny, pół dnia pykes, no i foty w ilości godnej dobrego wypadu.

Kiedy już polną drogą dojdziecie do skrzyżowania z drogą inszą, będziecie mogli jak my, obrać kierunek na sam szczyt. A zrealizować to można najlepiej szlakiem żółtym, z którego nawet na oko będziecie wiedzieli kiedy przeskoczyć na zielony. Ten prowadzi na samą górę.W razie wątpliwości jest znak. Oraz po raz kolejny miejsce na pozór niszowe zaskoczyło mnie jakością oznakowania szlaku. Mało tego, że żółte znaczki były, to wyglądały na nówki machnięte jakby wczoraj. tak to można wędrować i się nie gubić .

Od startu z miejsca postawienia auta na szczyt mamy niecałe 2 km. po wejściu na szlak widać już górę, nie jest imponująca. Wieży czyli głównej atrakcji naszej wyprawy nie widać, ale od razu wiadomo że to o TEN szczyt chodzi. Wiecie-nie ma tu zbyt wielu górek do wyboru 😉

Podejście na szczyt to formalność. Warto podczas tej czynności odwrócić się i docenić uroki widoków na okolicę. Na przykład na masyw Ślęży.

Po przejściu przez jedyny porządnie zadrzewiony fragment ścieżki wyrasta przed nami oraz wśród tych że cieniodajnych drzew wieża.

Wieża jest Bismarcka, ma 23 metry a wejścia na szczyt teoretycznie nie ma.

Tzn płot wokół wieży leży przytłoczony ciężarem odpowiedzialności i na początkowe, zewnętrzne schody a i owszem wejść można. Jednak ładowania się na górę nikomu nie polecamy. Byłyśmy świadkami takiego kozackiego czynu 3 facetów. Jeśli ktoś miałby być w przyszłości laureatem nagrody Darwina to oni mają spore zadatki. Schody na szczyt może i są , ale od razu widać, że ich konstrukcja trzyma się  kupy resztkami sił. Czyli wejście powyżej tych kilku schodków na zewnątrz- nie ma.

Na szczęście w okolicy wieży nie ma też za dużo śmieci. Lubię zakładać, że tak tam jest zawsze, nie tylko dlatego, że byłyśmy tam na początku ciepłego okresu, w czasach pandemii i że to nie jest tak, że ci co tam śmiecą po prostu nie dotarli. Wciąż liczę na ludzkość i jej umiejętność zachowania się.

Sama wieża jest najstarszą z wież Bismarcka i została otwarta 18.10.1869. Podczas II wojny Światowej ucierpiała od ostrzału artyleryjskiego  i od tamtego czasu nie ma kto o nią zadbać. Choć krążą pogłoski że w końcu ktoś się za nią zabierze, ogarnie a nawet może doprowadzi do takiego stanu, żeby można było na nią bezpiecznie wejść.

Mimo,że chwilowo widoki z niej są ograniczone- stoi w gęstwinie drzew i (przypominaka) wejście na górę nie jest bezpieczne, to w ramach jej poszukiwań zdobywamy szczyt Jańskiej Góry. Wspięcie się na wysokość 255 m n.p.m. można spokojnie w dany dzień uznać za powód do wzięcia większego ciasteczka, bo jest to też najwyższy szczyt Wzgórz Łagiewnickich. Takie combo proszę Państwa!

Powrót ze szczytu zaliczamy tak, żeby wykręcić jeszcze parę kilomentrów. Nie ma tu za dużo opcji, zwłaszcza jeśli tak jak my, chcecie omijać cywilizację. Przechodzimy przez szczyt i robimy kółeczko. Troszkę łąką z widoczkami na okolicę, później pomiędzy polami.  Ten odcinek daj nam wszystkim najmocniej w kość. To odsłonięta ścieżka, bez cienia. Jeśli traficie na słoneczny dzień, nastawcie się na mocniejsze naświetlanie.

Cała nasza trasa to ok  5,5-6 km. Trasa nadaje się dla każdego a jedynym utrudnieniem na szlaku może być pogoda i słońce. Dojście do wieży widokowej jest dobrze oznakowane a i potem, bez szlaku nikt się nie zgubi. Szerokie ścieżki, wszytko dobrze widoczne.

W razie czego oto nasza trasa 🙂

 

 

 

Dodaj komentarz