Dzienniki macierzyństwa- odc 2- nie oceniaj po wrzasku

Sielankowy las. Promienie słońca leniwie przebijają się przez gałęzie. A nawet przez zaczątki liści bo to początek wiosny. takiej z zielenią, której nijak nie umiem ogarnąć na zdjęciach i zapachem traw.Tym zwiastującym koniec ciepłych kurtek i początek łykania tabsów na alergię. Żyć , nie umierać , spacerować. Brakuje tylko delikatnie śpiewających ptaszków.

Ale zamiast tego, gdybyście byli tam ze mną, w tym lesie, na tym spacerze usłyszelibyście coś o wiele mocniejszego. Rodzące się predyspozycje Misi do bycia wokalem w kapeli death metalowej. Tylko włosów ma na razie za mało. Ale płuca zdrowe, dziękuję

Obrazek sielanki matki spacerującej z psami i dzieckiem wyglądał z boku tak:
2 psy. biedne, uciemiężone. Oba, niewielkich rozmiarów Futra ciągną za sobą kawał liny. Jeden kosmicznie długi, ze 8 metrów , na oko minimum 10 kilogramowy. Drugi, drepczący powoli, pewno stary, niedołężny , któremu powinno się pozwolić zrosnąć się z legowiskiem, wlecze za sobą tylko odrobinę krótszy kierat niedoli. Znęcanie się. Przecież psy powinny biegać luzem, a te co rzucają się mijanym ludzoom do gardeł, tylko na półmetrowych linkach i kolczatkach. Tu ani jedno ani drugie więc nieakceptowalne.

Ich przewodnikiem jest dziewczyna. A raczej kobieta, która udaje młodszą niż jest. Bojówki, bluzka z nadrukiem. Choć jego i tak nie widać- zakrywa go coś okropnego.

Małe dziecko, przytroczone do klaty dziewczyny. Omotane sznurkami, ciasno zawiązanymi na kobiecinie. Ograniczone ruchy, dobrze że choć smoczek w paszczy. Ale o zgrozo bez skarpet ! i te dźwięki. Dziecię, niesione i bujane w takt matczynych kroków otwiera głosem wrota piekieł. To nie płacz. Nie krzyk. To wrzask! oczywistym jest , że w sytuacji zabrania wolności, jest to wrzask wołania o pomoc. O uwolnienie. Zmianę pieluchy lub o ratunek w boleściach. Bo cóż innego mogłoby wywołać takie  wokalizacje!

Obrazu dopełnia fakt, że jeden z psów zgubił piłkę a z całą tą zgrają idzie jeszcze jedna kobieta. Nie pomaga. Solidarnie wspiera uśmiechem. nie ratuje, nie biega nawet po przydrożnych krzakach w poszukiwaniu piłeczki. patologia na spacerze.

Tak. Tak można by opisać mój niedawny spacer. Co się wydarzyło? A no Misi coś nie podpasowało. Las za leśny, ptaki za ptasie a może żyła wodna pod ścieżka . Drzemki nie było a być powinna. Może zmęczenie a może foch. Pielucha sucha, brzuszek pełny mleka, ciepło w każde odnóże. Przytulona do mamy. a jednak dramat kosmiczny. Cierpienia dziecięcia kończą się 2etapowo. Z chwilą wyjęcia z nosidełka i niesienia pod pachą , niczym worek ziemniaków lub innej włoszczyzny. Oraz już definitywnie, gdy dupencja została usadzona na mchu. Wszak dziecię do lasu od maleńkości przyuczane- nic tak nie poprawia humoru jak zmacanie kory i patyczka.

Wcześniejsza odsłona podobnej sytuacji w wersji miejskiej- ja, wózek, Bu na smyczy, Biskupin. Misia z wrzaskiem bo tak., bo może i kto jej zabroni, bo mamy bunt nastolatka w 7 miesiącu życia, przecież, jak to powiadają Dziadkowie, to nadzwyczaj rozwinięte intelektualnie dziecko. I ten przemarsz przez całą dzielnicę, targając młodą na rękach, w drugiej dzierżąc smycz a wózek pchając bebzolem.
Mmmmm.. niewarte zapamiętania a jednak zapomnianym nie będzie
Stara matka a głupia, co nie?
Przecież jak można dopuścić do takiej niedoli dzieciątka! halo TOZ dla dzieci!

Bycie mamą jest koszmarnie trudne. I nie przez bieganie co godzinę w nocy na karmienie. Nie przez obolały kręgosłup bo: noszę, przebieram, rozbieram, ubieram, karmie, bawię, podnoszę, przenoszę…

Przez samoocenianie. Bo mamtowdupizm na opinię innych można dość szybko w sobie wytworzyć, To zdrowe, Gorzej z samoocenianiem. Czy skoro moje dziecię robi takie akcje, jak te bąbelki, nad którymi kiedyś sama kręciłam z politowaniem głową, jako obiektami niedoopiekowanymi lub  nieogarniętymi wychowawczo, popełniam jakieś błędy?

i wreszcie, jak to ogarnąć emocjonalnie? Przecież to jazda bez trzymanki, oscylowanie na krawędzi załamania.

Od matek to się powinni uczyć ci tam, agenci 00! albo chociaż zawodowi hazardziści. wytrzymywanie we względnej stabilności psychicznej w obliczy nasilonych działań nieprzyjaciela- wykład i ćwiczenia, klub matek ,zajęcia praktyczne z żywymi bąbelkami . Wymagane zaświadczenie od lekarza- neurologa i kardiologa. Wymagane zapisy

* wpis zawiera zdjęcia z TEGO spaceru, będącego inspiracją do napisania powyższych przemyśleń 🙂 skoro już tam siedziałyśmy, można było trochę pofocić 😉

2 Comment

  1. „Las za leśny, ptaki za ptasie a może żyła wodna pod ścieżka” to będzie moje hasło przewodnie jak się Tośka znowu rozsierdzi. 🤣 Ale łącze się w bólu. U nas ostatnio był dramat, bo nowego psa na spacerze nie widziała z wózka, a przecież spacer równoległy nie robi się między psami tylko po to, by Tosia mogła oglądać nowego psa. 🤣 I trzeba było trzymać na rękach i pokazywać, bo fajniejszy niż nasze.

    1. pufoswiat says: Odpowiedz

      hahaha tak to jest jak się rodzi dziecię psiarza 😀 cóż, dobrze wychowujesz, we wszechogarniającej miłości do pieseczków. to masz teraz Kobieto rykoszetem 😛 Ale wiesz co, odkąd mam Misię, zupełnie inaczej patrzę na drące się bąbelki. Że czasem niewiele można albo przyczyna jest taka że klękajcie narody 😛

Dodaj komentarz