Positive Care- naturalny środek odstraszający kleszcze. Top For Dog

Przyznać się ! Czy jest ktoś kto ma bardziej znienawidzonego robala niż kleszcz? nie sądzę!

Nie ma gorszego dziadostwa niż kleszcze przebrzydłe. Od zawsze są zmorą, a ostatnio coraz częściej słyszę o psach chorych na odkleszczówki. I okejka- media robią swoje. Przepływ informacji jest lepszy, na forach ludzie częściej się żalą, szukają pomocy. A więc i my częściej dowiadujemy się o kolejnych takich sytuacjach.

Ale nikt mi nie wciśnie, że to tylko kwestia lepszego dostępu do info. Coś jest na rzeczy i wśród psów i ludzi.

Ja to tam pal licho ale MOJE PIESKI! 😉 Muszę je chronić i dbać o nie.

Zabezpieczam je jak umiem, licząc że przy okazji chronię też siebie i P. Skoro one nie przywloką mi do chałupy kleszcza, to wstręciuch nie przejdzie na nas.

Należę do panikarzy, którym w formie nocnego koszmaru, z którego budzą się zlana potem, z ciężkim oddechem, śnią się chodzące po łózku i kanapie kleszcze. Nie ma co się dziwić się nie wyobrażam sobie nie ładować w nie i na nie więcej niż jednego środka odstraszającego.

Całorocznie sucze dumnie noszą obrożę antykleszczową. Od samego początku jest to foresto i do tej pory dawało radę.

Rok temu dałam się namówić też na jednorazowe podanie tabletki. Czemu jednorazowe i tylko wtedy? Ano dlatego , że Pufinka jest trzustkowcem. Przeszła zapalenie, jest wiecznie na cenzurowanym, a podawanie czegoś tego typu może ją dodatkowo obciążyć. Moje nerwy, czy wszystko jest ok z bebechami nie są tego warte. Sorki.

Ale tabs to była jednorazowa, krótka przygoda. Ja się w krótkie romanse nie wdaję. Zdecydowaniem jestem typem długodystansowca. Poza obrożą, od kilku lat podaję psom czystek. W sumie odkąd predatory jedzą mięso, w ramach kolacji w suplozupie ląduje to zielone.

I też daje radę. “Naszyjnik” plus zielsko stanowiło przez dłuższy czas niezłą linię obrony przed kleszczami

Nastały jednak wspomniane ciężkie czasy, przyszła więc pora na wyciągniecie większego kalibru.

Z pomocą przybył plebiscyt Top For Dog i psikadło od Positive Care.

Powiem Wam, że mamy we Wro taką grupkę psiarzy- podróżników. Często na naszym forum wymieniamy się pomysłami dotyczącymi również akcesoriów. Chwilę przed tym, kiedy psikadło Positive zawitało u nas, podczas grupowej dyskusji, właśnie ten specyfik został wymieniony jako rekomendowane. A jak ziomeczki polecają to nie ma odwrotu.

Dla Positive Care była to troszkę kiepska nowina. Moje oczekiwania wobec środka wzrosły niebotycznie, łatwo było o rozczarowanie.

Testy przeprowadzane na sukach trwały nieprzerwanie przez prawie całą buteleczkę środka. Na dwie sucze, psikanie na spacerach większych i mniejszych, dopsikanie w trakcie długiej wyprawy kiedy okolica na oko wyglądała na kleszczonośną plus psikanie po sobie, po spodniach i łapkach po 7 tygodniach mamy mniej niż połowę buteleczki. Od około 2 miesięcy psikam sucze prawie codziennie. Oto moje podsumowanie pachnących dni i tego jak naturalne wsparcie dało sobie radę w starciu my vs. kleszcze.

na początek DANE TECHNICZNE

Positive Care to firma, która swoją działalność, jak sami piszą na swoim blogu, zaczęła właśnie od psikacza na kleszcze. Naturalnego,wegańskiego.

Ja weganką nie jestem. Uczę się być wegetarianką, ale naturalne składy i ekologia to tematy bardzo mi bliskie od dłuższego czasu. Jeśli tylko mam taki wybór, zainwestuję w coś, co nie “zrobi krzywdy środowisku”i  będzie wydajne, żebym nie musiała co chwilę zamawiać nowych paczek, generować kolejnych śmieci.

Naturalny olejek na kleszcze w formie sprayu ma pojemność 150 ml i przy dwóch psach – 9 kilo każda, intensywnym psikaniu (również siebie) po prawie 7 tygodniach jesteśmy wyraźnie za połową.

Psiakacz- no właśnie- aplikacja za pomocą rozpylacza. Rozpylacz działa, ma szeroki zasięg. Dla suk starcza po jednym psiku na każdą stronę psa. Ale trzeba pamiętać, że ani Pufina ani Bu nie mają za dużej powierzchni. Tak czy siak- tyle nam wystarczało , żeby mieć efekty działania, więc nie widziałam sensu oblewać ich bardziej.

Oczywiście zatyczkę górną zgubiłam w 2 czy 3 dzień ale helloł- to jestem ja 😉 dobrze, że bez tego wszytko działa i psika bez zarzutu

A teraz przechodzimy do najważniejszej kwestii w dziale “techniczne”. Coś o co wielu pytało, co dla niektórych stanowi za lub przeciw pewnym środkom. I muszę być wobec Was szczera i to też zaznaczyć.

Zapach. Jest. Intensywny, który dla niektórych może wydać się nieprzyjemny. Lekko octowy. Nie jak ocet spirytusowy i marynowane grzybki.  W składzie psikacza mamy naturalne olejki ale i kwas jabłkowy. Nastawcie się więc, że zapach po prostu jest. Dla mnie jest obojętny, chwilę się utrzymuje więc i tak psikam siebie i sucze po wyjściu z auta. P, jako mój delikatny kwiatuszek zapachowy nie pozwala psikać w domu. Ma takie prawo.

A skoro przy kwasach i olejkach jesteśmy to od razu łapcie skład olejku na kleszcze

Malic Acid, Cymbopogon Winterianus (Citronella) Herb Oil, Eucalyptus Globulus Leaf Oil, Pelargoneum Graveolens Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Mentha Arvensis Oil, Thymus Vulgaris Oil, Cinnamomum zeylanicum, Eugenia Carypophyllus Oil

Skoro przelecieliśmy przez wielkość, pojemność, to jak tego używać i co ma w sobie, czas najwyższy na nasze maksymalnie subiektywne podsumowanie.

Sucze dostawały “perfumy” przy każdym niemiejskim spacerze. Ten rok to generator paniki, po tym jak po nocy i wyjściu przez cały dzień tylko na trawnik pod blokiem Bu miała kleszcza na czole. NA CZO LE! kleszcze są wszędzie więc ja psikam. Okej. cebula oszczędza, wiec nie psikam na wyjście na sikupe na 3 minuty pod klatkę. Ale już tuptanie po “naszych” wałach- tak. Wszelkie wyprawy-koniecznie!  bieganie luzem Bu- mocne polanie ! I ja siebie też psiknęłam nie raz.

Od momentu kiedy zaczęłam stosować środek od Positive Care kleszczy nie nie ma!  ani jednego cholerstwa. Zrobiłam testy i kilka spacerów bez tej dodatkowej ochrony- jedna franca na Bu. Może przypadek może nie. Ja się trzymam teorii, że na nas działa

No właśnie . Na nas. Uważam, że nie ma idealnego środka, który będzie się sprawdzał na każdym psie. Nie ma złotej metody, którą można polecić na każde futro i warunki. Wśród moich przyjaciół są tacy, którym akurat psikacze średnio wchodzą. Ja mogę mówić za siebie. Opinię, którą Wam podaję stworzyłam na bazie obserwacji siebie i moich psów. Tylko w ten sposób mogę zrobić to rzetelnie i z czystym sumieniem

I ja Wam mówię- na nas działa IDEALNIE! Tak- dokupię nową buteleczkę bo ta się pewnie niedługo skończy. Będę polecać znajomym, mimo, że ma specyficzny zapach.

Jeśli szukacie czegoś co Wam się dopasuje polecam sprawdzić Positive Care. Przetestować, zobaczyć. Jest spora szansa, że dla Was też będzie tak dobry jak dla nas.

A ja po stokroć wolę to co działa i jednocześnie jest ekologiczne i przyjazne dla mnie, moich psów i środowiska niż jakąś podejrzaną chemię.

Pamiętajcie – tu znajdziecie olejek na kleszcze od Positive Care

który bierze też udział w plebiscycie Top For Dog. Info o tym TUTAJ

łapa! Niech kleszcze przebrzydłe daleko od Was będą

 

Dodaj komentarz