Ostrzyca- Samotna Góra i wulkaniczne wyziewy

Lubicie niezwykłe wyprawy? Macie czasem ochotę na coś zupełnie innego?

Ja tak! Uwielbiam nietypowe miejsca. Ze względu na wygląd, historię,charakter albo chociaż nazwę.  Coś, co je wyróżnia i sprawia mi dodatkową frajdę podczas wyprawy.

Nie wiem czy wiecie, ale mamy w Polsce wulkany. BA! mamy całą Krainę Wygasłych Wulkanów! Kto bogatemu zabroni 😉 Całą tą wyjątkową na skalę kraju krainę znajdziecie nie gdzie indziej, jak na moim ukochanym Dolnym Śląsku. Są wyplujki z wulkanów (klik) czyli to co z niego wyciekło i spektakularnie zastygło- bazalty. Oglądaliśmy je w MMyśliborzu i  Sędziszowek (klik) .

Są też same wulkany, na przykład Okole (klik -wpis)

I jest Ostrzyca Proboszczowicka, zwana Śląską Fujiyamą. Najbardziej znana, stanowiąca symbol całej krainy, łatwo rozpoznawalna z daleka, taka trochę Samotna Góra, więc dola fanów Tolkiena dodatkowy fun z jej zdobywania (na szczęście smoczydeł ani innych niebezpiecznych gadzin nie stwierdzono) . I do tej pory nas tam nie było. Nadszedł najwyższy czas to zmienić! Bo jak to tak, tyle już w Kaczawach zobaczyć, a nie być w miejscu, które chyba stanowi symbol regionu.

Ostrzyca to tak na prawdę pozostałość wulkanu. Jego zewnętrzna część uległa już erozji, pozostał tylko komin wulkaniczny, który wznosi się na wysokość 501 m n.p.m.  Góra nie jest wysoka a i zdobywanie jej nie stanowi większego wyzwania. Pewnie z tego względu w każdą lepszą pogodę można spodziewać się na niej tłumów.

Ale od początku. My w ramach zaliczenia wybraliśmy szybkie wejście z miejscowości Proboszczów.  Piesowóz porzuciliśmy dość wcześnie bo zaraz na początku drogi koło boiska (pac, pinezka na mapie)

Na mapie zobaczycie leśny parking niecały kilometr dalej. Ja mam szacunek dla auta i nie przepadam za wjeżdżaniem w nieznane polno-leśne ścieżki, które jednocześnie są szlakiem. Stąd nasza decyzja o trochę dłuższym spacerze. Ścieżka jest urokliwa, zacieniona dużym drzewami więc nic nie straciliśmy 🙂

Kamyczkową droga dochodzimy na wysokość wyznaczonego parkingu leśnego. Ponieważ sami chcieliśmy zostawić auto wcześniej, w dużej mierze przez moje obawy co do wjazdu i przede wszystkim wyjazdu stamtąd, nie mogę mieć pretensji, że co jakiś czas sielski spacer przerywa nam ewakuacja na pobocze, przed przejeżdżającym autem. Już wtedy powinno mi piknąć, że tyle aut oznacza też TYLE ludzi, no ale jak się idzie w takie miejsce w niedzielę i to przepiękną pogodowo, to się ma zakaz otwierania dzioba i narzekania 😉

Po jakimś czasie ścieżka zmienia się z szutrowej w bardziej leśną, pnącą się pod górę. W końcu! przecież mamy zdobywać wulkan! To na prawdę bardzo przyjemna trasa. Może nie jest geriatryczna. Jednak leśny dukt ku górze nie jest dla każdego , ale mimo wszystko nie jest to wymagająca wyprawa.

Dla mnie największy minus wycieczki stanowiła ludność w sporej ilości. Ostatnio wybieram szlaki mniej oblegane, pogoda, w którą wędrujemy tez powoduje, że mniej ludzi wyrusza na szlak. I nie myślcie, że jestem aż tak aspołeczna. Niestety zauważyliśmy wielu ludzi z psami. To cieszy! Sprawia mi radość widok zadowolonych ze spaceru futer. Ale akurat wtedy trafiliśmy na wysyp psów na smyczy typu flexi i kolczatkach. Tych wiszących niczym łańcuch rapera. Wiem, że zwracanie uwagi osobom, które wybierają taki sposób prowadzenia psa nic nie daje, ale widok czegoś takiego doprowadza mnie do białej gorączki.

Jeśli macie sprawdzone sposoby na rozmowę z delikwentami od kolczatek na szlaku-proszę, dawajcie znać !

Na szczęście był z nami P, który jak nikt potrafi przekierować moją uwagę z ignorancji właścicieli psów na kwestie szlaku. Ostatni etap wędrówki na szczyt to kilkaset kamiennych-bazaltowych schodów. Wspinaczka nie jest  bardzo długa a wielkość schodów nie sprawia trudności nawet tak małym psom jak suczydła.

Ze szczytu rozpościera się genialny widok. Może nie jest t wysoka góra, ale stoi samotnie z niezadrzewionym czubkiem, pozwalającym rzucić okiem na całą okolicę. Ze szczytu mamy widok na 270 stopni więc jest się na co porozglądać. Na górze jest torchę miejsca. Nie na tłumy ale spokojnie udaje się znaleźć miejsce dla siebie.

Nie wiem jak to jest, ale świadomość, że siedzi się na wygasłym wulkanie, pozostałości czegoś co było tu i o zgrozo działało, miliony lat temu sprawia, że mam lekkie ciarki. Historia ziemi, o której uczymy się w szkole to jedno, ale ta namacalna, którą sami wybieramy by zgłębiać to zupełnie co innego.Dla mnie o wiele bardziej fascynującego i wciągającego. O geologii dowiedziałam się więcej odkąd regularnie wpadam w Kaczawy niż przez całą swoją edukację szkolną, a leserem nie byłam .

My ze szczytu za dużo zdjęć nie mamy. Jednak trochę aspołeczniaka we mnie siedzi a widok wspomnianych kolczatek i flexi sprawił, że wolałam nas ewakuować zanim nie zapanuję nad językiem 😉

Ostrzyca Proboszczowicka- czy warto ? Zdecydowanie tak! że względu na to czym jest, ze względu na widoki z góry, na urokliwą ścieżkę i piękne bazaltowe schody, idealne do zdjęć.

Czy mimo mojego narzekania na tłumy, smycze itp polecę wyprawę na ten szczyt- jak najbardziej tak! jeśli jeszcze nie byliście, koniecznie jedźcie nadrobić

      • Trasa od pinezki na szczyt + powrót tą samą trasą -niecałe 5 km
      • na trasie miejsce ogniskowe i rowerowo naprawcze
      • wyznaczony leśny parking na lekko kilkanaście aut (parkując tam skracacie trasę )
      • przejście szlakiem żółtym. Nawigacyjnie nie da się zgubić
      • trasa prosta poza schodami na sam szczyt (niewysokie stopnie ale w ilości hurtowej)
      • w weekendy przy ładnej pogodzie można spodziewać się tłumów

Dodaj komentarz