Zaczarowane Wzgórza- okolice Trzebnicy

Co powiecie na trochę magii? i nie mówię tego tylko do takich fanów magicznego uniwersum jak ja, posiadających bluzę z hasłem Huncwotów, oglądających po raz 3245 całą serię Harrego Pottera i zaliczających wszelkie filmy o magii. Mówię do każdego kto chce dostrzegać magię na co dzień. W świetle poranka, mgle , przez którą sączy się pierwsze słońce dnia. W zapachu mokrej trawy. Dla mnie to jest magia na wyciągnięcie ręki. I najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że nie trzeba organizować wypraw miejsca, obwołane epickimi, zapierającymi dech w piersiach.e też są fajne. Ale ja często potrzebuję tych czarów tutaj, teraz. Chcę chłonąć je samotnie, tylko z moimi psami, bez tłumów, które stwierdziły że też mają ochotę na to czaderskie miejsce

Takim sposobem uchylę Wam rąbka tajemnicy i zabiorę na wyprawę w okolice Trzebnicy. Miejsce skusiło mnie nazwą, ale jak się okazało, warte jest powrotów nie tylko ze względu na nią. Zaczarowane Wzgórza.

Magia jest w każdym miejscu, jeśli tylko dać mu szansę i otworzyć oczy na to co wokół . My okolice Trzebnicy zwiedzałyśmy w niezbyt ładną, chłodną pogodę. Przyznam Wam, że nie była to wymarzona aura na wędrówkę. Ale z drugiej strony, właśnie to dało nam teną wyczekany, tak potrzebny samotny spacer.

Całą wyprawę zaczęłyśmy przy stacji PKP Pierwoszów Miłocin. Jest tu miejsce do zaparkowania, choć na kawkę z kuchenki już pół na pół. Oczywiście ja sobie takowej nie odmówiłam, siedząc oparta o  bok auta, z psami leniwie zwieszającymi się nad moją głową z kanapy auta wzbudziłam zaciekawienie tych kilku osób, które postanowiły odjechać stąd kolejami dolnośląskimi. Może do Wrocławia, może gdzieś dalej…

My, po wygramoleniu się z samochodu wpadłyśmy od razu na szlak. Prowadzi tędy szlak rowerowy Krzyżanowice- Żmigród. Przez jakiś czas podrepczemy właśnie nim. Cel- niespodzianka przyrodnicza . Okazuje się , że Zaczarowane Wzgórza kryją w sobie coś niespodziewanego, co nie zostało oznaczone na moich ukochanych mapach cz . Wąwozy Lessowe. Nie są spektakularne, pewnie zdarzają się ludzie przejeżdżający czy przechodzący tędy bez dłuższego spojrzenia na nie. Ot, wysokie , żółtawe ściany, miękkie piaskiem, nie dające się zdobyć. Strzeliste drzewami, które je obrastają. Wczesnym przedwiośniem, trochę wilgotnym wiszącym w powietrzu deszczem, dawały przedziwne wrażenie. Myślę, że dobre , że nie oglądam horrorów, bo było tu coś… takiego.. co sprawiło,  ze zrobiłam kilka fotek, machnęłam zwrot na pięcie i odwołałam suczydła wprost na boczną ścieżkę, ku dalszej wędrowce

Większość wypraw staram się planować, żeby zatoczyć pętelkę. Tu, jeśli ma się taką ochotę najlepiej wrócić się z lessowch wąwozów i obić na zachód, przejść wzdłuż Jagodnicy.

Leniwa rzeczka snuje się w dość głębokim korycie, nawet przy niskim stanie wody nie uśmiechało mi się przeskakiwanie jej na dziko. Teoretycznie na mapach cz widoczne jest przejście na drugą stronę. Potwierdzam, jest, choć o bliżej zabudowań Taczowa Małego, niż można by wnioskować z mapy. Przejście to na oko podpróchniały mostek . Przechodziłyśmy z suczydlami pojedynczo. Miałam drobne obawy że dodatek do mojej masy w ilości psich 8 kilo okaże się decydujący 😛  to pewnie tylko moje małe fobie, ale jednak przygód typu ratowanie aparatu przed zamoczeniem, wolałabym nie doświadczać 🙂

Na tym etapie skończyły się dla nas dzikie przeprawy, dalsza wędrówka to szerokie, utwardzone dukty, prowadzące tak, żeby pokazać trochę pofalowane tereny tej okolicy. Nawigacja, mimo, że tylko przez chwilę idziemy szlakiem czerwonym, to czysta przyjemność. Ciężko się zgubić nawet tylko od czasu do czasu zerkając na mapę. To taka trasa na bezstresowe wędrowanie. Można robić zdjęcia, można pobujać w myślach i się nie zapodziać pośród ścieżek

Pod sam koniec musimy przejść koło aktualnie rozwijającego się miejsca budowy, Wiosną, w sobotni poranek minęło nas kilka ogromnych aut- wywrotek . Co ciekawe i niesamowicie miłe, każdy jeden przejeżdżając obok nas, zwalniał. W zestawieniu z zakurzoną drogą, to ogromnie miłe 🙂

Pętlę kończymy asfaltową drogą, wpadając na stację od drugiej strony. Wprawdzie nas nie minął tu ani jeden samochód, ale należy pamiętać, że jednak to droga dojazdowa do stacji, więc nawet Pufa tuptała tutaj na krótkiej smyczy zaraz przy mojej nodze. Bezpieczeństwo naszych Futer zależy od nas.

Trasa którą zrobiłyśmy szczerze mnie zaskoczyła. Głównym założeniem było zobaczenie miejsca o uroczej nazwie, coś jak Koniec Świata, z dodatkiem ciekawostki- wąwozów lessowych. Okazało się, ze robiąc pętlę udaje się złapać wszytko co piękne w tych okolicach. Puste ścieżki, przebiegające przez drogę sarny, lekko pofalowane tereny, ścieżki wijące się przy dzikim sadzie . Miejsce do którego warto wrócić o każdej porze roku, dając się omotać magii Zaczarowanych Wzgórz 🙂

Dystans jaki machnęłyśmy przez Zaczarowane Wzgórza i okolice to ok 8.5 km, mapka tradycyjnie poniżej albo wersja do kliknięcia TUTAJ. Dajemy zdecydowaną polecajkę 🙂

Dodaj komentarz