Międzygórze- wokoło spacerem po śniegu

W tym roku śniegu delikatnie mówiąc za dużo nie ma, zatem wyprawy w jego poszukiwaniu jawią się po stokroć atrakcyjniej. Po tym jak zaliczyłyśmy z Bu zimowe Międzygórze i  wejście na Śnieżnik, kiedy okazało się że jest opcja na kolejny wypad w te okolice, nie trzeba było mnie w ogóle namawiać, wystarczyło powiedzieć na którą mam być 😉

Ponieważ śnieżnikowe wejście odbyło się  w niezwykle przyjaznych warunkach pogodowych, pokusiło mnie żeby tym razem zabrać ze sobą też Pufiaka. Sucz wraca do formy, a skoro wiem, że wyprawy to coś co lubi najbardziej, to czemu nie miałaby w tym roku też zakosztować śniegowych wariacji!

Nasze bardzo ambitne plany wędrownicze to znowu Międzygórze. Ten sam parking, z którego wyruszaliśmy na Śnieżnik i tym razem był naszym miejscem wyjściowym

Ale teraz postanowiliśmy ruszyć w zupełnie innym kierunku.

Za cel obraliśmy sobie Czarną Górę. Jak ambitnie to ambitnie! Od początku wiedzieliśmy, że to wejście będzie składało się z większej ilości konkretnych podejść. Już początek , czyli szlak niebieski (patrz -> mapy.cz)  pokazał nam, że w sumie ta dodatkowa kurtka to mi nie jest potrzebna, a mi jest już po paruset metrach gorąco 😛

Mieliśmy zamiar dalej  przejść szlakiem zielonym, przeskoczyć na czerwony potem dalej na szczyt. Góry mają to do siebie, a już zimowe to w ogóle, że plany jedno a rzeczywistość drugie.

Musicie wiedzieć, że na Czarną Górę wybraliśmy się niezłą ekipą – pufostado, Lind z Łukaszem  i ( tu graty za odwagę do wyprawy z nami 🙂 ) Martyna i Leo. Mocna reprezentacja Zapsionych Podróży. Na takich wyprawach serducho mi puchnie ze szczęścia, że pomysł Zapsionych zaskoczył. Że super ludzie organizują się i wspólnie ruszają na szlak <3  Niskopienne pieski rules, ale jak się okazało nie zawsze.

Nasz szlak, mimo że oficjalny i wcale nie jakiś niszowy , okazał się fragmentarycznie wydeptany. Fragmentarycznie czyli było trochę śladów po chyba ze 2 osobach, a później już dziewiczo nieprzetarty.

Myślicie że nie ma śniegu? to Wam powiem, że tam był i to nawet tyle, że pieski o łapkach krótszych niż seter angielki miały spore problemy z poruszaniem się. Koszmarne kule śniegowe nie były jedynym problemem

Ponieważ bezpieczeństwo i komfort futer stawiamy najwyżej byliśmy zmuszeni podjąć trudną decyzję

Po około 3 km zdecydowaliśmy się zawrócić. Minęło już trochę czasu więc nie ryzykowaliśmy powrotu na parking i zaczęcia wyprawy od nowa, na przykład na Śnieżnik. Ale! nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, zwłaszcza kiedy ma się w ekipie znawcę okolicy 🙂

Nasza nowa trasa miała nas przeprowadzić na około, zahaczając o potencjalne piękne widoki. I wiecie co? na 100 pro się udało!

Z punktu krytycznej decyzji przeskoczyliśmy na szlak rowerowy. Wyglądał na dobrze wydeptany i przetarty i taki był na całej długości. Wiodący lekko pod górę, bez większych niespodzianek śniegowych . Nie wiem czy to po prostu bardziej popularna destynacja , czy nie tylko my postanowiliśmy zmienić plany, ale najważniejsze, że tym razem nie mieliśmy żadnych problemów z przejściem 🙂

Całą naszą trasę zaznaczyłam Wam na mapce, którą znajdziecie na końcu wpisu. Nie mieliśmy żadnego szczytowego celu. Chcieliśmy przejść się, ponapawać przepiękną pogodą, jaka nam wpadła, zaliczyć epickie widoki. Udało nam się to w 100 procentach. I mimo sero serio pogody jak na zamówienie na “naszej” trasie nie spotkaliśmy prawie nikogo. Mieliśmy góry tylko dla siebie.

Czy warto było jechać ? Zdecydowanie tak! Międzygórze wymiata! <3

Czego uczy ta wyprawa? Przede wszystkim tego, że do gór trzeba mieć niesamowity respekt. Mimo pięknej pogody, wręcz idealnej, musieliśmy przyznać, że to nie są warunki dla nas. Przede wszystkim nie dla naszych psów. Wędrując z futrami najważniejsze jest, by im zapewnić komfort. Mierzenie sił na zamiary to chyba najważniejsze co trzeba umieć wychodząc nawet w te niewysokie pagóry

Mimo że nie doszliśmy tam gdzie planowaliśmy była to jedna z ładniejszych i przyjemniejszych wypraw sezonu. Rzucenie hasała do spotkań podróżujących psiarzy pozwoliło mi poznać niesamowitych ludzi, z którymi wyjście na szlak to czysta przyjemność, gdziekolwiek by się nie szło 😀

Poniżej tak jak obiecałam wrzucam screen mapki wg czeskich map (pamiętajcie, że warto mieć je ściągnięte  w trybie offline, a i papierowa mapa nie zaszkodzi, jakby miało baterii w telefonie zabraknąć 😉

Trasę przejścia zawdzięczamy Łukaszowi i Lindowi. W ogóle cała pełnoskładowa ekipa seterowa to skarbnica  pomysłów na wypady i trasy nie tylko na Międzygórze ale i mnóstwo innych terenów . Jeśli chcecie ich poznać na żywo a także innych zapsionych podróżników śledźcie info na facebooku, gdzie pojawiają się informacje o comiesięcznych spotkaniach. Mam nadzieję, że całe to koronozamieszanie szybko się skończ, a my wszyscy, zdrowi i pełni energii spotkamy się na Zapsionych wydarzeniach i na szlakach 🙂

Dodaj komentarz