Sokolik, Góry Sokole

Rudawy Janowickie to te górki, które są na tyle blisko, że jakoś nam się nie składa, żeby jechać tam na dłużej. Nie wspominając już, że nie są największym i najrozleglejszym pasmem górskim – jakby się zebrał i szedł dziarsko to spokojnie przejdzie z północy na południe na raz. O trasie wschód-zachód nie ma co mówić bo to byłoby do łyknięcia na lajcie, na raz, nawet z fotkami na trasie 😉

Tak więc nie za duże, ciągle mi w nie daleko z Wro. Ale już z okolic Jawora, gdzie często lądujemy jest ździebko bliżej. Grzech więc nie wykorzystać, skoro pogoda jeszcze dopisuje.

Tym razem wyciągnęłam z nami P.

postanowiłam więc zaplanować trasę tak, żeby było przyjemnie, a i spektakularnie, a może i spożywczo 🙂 Obrałam cel na główne atrakcje pasma. Jak zaliczać to sztandarowe punkty!

Start: miejscowość Trzcińsko. Parkowanie na łączce, ździebko na dziko, ale jak się okazało po naszym powrocie, nie tylko my wpadliśmy na taki pomysł. Miejsce docelowe porzucenia piesowozu zaznaczone na mapce

Stąd obieramy azymut na szczyt Sokolik. Mekka wspinaczy i epicki punkt widokowy. I nas tam jeszcze nie było! Ale miało się to szybko zmienić, jak tylko weszliśmy na ścieżkę, mającą nas doprowadzić wprost na ten szczyt.

Jak wiecie, podczas planowania wypadów jak i samej wędrówki bazujemy na czeskich mapach z apki mapy.cz . Ilość ścieżek i duktów jakie oferuje jest o wiele większa niż klasyczne mapki, o apce mapa-turystyczna.pl którą tez swoją drogą mamy 😉 Czeska apka ma opcje offline, więc jesteśmy ustawieni nawet w bezsieciowym terenie. I tym razem nasze dreptanie wyznaczyliśmy na tych mapach. Z miejsca zaparkowania piesowozu wychodzi ścieżka, na czeskich mapach oznaczona na niebiesko. To w rzeczywistości przyjemny szeroki dukt. Poza kilkudziesięcioma pierwszymi metrami, wiodącymi przez łąkę, nie ma opcji, żeby zgubić ścieżkę- takie trasy lubimy 😀

Odcinek z piesowozu pod (pod jest tu kluczowym słowem, zaraz zobaczycie dlaczego 😉 ) to tylko około 2,5 km, więc niewiele. Podejść bardzo wymagających też nie ma, poza krótkimi odcinkami, można więc bardzo szybko łyknąc ten fragment.

No dobra. A teraz o co chodzi z tym POD Sokolik. Słuchajcie-góry i szczyty są rożne. Ale bazując na naszych sudeckich doświadczeniach ze szczytowaniem, te które zaliczyliśmy podczas tej konkretnej wyprawy należą do wyjątkowych. I wyjątkowo trudnych. Samo podejście pod -lajcik. Schody, i to dosłownie, zaczynają się kiedy chcemy osiągnąć szczyt szczytów.

Żeby jednak nie ostygnąć szczytu głupoty przemyślcie sobie czy chcecie gramolić się tam z psem. Albo zrewidujcie czy nie macie przypadkiem lęku wysokości

Dla lepszego zobrazowania o czym mowa -foteczki. Schody na pierwszym zdjęciu to nic, ot kamienne stopnice. Za to na foto nr 2 widać po czym trzeba się wdrapać i to serio-wysoko. Kręcone, kratownicowe, bardzo kręcone, wąskie, serio mocno kręcone schody. Co jakiś czas spocznik ale i tak jest hardcorowo. Ja początkowo chciałam wchodzić z P na zmianę co jest najlogiczniejszym wyjściem.

Nasze sucze po takiej kratownicy nie wejdą, za małe stópki i koniec. P postanowił, że Pufiaka spokojnie wniesie a przecież Bu siedzi u mnie na rękach bardzo grzecznie. Po analizie pomysłu, testach na nas i sukach, stwierdzeniu, że poza nami nie ma widoków na innych chętnych na szczytowanie, postanowiliśmy wejść . Na samą górą, wszyscy czworo.I weszliśmy, zeszliśmy, na szczycie ja trzymałam suki kurczowo jak nigdy wcześniej. Ale wiecie, nie że trzymałam smyczałki, ja je trzymałam praktycznie za szelki.

Szczyt to bardzo mała powierzchnia, trzeba mieć to na uwadze wchodząc z większym psem czy wtedy, kiedy jest zagrożenie że ktoś do nas dojdzie. Okolony bariereczkami, na mój gust zdecydowanie za niskimi. Z widokiem, od którego zbiera się szczękę  z metalowej podłogi.

Wrażenie jakie ma się stojąc , w moim przypadku stabilnie siedząc, na górze jest niesamowite. Sokolik to samotny skalny „paluch”, wokoło którego nie ma drzew które przesłaniały by widok. To po prostu kolejna wieża widokowa, tyle że naturalna, z wejściem od którego pikawa wali jak po zaliczeniu projektowania mebli u profesora G.

Gorąco polecam, ale też gorąco zachęcam do przyjrzenia się schodom, przemyślenia komfortu naszego czworonoga u naszego. Ja suki znam. Pufaiak na górze chciała szukać żarcia, a Bu porozglądać się niebezpiecznie blisko krawędzi. Dyskomfortu brak, ku mojemu przerażeniu psy zachowywały się tak, jakby do ziemi miały metr a nie jakieś 30.

Zdecydowanie jest to jeden z tych szczytów, którego zdobywanie na maxa należy przemyśleć 😉

Nieszprycowani adrenaliną ruszamy dalej, szlakiem czarnoczerownozielonym (już zgodnie wersja PL i Cz 🙂  ) w kierunku Szwajcarki. To ten akcent spożywczy, choć jak się później okazało, niejedyny na tej wyprawie. Po drodze zaliczamy Husyckie Skały ze świetnym widokiem na Sokolik. Stąd widać jak wysoki jest i .. jak wąski i w ogóle jacy porąbani byliśmy włażąc tam, skoro stąd też wszystko dobrze widać 😛

Na wysokości Hsyckich Skał (na punkt widokowy na nich musicie odbić z głównej ścieżki) ruszamy pod górę zaliczyć jeszcze jedne widoki. Uznałam, że skoro mamy do zrobienia niewielki dystans, a na widoku jest jedzenie i dla niektórych picie, trzeba sobie na te dobrodziejstwa zasłużyć.
wspinaczka na Krzyżną Gorę, zaraz po Sokoliku wydała mi się najlepszym pomysłem .

Pamiętacie jak Wam pisałam, że wejście na szczyt Sokolika trzeba sobie przemyśleć?To na Krzyżną tym bardziej. Na początku niby nic. Dojście po kamieniach, troszkę się można zasapać, ale przecież jesteśmy w górach, helloł!

Ale dla równowagi, co by  nam ta adrenalina  nie opadała za szybko, bo to szkodzi podobno zdrowotności, zaraz zaczyna się WEJŚCIE. Nie podejście  tylko wejście. Po kamieniach. Tfu. po głazach i to takich, że mi ledwo nogi stykło, a psami się podzieliliśmy. Pufiak dla P, Bu dla mnie i dobra asekuracja psów i pomoc przy wejściu. W kilku miejscach podsadziłam Bu (nie ma opcji, żeby pies szedł tu luzem, byłaby to skrajna nieodpowiedzialność). P Pufiaka momentami po prostu wnosił, w dół została zniesiona, bo ma tendencje do zeskakiwania na dziób.

Dojście na maciupki szczycik- powierzchnią, nie wysokością i widokiem, to wąska ścieżka po kamieniach, na której trudno się z kimś minąć. Dobrze, że są jakieś „zatoczki” i „półeczki” ale psa lepiej dobre pilnować.

Na szczycie są praktycznie 2 miejsca/skałki na kilka osób, Kilka, nie kilkanaście. Pamiętajcie o tym, planując wejście tam . Ale widok stamtąd zacny, trzeba przyznać 🙂

Po 2 szczytowaniach pełnych emocji, jednym punkcie widokowym, nadszedł czas na przyjemności nie tylko wizualne- Szwajcarka!

To Schronisko PTTK, oferujące noclegi i jedzonko. Oczywiście jest psiolubne. Bardzo  lubię takie zwieńczenia wyprawy. Przeprowadziłam zaawansowane testy na własnej osobie, ba!  rozszerzyłam je o P! Polecamy naleśniora z jabłkami, pierogi a P mówi, że piweczko też niezgorsze. Na pewno nikt stąd głodny i spragniony nie wyjdzie.

Na powrót do piesowozu wybraliśmy najszybszą drogę, czyli szlak zielony a zaraz potem niebieski. Pięknie oznaczony, przeprowadził nas przyjemną trasą przez łąki. Dobre zakończenie, zwłaszcza po posiłku 😀

Rudawy po raz kolejny zachwyciły, choć przez ich wielkość i popularność nie ma co liczyć na samotne wędrowanie. Niemniej jest tomiejsce gdzie warto wracać. Trzeba tylko pamiętać,że nie każde miejsce jest dla każdego. Zwłaszcza nie dla każdego psa. My najlepiej znamy naszych podopiecznych. Odpowiadamy nie tylko za ich bezpieczeństwo fizyczne ale i psychiczne. Jeśli dla naszego psa wejście na TAKIE punkty widokowe jak Sokolik czy Krzyżna Góra byłoby nieprzyjemne-odpuśćmy. Albo jeśli jesteśmy we dwoje, skorzystajmy z przyjemnych miejscówek na postój . Zawsze da się jakoś to ogarnąć.

      • Rudawy Janowickie to nie za duże pasmo, nie liczmy więc na samotność na szlaku
      • nasza trasa to ok 9 km.
      • na trasie 2 punkty widokowe, dla zaprawionych
      • Szwajcarka- jedzenie i picie- psiolubna miejscówka
      • miejsce do parkowania na starcie troszkę na dziko-wyjeżdżony (wyparkowany? 🙂 ) kawałek łączki

Dodaj komentarz