Z Woliborskiej – zaskakujący trening podejść

Góry Sowie (klik po więcej tras z tego regionu) to popularny wybór niejednego turysty. Oznacza to, że w najpopularniejszych miejscach mamy wręcz gwarancję tłumów. Są na szczęście też szlaki, na które ruszają koneserzy 🙂

Właśnie taką pętelkę machnęłyśmy babskim gronem – Bu, ja i M w plecaku z Przełęczy Woliborskiej.

Na fali poszukiwań parkingów , gdzie po wędrówce możemy odpalić kuchenkę, zaparzyć herbatę i coś przekąsić, wylądowałyśmy właśnie tam. Potrzebowałyśmy odmiany ( ok- ja potrzebowałam 🙂 ) po kilkukrotnym starcie na Gromnik. tamten parking jest idealny, ale przecież nie jest jedyny !

Przełęcz Woliborska, jak się okazało na miejscu jest częstym wyborem startu na trasy rowerowe . My ruszyłyśmy dokładnie odwrotnie i , sądząc po pajęczynach, które osobiście patykiem ściągałam nam z przed nosa- byłyśmy pierwsze które tam dreptały. Podejrzewam, że nawet od kilku dni .

Parking na Woliborskiej nie jest bardzo duży, więc warto być tu wcześniej. I pamiętać , że to już górki. Ja się poważnie zdziwiłam spadkiem temperatury o poranku i cieszyłam się, że w aucie zawsze mam dodatkową bluzę dla każdej z nas.

Parking spełnił moje oczekiwania- znajdziemy tu zacienione miejsce na kawkę, ławki ze stołem a nawet wyglądającą na nową wiatkę noclegową. Jedyny taktyczny minus- do ławek i stołu trzeba się wspiąć po sporych schodach . Pamiętacie zagadkę , jak przewieźć na 2 brzeg jedną łódką kapustę kozę i wilka, a zabrać na raz można tylko 2 rzeczy? nooo.. to ja miałam przez chwilę taki zgryz. Z auta na górę . pies , dziecię, kosz z jedzeniem, kuchenka a ani dziecka w aucie zostawić ani przy ławkach a klamotów mnóstwo . Na szczęście się udało 😀 a samo siedzenie wysoko było dodatkową atrakcją

Ale nie przyjechałyśmy tu dla parkingu tylko dla szlaku ! Nasz wybór padł na początek na czerwony Główny Szlak Sudecki. Trzymamy się go aż do miejsca przeskoczenia na szlak powrotny.

Planując wyprawę wiedziałam, że pierwsza połowa będzie pod górę, że będę musiała się trochę nasapać. M chętnie chodzi po górkach,  ale bywały wtedy dni kiedy po prostu wolała siedzieć w plecaku. Tak. to był ten dzień 🙂 miałam więc niezłe cardio bo ten szlak jest.. zaskakujący

Zaskakująco męczący. Od dawna nie miałam takiej nadziei , że za zakrętem przede mną będzie już koniec podejść lub lepiej – punkt docelowy. Nawet nie wiecie ile razy się rozczarowałam 🙂

Punkt docelowy to miejsce, gdzie przeskakujemy w drogę powrotną na szlak niebieski.

O wiele łagodniejszy, w miarę równo schodzący do parkingu. Wybór tej kolejności szlaków dla nas był najlepszy. Z plecakiem i M w nim, a więc ze sporym ( i ważnym ) ładunkiem zdecydowanie wolę ostro wchodzić niż schodzić.

Mamy tu kilka prześwitów widokowych, a sam powrót jest już przyjemny i zdecydowanie delikatniejszy. To taki fragment, gdzie nawet mały człowiek, bez wielkiej górskiej wprawy, spokojnie może tej że wprawy nabywać.

Czyli dziecię hasa luzem, moje plecy odpoczywają, jest miło, przyjemnie i równo w dół. Pozwoliłam sobie nawet na zgodę na prowadzenie Bu przez M. Nie robię tego często, ale tym razem uznałam, że te parę metrów zrobi jej dzień, a w kieszeni miałam takie smaki, że Bu w sumie nie miała nawet ochoty iść dalej niż metr ode mnie.

Niemniej taka frywolność odbyła się tylko na chwilę i dosłownie na paru metrach. Smaczki smaczkami, a pies psem , szczególnie w lesie. W tak mało uczęszczanych miejscach trzeba pamiętać, że dzikie zwierzęta można spotkać na każdym kroku. I to jest najważniejsze.

Z obciążeniem w formie plecaka z M wolałam zawsze z dwojga złego ostro wchodzić niż schodzić. Czułam się bezpieczniej a jak coś na odsapanie można się zatrzymać , pogadać i ewentualnie widoki podziwiać. Ostre zejścia dawało mi się we znaki w strefie kolan, a do tych mam spory szacunek, więc pętelkę po tej trasie polecam właśnie w taką stronę

Po powrocie do auta zaliczamy kawkę, coś obiadowego, odgrzewanego na naszej klimatycznej kuchence polowej. Wierzę, że wspomnienie takich wspólnych chwil zostanie w M i stworzy w jej pamięci klimat dzikiego dzieciństwa. Blisko przyrody, gór i spędzanego razem. Trzymając się tej myśli polecam trasę, miejsce startu a sama wracam do dalszych poszukiwań leśnych parkingów , w sam raz na start i zakończenie naszych przygód.

Przebieg trasy zostawiam TUTAJ i na screenie poniżej . Pętla to około 9,5 km a mapa wylicza ją na 2:45h. Nie powiem ile nam zajęło- dużo dłużej, ale jak się po drodze piknikuje to się nikt nie będzie z czasu rozliczał 😀

Dodaj komentarz