Średniowiecze z drugiej strony, Grodzisko Ryczyńskie z Bystrzycy

W wędrowaniu a raczej włóczędze to tu to tam fajne jest to, że często udaje się zaliczyć to samo miejsce docelowe po różnych ścieżkach. Niby cel ten sam, niby już poznany a jednak wyprawa zupełnie nowa

Tak właśnie było, kiedy po raz kolejny wybrałam się , tym razem w powiększonym babskim składzie, bo z M, do Rezerwatu Grodziska Ryczyńskie. Wcześniej startowałam w to miejsce z granicy Dolnego Śląska z województwem opolskim. Teraz postawiłam na bliższe miejsce, szczególnie , że wtedy parkowanie było dziebko na dziko. Kusi mnie wrócić na zwiad co też tam się pozmieniało. Ale na razie, w bąbelkowym obliczu przynajmniej z parkowaniem stawiam na stabilne miejscówki

pssst- wpis z opisem naszej poprzedniej wyprawy od drugiej strony znajdziecie o TUTAJ

Takim to sposobem, w zaskakująco ciepłą jak na środek zimy niedzielę- 13 stopni potrafi w styczniu zaskoczyć, a dokładniej w Nowy Rok 😉 zaparkowałam pod boiskiem, BA! stadionem w Bystrzycy. Całkiem spory parking, lekko ryzykowny, jeśli coś będzie się działo na boisku w kwestiach pojemności. Co ciekawe obok powstaje chyba kolejnych parę miejsc parkingowych, przynależnych do jakiejś sporej wiaty ni to turystycznej ni to eventowej. Temat niezgłębionym, pozostaje do obczajki przy kolejnej bytności.

Na razie zostawiam Wam pinezkę na parking przy boisku:

Z tak dobrego punktu nic tylko startować na trasę. Ja, ze względu na targanie M, uznałam że najlepszym wyborem będzie pętla po szlaku na początek i powrót drogą pieszo-rowerową. Po raz kolejny wesoło uznałam, że najpewniejszy będzie szlak. Co jak co, ale to na pewno będzie na luzie do przejścia. No więc już Wam pokazuję i objaśniam jak jest w rzeczywistości w przypadku tej trasy 😉

Początkowo wędrujemy po asfalcie ale dość szybko przechodzi on w leśny dukt. Przyjemny, szeroki. To nim będziemy później wracać.

Mój plan zakładał dojście do grodzisk szlakiem czerwonym , więc dość szybko z głównej leśnej drogi odbijamy na ewidentnie mniej popularną dróżkę. Typową przez las.

Miejscami dziką, czasem nawet bardziej. Wędrujemy tu po terenach Natura 2000, Grądy Odrzańskie, dzikości tej można się więc spodziewać. Choć tylko na jednym odcinku stwierdziłam , że dobrze ze jestem tu teraz a nie na przykład latem. Wysokie trawy na pewno są idealnym pajęczym siedliskiem a to jest zdecydowanie za wiele jak dla mnie. Tak więc tego typu trasy fajno fajno ale do pierwszych pająków 😛

Przyznaję się też bez bicia, że na błotnistej ścieżce przez młodnik lekko wydygałam. Szłam sama, z dzieckiem w chuście na klacie i 2 psami. I jedyne czego serio się tam bałam to .. dziki. Panicznie boję się spotkania z nimi , co jak widać jednak nie jest w stanie zniechęcić mnie od szlajania się po lasach . Na szczęście moja strategia głośnego rozmawiania z psami a i czasem z Miśką kiedy ta się obudzi, na razie zdaje egzamin. Ale miejcie na uwadze, wędrując takimi mało ludnymi ścieżkami, że spotkania z dzikością zwierząt mogą tu być wielce prawdopodobne.Dla mojej wygody Bu , kiedy jesteśmy same, wędruje na lince. Nie biorę nawet pod uwagę puszczania jej całkowicie luzem

Na takich dzikich ścieżkach ważne jest uważanie na to co ma sie pod nogami. Nie tylko kiedy się targa dziecię. Nie mówiąc już o dobrych butach. Wydawałoby się, że nasza ścieżka jedynym czym może nam zagrozić to te trawy. Wyobraźcie sobie moje gigantyczne zdziwienie kiedy po niezbyt mocnym zahaczeniu o coś butem poczułam w nim ucisk. Karkołomne podniesienie nogi- prawie 7 kilo Miśki nie pomaga 😛 , i bum! w but wbity pokaźny badyl!wlazł aż do połowy mojej stopy, wbijając się idealnie w szew buta i idąc wzdłuż stopy. Poza dziurą w bucie idealnie na szyciu większego spustoszenia nie zrobił, ale nauczka jest. Na wyprawy jedynie porządne buty. Lekkim trampką, dla bezpieczeństwa, mówimy zdecydowanie NIE.

Na szczęście byle badyl, nawet w mich wypasionych trekach, nie jest w stanie zatrzymać nas. Czerwonym szlakiem dochodzimy do głównej atrakcji tego dnia, czyli do grodziska Ryczyńskiego. To pozostałości wczesnośredniowiecznych osad. Co ciekawe, te tereny leśne nazywane są, wg jednej z tablic , które można znaleźć na miejscu, puszczą bystrzycką. Istnieje również rezerwat przyrody o nazwie “grodziska ryczyńskie” i został utworzony w celu ochrony tych terenów leśnych i występującej tu roślinności.

Więcej o grodziskach znajdziecie TUTAJ- tu o przyrodzie oraz TUTAJ – tu historycznie.

Jest tu też przyjemna wiata  oraz stoły z ławami, kosz na śmieci. Doskonały punk, żeby zrobić sobie przerwę. Trochę śmiesznie, bo ja, idąc szlakiem, wylazłam tu z totalnych traw, wąskiej ścieżki przez nie. Natomiast zwykła ścieżka bez większego znaczenia na mapach to ubity szeroki dukt, który z moim szlakiem spotkał się przy grodzisku właśnie i którym podczas mojej przerwy przy wiatce śmigali biegacze i rowerzyści. Mina jednego z biegaczy, widzącego mnie, z całym tym naszym towarzystwem, wychodzącej z tej nie za często używanej ścieżki- bezcenna 😛

Ale to jest urok wypraw w nieznane. Tereny bardzo mi się podobają, więc pewnie niedługo  wrócę tu spacerowo, ale jak znam życie, zamiast szlaku wybiorę właśnie taką ścieżkę. Ale co  przygoda i wiedza o terenie to moje, tego nikt mi nie zabierze 😀

Drogę powrotną zaliczamy już nie po szlaku a po jednej z takich właśnie porządnych, szerokich leśnych dróg. Tak porządnych, że spotkałyśmy na niej kilka aut i to zwykłych osobówek. Sądząc po wyglądzie pasażerów, moja teoria brzmi że to był w ich wykonaniu niedzielny, leśny spacer 😛

Tak czy siak nawrotkę robimy przy terenie pasieki a samą drogę powrotną można opisać najprościej tak- cały czas prosto aż do auta. Nawigacyjnie cudo. Na trasie mijamy jeszcze jeden niewielki rezerwat- Kanigóra

Cała nasza trasa to ok 8 km ale nie ma tu problemu, żeby wyprawę wydłużyć sobie wedle potrzeb spacerowych. To piękne tereny i na pewno , niezelżenie od grodziska, warto je odwiedzać

Trasę wyprawy na Grodziska Ryczyńskie podrzucam Wam TUTAJ

Dodaj komentarz