Szybka akcja jesieniarska czyli wybuchowe wrzosy. Przemkowski Park Krajobrazowy

I przyszła. Nieuchronnie wypychając zielenie, po kawałku zastępując je żółcieniami i brązami. Jeszcze chwile jej to zajmie , ale pierwsze jesieniarskie aspekty wbiły się na instagrama fioletową falą. Wrzosty. O tak. Lato ma rzepak, jesień ma wrzosy. Nie da się przejść obojętnie obok zalewu zdjęć w tej oryginalnej kolorystycznie roślinności. Pikanterii tym romansom fotograficznyhm dodaje fakt, że o ile takie jesienne liście zalegają na trasach spacerowych stosunkowo długo, o tyle wrzosy raczą oko krótko.

Książkowo kwitną w teorii od pierwszej dekady sierpnia do nawet listopada. Realnie , patrząc na sołszalmediowe zdjęcia, rozkwit wrzosów, taki pełen to wrzesień, październik. Jasne, później i wcześniej też się wrzos zobaczy, ale sami wiecie, to ta pełna skala cieszy oko najbardziej.

I są sobie te roślinki kolorowe w lasach. W jednych więcej, w innych mniej. Nam udało się znaleźć całkiem zacne fioletowe plamy między innymi podczas wyprawy w poszukiwaniu Muru Berliskiego, w okolicach Sosonówki. Zostawiam wpis , jakbyście jeszcze nie odwiedzili tego miejsca 😉

Sosnówka- o wiertle dentystycznym w służbie historii i sztuki

Czy jest zatem powód , dla którego na hasło “a może zdjęcia w złotą godzinę?” wstałam o 3 w nocy, wyjechałam z domu o 4, ładując do auta zadziwioną Bu i półpzytomną Pufę? I dla którego jeszcze w ciemnościach przedświtu , tłumaczyłam Pufiaczkowi, że musi tuptać, bo na bank będzie warto?

Jest! Nazywa się Przemkowski Park Krajobrazowy, pociskając A4 z Wro teleportuje się tam w ok 90 minut a w jego obrębie są jedne z najpiękniejszych wrzosowisk w Polsce , okraszone pustynią i jeszcze widocznymi lejami do walnięciu jakiś rakiet. Bo teren po poligonie zobowiązuje 😉  a więc proszę Państwa, zapraszam na fotospam i garść info gdzie się wybrać na foteczki. Ino sprawnie, póki piękno jesiennego symbolu nadal daje estetycznego kopa

Na początek mapka. Trafiłam w to miejsce do porzucenia auta dzięki sprawnemu planowaniu Ł. z ekipy Angielski Pies, za co ogromnie dziękuję ! Trasa jaką Angielskie Psy opracowali i ba! tydzień wcześniej sprawdzili jest wręcz idealna ! 

Oznaczone miejsce to wlot w leśną drogę. Skręcamy z drogi asfaltowej w piaskową – uwaga na dziurska, i przejeżdżamy około 250 m. Parkujemy przy szlabanie. Droga to dojazd pożarowy, więc auta można zostawić, ale bezwzględnie tak by nawet minimalnie nie utrudniały wjazdu służbom. Nie jest to stety niestety jakieś tajniackie miejsce na zostawienie samochodu. Kiedy kończyliśmy wyprawę stało tu już dobrych kilka aut. Droga którą można dojść i na wrzosy i na Pustynię jest dojazdem pożarowym a więc niestety znajdują się idioci wjeżdżający tak swoimi passeratti. Spotkaliśmy takich delikwentów, co to chcieli podziwiać wrzosowiska ale tylko bez wysiadania z auta. Powiem Wam, ze szczerze im życzyłam zakopania się po samo nadwozie w piasku pustyni. niestety nie udało się :/

Mamy parkowanie, jeśli wbijecie tu z samego rana, na przykład na świt 😀  spokojnie zaparkujecie, a do tego złapiecie genialne kadry i to przeróżne. Trasa jaką Wam zostawiam na końcu wpisu, czyli ta, którą powiodła nas delegatura  Angielskiego Psa wiedzie nie tylko przez wrzosowiska, bo do nich trzeba przejść kawałek. Prowadzi nas przez las, w którym co jakiś czas kuszą do zatrzymania kępki wrzosów. Ale nie dajcie się zwieść 😉  Jeśli jak my pociskacie na konkretny moment, na przykład na złotą godzinę, drepczcie dzielnie a będzie Wam to wynagrodzone. To niezwykłe miejsce bowiem ocieka kadrami. Tu las, tu wrzos, tu młodnik z poranną rosą błyszczącą na nitkach pajęczyn. Byłam oczarowana.

Uwierzycie, że byłam tu po raz pierwszy? O ile oczywiste jest, że najbardziej spektakularne widoki będą tu jesienią, to jestem pewna, że również w innym terminie spacery w tych okolicach dostarczą sporo przyjemności. Jeśli zerkniecie na mapke na końcu,  od razu zobaczycie,  że można spokojnie trasę modyfikować. Piaskowe leśne ścieżki, las i przede wszystkim Pustynia Kozłowska (tu zostawiam Wam link do ciekawej strony-mapy)  to miejsca zmieniające się wraz z porami roku, ale zawsze piękne

No właśnie. Pustynia. Bo wrzosy wiadomka. Ale co z tymi piaskowymi terenami. To wyjątkowe miejsce, bo nienaturalne. Stworzone przez ingerencję człowieka, choć nienastawioną na pewno na taki efekt.

Wędrując tędy przechodzimy przez obszar dawnego poligonu- do ’45 roku niemiecki, później radziecki, do ’92 roku. A czy może być lepszy cel poligonowy niż wydma piaskowa? takim sposobem pozbyto się części roślinności dając szansę zaistnieć pustynni. Jednak tak jak w przypadku wrzosów trzeba się zbierać  z jej oglądaniem. Z każdym rokiem jej obszar się zmniejsza, władanie powoli acz skutecznie przejmuje roślinność. Kiedyś 160 ha dzisiaj tylko małe 20 ha. Spora różnica jak na tak niedługi czas.

Nasza wyprawa nastawiona była na zdjęcia. Niespieszne wędrowanie, zatrzymywanie się za każdym razem kiedy ktoś dostrzegł ciekawy kadr. Zahaczyliśmy o Pustynię, o wrzosy. Wróciliśmy drogą pożarową nr 63,która prostą linią przecina ten teren a nas wiodła szerokim duktem z lasami po bokach. To przyjemna trasa, prosta nawigacyjnie. Trafiliśmy na genialną aurę, za którą kocham jesień. Mocne słońce poranka a do tego gęsta ciężka mgła. Zazwyczaj znikająca pod naporem ciepła promieni. Tym razem utrymała się prawie do końca dorzucając do i tak pięknych terenów sporo magii. Pierwiastek czegoś baśniowego dodawały stada kruków, co jakiś czas wzbijające się do lotu, majaczące w niewyraźności mgły. Mieszka tu ich podobno sporo a jak dla mnie, razem z mglistym porankiem tworzą atmosferę godną Edgra Allana Poe.

Na wypadzie przeszliśmy około 12 km, ale spokojnie zrobicie i więcej i mniej. Mapka na zdjęciu poniżej a wersji klikalnej o TUTAJ 

Przy okazji znalazłam genialny PDF- mapkę na stronie Wrzosowej Krainy- lokalnej grupy działania. KONIOECZNIE zobaczcie ! klik klik TUTAJ  . Dodatkowo na tej stronie złapiecie garść informacji z regionu

Dodaj komentarz