Zawodna-na wieżę widokową z Sędziszowej

Ostatnio mam jakiegoś fisia na punkcie wież widokowych. Myślę, że to nie jakaś moja indywidualna fiksacja a efekt „wysypu” takowych atrakcji w regionie . Niedawno udało nam się wbić na bardzo psiolubną i nową wieżę widokową na Trójgarbie , wcześniej była trochę mniej pisolubna nawierzchnią Borowa nie wspominając już o Mściwojowie, niedostępnej dla futer, no ale jeśli jest się ekipą można wspinać się na zmianę , podwrocławskich  Kotowicach czy troszkę dalszych jak na przykład Smrk w Izerach

Żyć, nie umierać i tylko wspinać się i widokować! Kiedy wyczaiłam, że w okolicach Gór Kaczawskich machnęli nową wieżę, o której na razie cisza na forach, a zatem można liczyć na spokój, kiedy cała społeczność wali tłumnie na Trójgarb, nie było opcji, żebym nie zabrała tam stada.

Domniemanie, że jest też psiolubna i że pogoda będzie wymarzona sprawiło, że choćby nie wiem co , musieliśmy tam być ! To, że na trasie było kilka keszy, ot taki dodatek. Pomówienia P. że wybieram ostatnio trasy ze względu na stężenie geocachingowych skrytek to pomówienia !  🙂

Zawodna, bo o tym szczycie mowa do górka o wysokości 445 metrów. Można się na nią dostać bardzo szybko z miejscowości Gozdno, ale co to za przyjemność, zdobywać szczyty w kwadrans? My, naszą wyprawę rozpoczęliśmy z miejscowości Sędziszowa, przy szlaku wygasłych wulkanów, czyli żółtym.

Na mapie przypineskowałam Wam parking. Przy restauracji nie można zostawić auta na dłużej ale miła Pani pokierowała nas przez bramę i dalej drogą. Jeśli będziecie jechać tą właśnie ścieżką w kierunku parkingu powiadam Wam – on tam jest, jedzcie dalej,  nie traćcie nadziei 😉 z resztą i tak nie zawrócicie błahahaha. A na serio. Dla takich drogowych cykorów jak ja, przejazd drogą, gdzie po jednej stornie mam skarpę ze strumieniem a po drugiej skałę kończy, się odśpiewaniem pieśni na przemian religijnych i takich rodem ze speluny w ramach zaklinania rzeczywistości, żeby nic nie jechało z przeciwka. Tak czy owak parking jest i to spory, jest nawet wiata i miejsce na grilla!

*( wjazd na drogę prowadzącą do parkingu przy Organach przez restaurację Młyn Wielisław. Wjazd na parking restauracji a potem heja przez bramę w kierunku Organów Wielisławskich. Tak właśnie tam 🙂 )

Stratujemy drogą przy Kaczawie. Jeśli się przyjrzycie, możliwe że jak my zobaczycie ślady bytności bobrów <3 Cały czas jest to szlak żółty

Na początek pierwsza atrakcja czyli Organy Wielisławskie. Ponieważ  geologia nie jest moją stroną sprzedam Wam info z jednej z tablic „formy ciosu ryolitowego o czerwonej barwie, ułożone w kształcie wachlarza”. Duże, robi spore wrażenie, a ja , szukając info o tym miejscu natrafiłam na niezastąpioną Ville Gretę, gdzie znajdziecie film. Istnieje teoria że to właśnie w tej okolicy zostało ukryte po wojnie słynne „złoto Wrocławia”.

Tu znajdziecie garść dodatkowych info i film o poszukiwanich skarbu. Na moją wyobraźnie działa !

Niedługo po przejściu za Organy zaczyna się podejście. Jeśli pokusicie się o zboczenie na chwilę ze szlaku na szczyt Wielisławki (369 m n.p.m.) Czeka tam punkt widokowy, dla mnie jego idea jest mocno dyskusyjna, nawet teraz, bez liści widać mniej niż byśmy chcieli, ale jest tablica, dzięki której możemy się podomyślać co to się kryje za drzewami 🙂 Dodatkowo są tam ciekawe pozostałości zamku w postaci murów i  gospody turystycznej która działała tu do roku 1945

Dreptając dalej mijamy się ze szczytem Gajowa (372), szlak obchodzi go wokoło , nie ma co się więc martwić ostrymi podjeściami czy zejściami. Co jakiś czas nasz szlak przecina się z rowerowym, uwaga więc na nawigację 🙂 i teraz nastąpi mrożąca krew w żyłach historia , którą opowiedziałam też na Facebooku .

Wniosek z naszej przygody z dzikami , poza tym że klasycznie, niczym w historiach wędkarskich dziki w mojej opowieści rosną za każdym razem, jest taki, że w lesie pieseły dla bezpieczeństwa mieszkańców lasu i swojego chadzają na smyczałce 🙂

Po przejściu jeszcze kawałka szlakiem żółtym , przejściu ścieżką przez super błotniste pole kukurydzy doszliśmy do miejsca gdzie szlak żółty, czyli nasz początkowy plan odbijał od dobrze widocznej już wieży widokowej na Zawodnej. Posiłkując się apką z mapy.cz ,że damy sobie radę i wgramolimy się na górę szybszą trasą, niemożliwe żeby nie było jakiejś już istniejącej, na sam szczyt właśnie od tej strony. I jest !

Nieoznaczona, na razie trzeba iść „na oko” żeby nie powiedzieć „na pałę”. Kiedy tylko pojawi się odbicie w szlak rowerowy na górę -poznacie po utworzonych pod to „korytach” (?nie wiem jak to się zwie fachowo, ale na chłopski babski rozum to takie ustrojstwa żeby na zakręcie nie wypaść i poczuć się jak bobslej na zimowej olimpiadzie, więc ciężko nie zauważyć) należy trzymać się tego kierunku.  Ta trasa dosłownie po parunastu metrach wprowadzi nas na ludzką ścieżkę, którą spokojnie wczłapiemy się na samą górą. Nie jest to skomplikowane- wieża cały czas jest w zasięgu naszego wzroku, przebijając się miedzy drzewami na szczycie .

Kiedy już uda się znaleźć szczyt można zauważyć jedno- to jest super nowa miejscówka. Stół , żeby zrobić sobie przekąskę na trasie, niezaśmiecony teren wokoło. Szkoda, że właśnie to świadczy  o nowości. Szkoda też,  że jak tylko ruszą tu tłumy stoły zapewne długo nie wytrzymają a i wokoło nie będzie tak czysto. Ci którzy śledzą facebookowe sudeckie forum na pewno widzieli fotki jak wyglądała wiata na Borowej niedługo po otwarciu. Śmieci można przynieść ale jakimś cudem wynieść jest już ciężko. Dopinguję gorąco żeby to miejsce nie było popularne. Żeby ludziom nie chciało się tu przychodzić .. albo może jakimś cudem odwrotnie? Żeby przychodzili, wędrowali ale potrafili też zadbać o to co zastają na miejscu? Ciekawe czy się tak da? 🙂

Tym razem mieliśmy idealną pogodę. I nawet wiatr, jaki wiał na górze wieży nic a nic nie porzeszkadzał. W temacie góry- na wieży znajduje się najbardziej epicka miejscówka na zjedzenie kanapek i wypicie herbaty z termosu! Komu uda się tam przysiąść będzie miał szczęście. Widoki są warte wdrapania się tam 🙂 Było doskonale widać m. in. Ostrzycę czyli górę, jakimś cudem nadal przez nas niezdobytą, ale co się odwlecze to nie uciecze, jak to mawia Babcia 🙂

Powrót zaliczyliśmy dokładnie tą samą trasą, całość, z szukaniem keszy czyli moim kręceniem się po krzakach to około 12 km.

  • Trasa łatwa, tylko na początku podejście ale krótkie
  • nawigacja prosta
  • trasa bardziej popularna przy Organach Wielisławskich, potem więcej spokoju na szlaku
  • wieża widokowa z Zawodnej to nówka, bardzo ładna i bardzo psiolubna- Suki bez problemu wspięły się na sam szczyt
  • z miejsca gdzie my zaliczyliśmy ostatnie podejście brak na razie oznakowania na wieżę, ale to bankowo kwestia niedługiego czasu a samą wieżę dobrze widać pomiędzy drzewami już z daleka
  • sporo zwierzyny, uwaga na psy 🙂
  • oficjalny parking na legalu  pod samymi Organami, ale dojazd wąską dróżką, więc ostrożnie
  • długość naszego przejścia-ok 12 km

Dodaj komentarz