Sępia Ławka- w Sowie startuj rano a się nie zasępisz

Uwielbiam dziwne miejsca docelowe wypraw. Nie muszą być bardzo turystyczne. Ba! nawet fajnie jeśli nie są.
Z biegiem lat coraz bardziej naciskam sama na siebie, żeby planować wypady tak, żeby w miarę nikogo nie spotkać.

Może to być ciekawa nazwa , jak na przykład głaz narzutowy Piotrek 😉 albo jakieś kurhany- co z tego że top tylko większa pryzma ziemi. Kurhany to kurhany ( po takie atrakcje kliknij tutaj:

Ludgierzowice

Kurhany w dziczy, Muszkowicki Las Bukowy

Żmigródek i Zapadły Zamek

Ale pomysłów na wypad jest tyle ile szlaków w Sudetach, więc prawie nieskończenie wiele. Ważne, żeby mieć cel, który będzie nas napędzał i dawał radość kiedy już zostanie osiągnięty.

U progu jesieni dałam się skusić na cel -atrakcję turystyczną. Nową, a więc z dużym zagrożeniem sporego zaludnienia. I miałam rację. Na szczęście i na to są sposoby. Oto jak to zrobić, żeby zaliczyć Sępią Ławkę w Górach Sowich

Na początek parking. Wybór tego jest strategicznym podejściem. Do wycieczki na Sępią Ławkę najlepiej wybrać albo duży na Przełęczy Jugowskiej albo mniejszy oznaczony jako „parking nad Sokolcem”. U nas wybór padł oczywiście na mniejszy. Przyjechałyśmy tu przed 8 rano i to była dobra decyzja. Kiedy zeszłyśmy ze szlaku- po 11 działy się tu sceny dantejskie. Auta parkujące wzdłuż już i tak wąskiej i krętej drogi,. auta próbujące wjechać na zapchany parking- o maksymalnej pojemności 13-16 aut. Plus oczywiście te ..hmmm… pełne miłości bliźniego spojrzenia na nas, od czekających kierowców, kiedy próbowałyśmy się ogarnąć. Wniosek- chcesz tu wpaść w sezonie- rusz pupala wcześniej i nie miej problemów i stresów

Parking przy  okazji ma wiatę, ławki i miejsce ogniskowe. Fakt- wiata pełna towarzystwa pająków ale jednak jest.

Z parkingu od razu wbijamy na szlak niebieski i na w sumie jedyny etap trasy z podejściem. Na około 3 km zaliczamy całe wznoszenie się, tak więc akurat w pełni sił

Od samego początku było wiadomo jedno- to będzie piękna wycieczka. Sowie mają tą zaletę , że prawie na każdej trasie łapiemy cudne widoki . Szlak nie jest wymagający. Tym razem M nie było z nami ale myślę, że do samej ławki doczłapie się prędzej czy później prawie każdy.

Podejścia są trochę na zasapanie ale nie na wyplucie płuc. Szlak nawierzchnią też nie jest bardzo trudny. Nie ma tu wielkich kamieni, luźnej ziemi czy gliny, z której łatwo by było się ześlizgnąć.

Ze szlaku niebieskiego płynnie przeskakujemy na zielony. Nawigacja na całej proponowanej przeze mnie pętli nie jest trudna. Ogólnie na skrzyżowaniach dobrze jest spojrzeć na kolory szklaków i tyle. Z zielonego wypatrujemy sporego znaku , który już wprost wrzuca nas na żółty szlak , bezpośrednio pod Sępią Ławkę. To ostatni etap podejść. Wgramolić się i , rozsiąść i podziwiać w nagrodę 🙂

Sępia Ławka powstała jako doskonały punkt widokowy i na pamiątkę odwiedzin sępa płowego w Sowich. Jak informuje nas tablica 7 czerwca 2025 roku o godzinie 13:40 nastąpiło pierwsze udokumentowane pojawienie się tego ptaka w Górach Sowich. To jednocześnie jedna z największych sensacji ornitologicznych 25 r. Jeszcze lepsze jest to, że sępa złapała fotopułapka. Ale nie tylko samego sępa ale i sępa jedzącego sarnę, pozostawioną przez wilki- COMBO JAKICH MAŁO !

Z ławki wybrałyśmy pętlę przez Koziołki , Lisie Skały, Kozie Siodło. Profil wysokościowy tego etapu to wręcz płaskości. Idealnie żeby się rozpędzić i delektować widokami. A te są moim zdaniem obłędne. Są dalekie widoki , widoki leśne na klimatyczne ścieżki. Niczym z baśni. Miałyśmy pogodę pół na pół- trochę słonecznej jesieni a trochę „dawaj idziemy żwawo bo głupio byłoby zmoknąć”. I wiecie co? w każdej jednej chwili było ” borze liściasty jak tu pięknie!”

Na koniec przechodzimy obok Schroniska Sowa

Aktualnie jest ono w remoncie a na samym schronisku brak informacji o planach zakończenia modernizacji. To że miejsce się odnawia- super. To, że nie ma na zewnątrz miejsca z pieczątką- smuteczek bo liczyłyśmy że złapiemy wbicie do notesu pamiątkowego. Na parking spadamy. Dosłownie bo jest tu krótkie acz ciut mocniejsze zejście. Ale nadal nie aż takie żebym odradzała np z dziećmi czy starszymi psami. ot- trzeba zejść. Najostatniesze 100parę metrów przechodzimy szosą. Wąsko, jest zakręt a o godzinie tylko 11- 12 większy ruch. Więc uwaga

Cała trasa proponowana tutaj to około 10 km. W praktyce wyszło prawie 13 ,mimo że szłyśmy dokładnie po planie, ale nie odczułyśmy tego ani trochę. Jest miło, przyjemnie i bardzo do polecenia. Poniżej zostawiam Wam mapkę tej właśnie trasy (klik po mapy cz)

Zostawiam też wersję nr 2. To była nasza alternatywa w razie gdyby parking pod Sokolcem okazał się pełen lub niewjeżdżalny. Opcją zapasową był strat z przełęczy Jugowskiej. Ale uwaga- to co tu zobaczyłyśmy wracając to dopiero było… Rano- pusto. koło południa… nie wiem jak to powiedzieć.. nie rozumiem jak można nie zebrać się rano albo uznać , że to dobry pomysł jechać w takie miejsce, w niedzielę. Żeby zaparkować wzdłuż drogi, prawie blokując przejazd i dreptać kilkaset metrów jak nie kilometr, żeby wejść na szlak. Dla mnie- miłośnika świętego spokoju to się w głowie nie mieści. Ot- albo wstaje wcześniej, nawet jadąc z M, albo przyjeżdżam w miejsca jak to w tygodniu czy całkowicie poza sezonem.

Tak czy siak- oto druga wersja 🙂 klik po mapy cz 

Dodaj komentarz