Pogórze Kaczawskie i wulkany

Czy istnieją regiony tak nieatrakcyjne, w których spędzając więcej niż jeden dzień nie znajdziemy nic ciekawego? Stanowczo NIE!

Czy chcąc pochodzić po jakiś górkach i pagórkach koniecznie musimy jechać w serce Sudetów czy w Karkonosze? Odpowiedź taka sama – jak najbardziej nie 🙂

My tym razem postanowiliśmy powłóczyć się trochę po Pogórzu Kaczawskim. Jechaliśmy z nastawieniem na poszukiwanie wulkanów i spacery po górkach. Bo jakież było moje zaskoczenie gdy jakiś czas temu odkryłam, że gdzieś niedaleko nas jest jedyna taka kraina, w której namacalnie można zobaczyć i wygasłe wulkany i to co zostało po czasach ich aktywności! Ale żeby wulkan znaleźć trzeba trochę pochodzić 🙂 i cieszę się, że tak postanowiliśmy. Inaczej ominęły by nas fajne widoki i miejsca. Absolutnie polecam tą okolicę każdemu, kto ma ochotę na mniej wymagającą aktywność niż na przykład wspinaczka na wyższe szczyty, jednocześnie mając chęć na samotną wędrówkę, delektowanie się tym co widzi.

No dobra. Fajnie się wędruje, ale gdzie te wulkany? Wiadomo – nie spodziewajmy się góry Fuji, ale jednak coś musi być. A oto i one! A przynajmniej wstęp do ich zdobywania 🙂

WULKANY

Zaczęliśmy od Czartowskiej Skały, bazaltowej pozostałości po kominie wulkanicznym. Tak, doczytaliśmy przed przyjazdem, bo ja skały rozpoznaję jeszcze gorzej niż drzewa, czyli wiem jak mniej więcej wyglądają te kamulce w pierścionkach, ale już taki sam „dziko żyjący” to dla mnie abstrakcja. Mimo to, pochwalę się – jak już wdrapaliśmy się na Skałę, nie dało się nie zauważyć tych takich pionowych cosiek, które wg wszelkiego tentegowania są właśnie bazaltami 🙂

Skoro już zlokalizowaliśmy pierwszą pozostałość powulkaniczną, a ja uświadomiłam sobie jakim plackiem jestem jeśli chodzi o wiedzę o kamieniach… tfu – minerałach, to nie pozostało nam nic innego jak coś z tym zrobić. Głównie z moim brakiem wiedzy, w dalszej kolejności z wulkanami. I takim oto sposobem zawitaliśmy do miejscowości…

DOBKÓW

Okej. Mamy już pierwsze wulkaniczne zdobycze, więc wypadałoby pogłębić naszą znikomą wiedzę w temacie. W związku z tym stado zawitało do Dobkowa, niewielkiej miejscowości, która postanowiła szerzyć wiedzę i umiejętności wszelakie w różnych jej punktach. I tak okazało się, że możemy zapisać się na poszukiwania agatów z Panem Geologiem, nauczyć się robić coś z ceramiki, czy dowiedzieć się czegoś o wulkanach.

Wszelkie info w temacie znajdziecie TUTAJ. My postanowiliśmy tym razem zwiedzić Sudecką Zagrodę Edukacyjną. Oferta oprowadzania skierowana jest głównie do rodzin z dziećmi, chociaż dowiedzieliśmy się, że przy większych grupach, lub przy szczęśliwym bezdzieciowym trafie też można się załapać na doroślejsze oprowadzanie. My, z naszym szczęściem trafiliśmy na bardzo rodzinną godzinę, więc sami się obsłużyliśmy i dokształciliśmy na ekspozycjach. Zwiedzanie z przewodnikiem to koszt 15 zł od łebka. Zwiedzanie indywidualne za darmoszkę 🙂

Widziałam początek wykładu dla dzieci – polecam, jeśli ktoś chce kreatywnie i produktywnie spędzić czas z potomstwem 🙂

Poza zwiedzeniem ekspozycji, przez napięty plan dnia, czasu starczyło nam jeszcze tylko na wizytę na niedalekim punkcie widokowym. Około 15-20 minut marszem z Zagrody. Na miejscu czekała na nas tablica z opisem terenu, geologii regionu i wskazówkami co właśnie widzimy. Dla nas szybki wypis gdzie przy najbliższej okazji należy się wspiąć żeby „zaliczyć” kolejne wulkany.

To na razie tyle jeśli chodzi o wulkaniczne przygody. Nie udało nam się zgłębić wszystkiego w tym temacie, więc na pewno niedługo wrócimy w te rewiry.

Mieliście okazję namacalnie spotkać się z takim, dawnym, ale bądź co bądź wybuchowym tematem? Co jeszcze polecilibyście nam do zobaczenia?

Dodaj komentarz