Zamek Górka, wcale nie tak pod górkę

Niektóre nasze trasy planuję skrupulatnie. Mam cel, jakiś szczyt czy punkt, opracowuję różne opcje dojścia do niego. Sprawdzam ile kilometrów wyjdzie stąd a stamtąd. Porównuję trudność trasy i przede wszystkim szukam dogodnego punktu startowego. Od czasów kuchenkowych pierwszeństwo maja parkingi leśne z opcją zrobienia sobie kawki po wędrówce.
To jest klasyczny scenariusz planowania wypadów. Takich tras mam kilkanaście w moim notatniku z adnotacją “do zrobienia”. Bo już samo planowanie jest dla mnie niesamowicie przyjemne. Przepadam na całe godziny przeglądając mapy i robiąc notatki. Ten typ tak ma.

Czasami jednak zdarza się tak, że całe planowanie zaczyna się od doopy strony czyli od parkingu. Znajduje człowiek przypadkiem zatoczkę na końcu polnej drogi, patrzy a tam oznakowanie szlaku. Ponieważ znalazł się tam człowiek przypadkiem zaznacza jedynie miejsce na screenie mapy a w domu czym prędzej po powrocie siada i rozkminia gdzież to ten szlak prowadzi.

Takim właśnie pokrętnym sposobem udało mi się nadrobić punkt obowiązkowy w Masywie Ślęży, czyli Zamek Górka. Szukając czegokolwiek turystycznego w tej okolicy na bank na niego traficie. Ale ja , z moim umiłowaniem do odludnych miejsc, z jakiś przyczyn uznałam, że to miejsce ot nie dla nas. możliwe że dlatego, że da się tu dojechać autem. Pod same drzwi Zamku Górka!  Można przyjechać, wysiąść , cyknąć fotkę i odjechać. Albo jak dobrze stanąć to jedynie spuścić szybę , machnąć foteczkę na insta i spadać. Skąd wiem że tak ktoś robi? Bo przy nas 2 ekipy zrobiły taki właśnie szybki desant

Ale jak to jest z tą naszą trasą i czy warto się na nią wybrać.

A no warto! Zaczynamy z końca małej, lekko ukrytej polanej drogi na końcu której, zaraz pod ścianą lasu jest niewielka zatoczka- na 4..może w porywach, mądrze zaparkowanych 5 aut. Nie jest to oficjalny wielki parking, nie ma tu ławeczki na kawkę. Jest za to początek urokliwej i niewymagającej trasy, którą machnęłyśmy już 2 razy. I którą zostawię Wam, jako alternatywę dla innych części Masywu Ślęży.

Na początek jak zwykle parkowanie. pinezka na zatoczkę

Cała nasza trasa to przejście głównie szlakami, ale część, zwłaszcza ta początkowa będzie smyrała się też po zwykłych ścieżkach. Ponieważ nadal mamy sezon pająkowy i pajęczynowy, planując trasę sprawdzałam czy na google mapsach i satelicie te zaplanowane ścieżki widać.
Bo jak na satelicie widać leśny dukt, zazwyczaj oznacza to, że jest on na tyle szeroki, że albo pajęczyn nie ma, albo da się je dostrzec i szerokim łukiem ominąć

 

Całą trasę, mapkę i link do wersji www znajdziecie oczywiście, tradycyjnie na końcu wpisu. 
Ogromnym plusem tej trasy jest jej mała popularność. Począwszy do tego skąd startujemy, przez to, że wybieramy trochę nieszlakowych ścieżek (na samym początku wbijamy w lekko zarośniętą ścieżkę, wąską, ciemną ) po samą mniejszą popularność tej okolicy otrzymujemy przepis na spokojny chwilowy wypad. Bez większych, bardziej forsownych podejść. Nie znaczy to że idziemy cały czas po płaskim. Jednak różnica wysokości jest tak rozłożona, że jak dla nas prawie niewyczuwalna.

Na trasie w teorii powinno być trochę miejsc do napojenia psa. Jednak uwaga! byłyśmy tu z suczydłami 2 razy w odstępie 2 tygodni. Potoki może i są, ale teraz, kiedy mamy bardzo suchy okres potoki, które zapewne potrafią osiągnąć zacne głębokości aktualnie są stróżkami lub błotnistymi, śmierdzącymi kałużami. Woda ze sobą w plecaku.

Nawigacyjnie też nikt nie będzie miał problemów. Kiedy tuptamy po szlaku, mamy do dyspozycji doskonale oznakowaną trasę- czarny, zielony, niebieski ,czy “szlak misia” jak to ja mówię, czyli szlak archeologiczny. Również te całe nasze nieoznakowane ścieżki są tak szerokie że nie sposób którąś przeoczyć. Jasne , wszystko da się zrobić, na przykład jak się zagadać z mężem, ale poza takimi wyjątkami, trasa przyjemnie nieabsorbująca umysłowo.

Jak w każdej mojej wyprawie musi być cel nadrzędny. Czasem jest to szczyt, czasem pryzma ziemi zwana grodziskiem a czasem właśnie Zamek Górka.

Zamek Górka to takie dziwne i aktualnie lekko creepy miejsce. Był hotelem, żył, działał. Po czym w 2018 roku posty na FB się urywają, ostatni wpis mówi o remoncie dachu. Kiedy byliśmy tu teraz, czyli po 3 latach nadal widzimy uchylone okna, za którymi można łatwo dostrzec ściany z wiszącymi na nich obrazkami. Trawa w przyległym do Zamku parku jest idealnie przystrzyżona a w koszach na śmieci są założone świeże worki. I tyle. Żywego ducha wokoło. Jakby nagle wszystko wyparowało. Miejsce ma w sobie coś magicznego . I za pierwszym i za drugim razem myślałam sobie o tym, jak genialne byłoby tu przykulać się tak rano jak my, złapać kawkę z hotelowej restauracji, może śniadanie w cieniu murów z drugiej poł. XIX w.

Po historię tego miejsca, którą warto poznać ,odsyłam na stronę Zamku Górka, bo gdzież by inaczej. KLIK KLIK TUTAJ 

Każde takie miejsce, opuszczone, mniej czy bardziej zaniedbane, ale nieczynne, wywołuje u mnie dziwne ukłucie. Siedząc na schodach Górki, wcinając z P przytargane przez nas naleśniki z jabłkami, zastanawiałam się jakby to było, gdyby tu wszystko działało. Czy byłoby słychać gwar rozmów. Czy dostalibyśmy dobrą kawę i przede wszystkim , czy to miejsce byłoby psiolubne 🙂 Po cichu liczę, że Zamek Górka kiedyś jeszcze tak nas uraczy a na razie pozstaje co jakiś czas wpaść tu, zobaczyć czy coś się zmienia. Ale przede wszystkim delektować się świętym spokojem podczas wędrówki

Dystans jaki machnęliśmy to ok 9.5 km ale bardzo łatwo można go wydłużyć. My na pewno niedługo wybierzemy się na taką updateowaną trasę. Nie ma tu wielkich wyczerpujących podejść, te ktre wyraźnie widać nie są forsowne. Większość podejść robi się niezauważenie, idąc lekko pod górkę po płaskiej, szerokiej ścieżce

Pamiętajcie, że w suchym okresie, potoczki i strumyczki wysychają, lepiej więc zabrać swój zapas wody

Pod Zamek Górka dojedziecie autem, ale wiadomka, przyjemniej przejść się i dojść do niego na własnych nogach i łapach

W miejscu parkowania miejsce na ok 4 samochody, więc takie ranne ptaszki co to startują na szlak o 6 będą miały łatwiej. Nie ma tu niestety za bardzo miejsca na rozłożenie się z kuchenką i kawką, chyba ze na kocyku piknikowym ale jak na nasz gust to tak na mocno na upartego

Mapka do trasy do kliknięcia TUTAJ albo poniżej do zobaczenia 🙂

1 Comment

  1. Jak ja strasznie nie znam Sudetów, to aż wstyd. Muszę kiedyś nadrobić…

Dodaj komentarz