Prosto do celu czyli Dolina Baryczy koło Gruszeczki

Zazwyczaj celem wyprawy jest u nas COŚ.  Pomnik przyrody, wielki kamulec, jakieś ruinki.. Zdarzyło się, że dreptałyśmy w poszukiwaniu kesza w ramach zabawy w geocaching. Ale pewnego dnia cały nasz spacer z nieznane oparł się na.. parkingu.  Parkingu przy szosie niedaleko Gruszeczki, w środku lasów w Dolinie Baryczy. Miałam ochotę na dłuższy spacer całym stadem, trochę na leśne odmóżdżenie. Prostą nawigację i jak najwięcej pięknej zieleniny. I kawę po spacerze. Ale taką kulturną, czyli nie siedząc na ziemi i opierając się o nagrzany w słońcu bok auta. Bo tak kawkuję ja. Z rozłożoną na ziemi psią matą, kuchenką popartą dla równowagi badylkiem . Kiedy zabieram P, kawka musi być możliwie najbardziej cywilizowana. Więc miałam przemożną potrzebę znalezienie leśnego parkingu ze stolikami, może nawet wiatą.

Na pomoc przybył Angielski Pies- dla nich ta okolica jest tym samym co dla mnie obręb Jelcza- najbliższym porządnym lasem, do którego można w miarę sprawnie dojechać a przesz wielkość liczyć na niespotkanie nikogo. Cyk pineska na parking. Ale w bliskiej od siebie odległości są dwa. Nówki  wiaty, dobra nawierzchnia parkingu, więc można wjeżdżać bez obaw o piesowóz.  (* drugi parking znajduje się przy tej samej szosie, około 2 km na południowy zachód, tak jak prowadzi droga )

Mówiła Wam o PROSTEJ nawigacji na tej trasie. Miałam tu na myśli prostą dosłownie. Z parkingu ruszamy na szlak i idziemy PROSTO przed siebie, jak powiedzie nas ścieżka. Spokojnym krokiem wędrowaliśmy przez ociekający słońcem las. Magiczna, lekko trawiasta ścieżka i .. girlandy pajęczyn! +50 do radości z tego , że P wybrał się z nami .

Naszym celem była wiata turystyczna przy rzece Krępica. Dokładniej przy zbiorniku na Krępicy. Wiata okazała się całkiem spora, z przygotowanym paleniskiem na  ognisku wewnątrz i na zewnątrz. Na oko laika spokojnie można tu zanocować. Szczególnie, że dostęp do niej jest tylko podczas wędrówki. Droga, która obok niej przechodzi jest drogą pożarową i ruch samochodów obok niej jest zabroniony. A zatem nic tylko dziarski krok i do wiaty. Na kanapki i herbatę z termosu jak my na przykład 😉

Na drogę powrotną wybraliśmy częściowo równoległą drogę do naszej początkowej. Szeroką, przeciwpożarową, wolną od pajęczyn 🙂 Później, kiedy mieliśmy wizję przejścia przez nieprzebytą jeszcze drogę, równie szczodrze obdarzoną białymi delikatnymi nitkami, uznaliśmy, że lapiej wrócić na starą ścieżkę. Póki pajączki nie zdążyły odbudować nitek lub my po prostu pamiętaliśmy nazbyt dobrze, gdzie rozpinają się co większe sieci. To w ogóle bardzo ciekawe. Nie było to babie lato. Ścieżki , jak ta na powyższym zdjęci były szerokie i dobrze utrzymane. Takie, po których nie spodziewałabym się pajęczych niespodzianek.  A jednak.

Nasza wyprawa to około 11,5 km. Z moimi odskokami na zdjęcia i “objazdy/obejścia” pajęczyn zapewne wydreptaliśmy z 13 . Tradycyjnie podrzucam klikaną mapkę o TUTAJ i screen w galerii poniżej.  Gruszeczka i jej okolice po raz kolejny pokazały że Dolina Barycz to przepiękne miejsce gdziekolwiek by się nie udać

Dodaj komentarz