Jeziorko Daisy z innej strony.

O Jeziorku Daisy słyszało wielu. Pewnie ktoś słyszał też o tajemniczej energii, roztaczającej się wokół niego. W paru artykułach przeczytałam, że podobno odczuwa się tam cos, co sprawia że jest co najmniej dziwnie. Jest tak, że nie ma się ochoty tam wracać. Nic nie mówiąc o takich akcjach P, zabrałam jego i Suczydła na pętelkę ze Świebodzić. Bo opinie opiniami, ale najlepiej sprawdzić to samemu. I tak, przez trochę śniegów, trochę oblodzonych ścieżek, ruszyliśmy ze Świebodzic na spotkanie tajemnicy 🙂

Piesowóz zastawiliśmy na parkingu koło stadionu. Trochę zaryzykowałam czy przypadkiem nie będzie jakiegoś meczyku , ale miałam też nadzieję, że jeśli coś miałoby się tam dziać to po południu. A przecież my startowaliśmy na szalki z samego rana 🙂  Parking jest całkiem spory, nawet tegorocznym pierwszym przebłyskiem zimy, dobry do zaparkowania . Pinezka na parking.

Jeziorko znajduje się na terenie Książańskiego Parku Krajobrazowego a tak na serio to nazywa się Jeziorko Zielone. Potoczna, ładniejsza nazwa, pochodzi od księżnej Daisy von Pless, która lubiła się tu przechadzać.

Nasza wyprawa z założenia jest przyjemną, niezbyt obciążającą trasą.

Początek to droga przy działkach , przechodząca w ścieżkę wijącą się wzdłuż torów . Jak sami sprawdziliśmy aut tu nie jeździ za wiele, mimo, że w teorii można dojechać aż za działki- zapewne w sezonie działkowym można spodziewać się częstszego ustępowania samochodom. Plus , szczególne w końcowym etapie zimowe przejście , na większości ścieżek przechodzących pomiędzy polami, czy rzeczonymi działkami, można spodziewać się oblodzenia. Zabranie raczków okazało się dobrym pomysłem 🙂

Na początku, aż do wysokości “za pierwszymi zabudowaniami zamieszkałymi” drepczemy szlakiem czerwonym “zamek Książ- Bystrzyca Górna”. Ten szlak będzie naszym głównym, choć nie byłabym sobą, gdybym nie zaryzykowała przejścia jakąś ścieżką nieszlakową , ale oznaczoną na mapach cz 😉
Przyznaję, miałam małe obawy czy ta ścieżka- łącznik w ogóle istnieje i czy teraz, przy śniegach i z niskopiennymi pieskami, uda nam się przejść. Okazało się że się udaje, a tylko na początku przedarliśmy się nie za często odwiedzaną dróżkę. Przez ludzi. Bo tropów zwierzyny było tu mnóstwo, lepiej więc dobrze pilnować piesków.

Ścieżka łącznikowa była mi potrzebna żeby przeskoczyć na szlak zielony. On doprowadzi nas już do samego Jeziorka. Jestem mile zaskoczona oznakowaniem na trasie. Jakoś mi się wydawało, że nie jest to bardzo popularna ścieżka, więc brak odświeżonego oznakowania nawet by mnie nie zaskoczył. A tu miła niespodzianka 🙂 Te podejścia, które mamy na trasie, czyli na wysokości magicznego łącznika i niedługo po nim, przy podejściu koło szczytu Czepiec ( 415 m n.p.m.) są, ale nie są tak męczące jak mogłyby wyglądać zerkajac na wykres przewyższeń. Akurat na rozgrzanie się, ale nie zasapanie.

Znając już trochę Góry Wałbrzyskie, z radością przywitałam przyjemne przejście bez wypluwania płuc na podejściach 😉

Jeziorko Daisy, do którego dochodzi się łatwo i szybciej niż ja zakładałam dla nas, to niezbyt duże bajorko pomiędzy pagórkami. To nie epickie Como, raczej bardzo duże oczko wodne w dzikiej scenerii. Ale ma swój urok. Może tej dzikości, może szczęście jakie mieliśmy czyli bytności tam tylko we własnym towarzystwie. I mimo, że nie kolorowe a wręcz monochromatyczne, jedynie z ciemniejszą, lekko niebieskawą taflą lekko zamarzniętej powierzchni , miało swój urok. Urok, choć jak dla mnie nie ten zły, czy niepokojący. Ot, fajne miejsce. Co oczywiście nie znczy, że jeśli jesteście bardziej wrażliwi i Wy nie poczujecie tego CZEGOŚ, tutaj. Na pewno warto wybrać się choćby po to, żeby sprawdzić tą teorię.

Fajności miejscówce dodają pozostałości domku myśliwskiego. Można przejść przez jego wnętrze, które po niskim sklepieniu sądząc było chyba podpiwniczeniem, choć z doświetleniem i widokiem na wodę. Kolejny plus jest taki, że w przeciwieństwie do wielu ruinek, tu nie ma potłuczonego szła ani ludzkich QP. a tak tak, często na takie znaleziska się natykamy 🙁  Ale tutaj pieski mogę wejść do środka, ale zawsze pod nadzorem. To że teoretycznie nie ma dla nich zagrożeń, nie znaczy że coś się gdzieś nie czyha. Od szkła po śmieci. Wiecie że na wyprawie do rezerwatu Zwierzyniec, w pozostałościach strzelnicy, znalazłyśmy .. wielką cukinie! Była tak dziwną rzeczą, błędem matrixa w tym miejscu, że pamiętam o niech do dzisiaj! Odjechane znalezisko, ale świadczy o tym, że spodziewać to się można wszystkiego i wszędzie

Drogę powrotną zaplanowałam nam znowu z użyciem łącznika. Ale ten widać od razu, będąc obok Jeziorka, przeprowadza nas przy polach, żeby za chwilę dać nam wbić na szlak znany już nam szlak czerwony, którym będziemy dreptać aż do samochodu. I to właśnie tu okazało się, że zimą zawsze warto zabierać raczki. Ciężar i rozmiar nie za duży a może ratować tyłek. Najtrudniejsza okazała się wędrówka po prawie płaskich (nachyleniem) ścieżkach, jednak najbardziej oblodzonych i nierównych przez rozjeżdżenie jakimś sprzętem rolniczym. Nawigacja i tutaj jest przyjemna i niewymagająca. Można ot tak dreptać i delektować się wędrówką i przestrzenią

Trasa którą poniżej załączam Wam jako screen i wersję do kliknięcia, to ok 13 km dobrej trasy. Dobrej nawet zimą i dla mniej wprawionych piechurów. Na pewno przepiękna jesienią, ale i zimą dająca to co tak lubimy- spokój, bliskość natury i przedreptane kilometry 🙂

JEZIORKO DAISY MAPKA 

Dodaj komentarz