Wielka Sowa po bezludnych ścieżkach- z Przełęczy Walimskiej

W wyprawach z dzieckiem, przynajmniej u nas na razie, sama droga i szlak to trochę mało, żeby wycieczka była zaliczana do tych, które 3 latek uznaje za epicką. Mnie cieszy wędrówka. Dla M dodatkowe atrakcje są zawsze na pro.

A jakie atrakcje znaleźć na szlaku? A tu na szczęście dziecię moje zbyt wymagające nie jest  😀

Tym razem więc padło na wieżę, muflona i pieczątkę. Jest jeden szczyt, który oferuje to wszystko- Wielka Sowa !

Klasyka gatunku, jedna z najbardziej znanych gór Sudetów. Must have zwiedzania górskiego regionu, którą ja z Futrami zaliczałam kilkukrotnie. Ale za każdym razem były to kombinacje jak to zrobić, żeby wejść, ale jakoś przeżyć wędrówkę bez przepychania się przez tłum, bo skoro tak znana góra to i nie tylko my mamy pomysł tuptania tam

O wcześniej zaliczanych  ścieżkach prowadzących na Wielką Sowę pisałam Wam tutaj:

Wielka Sowa z Ekipą

Wielka Sowa i Sztolnie Walimskie

Sowi Trójkąt Bermudzki

Tym razem wybitnie zależało nam na świętym spokoju. Nie startowałyśmy o świcie, pogoda była piękna. Pewne było, że na pomysł kręcenia się po Sowich wpadłyśmy nie tylko my.
Postawiłyśmy więc na nową trasę startując z dużego parkingu na Przełęczy Walimskiej. Dobry parking to podstawa. Tym razem nie ma tu zaplecza gastro- ławeczek czy wiaty, jak na przykład na Przełęczy Woliborskiej (zerknijcie TUTAJ) , ale i tak to był dobry plan.

Startujemy szlakiem czarnym- to delikatne podejście i urokliwa trasa. Bardzo dużo cienia, więc można wybrać się tutaj też w ciut bardziej słoneczny dzień. Żadne stworzenie przecież nie lubi się smażyć i skwierczeć od upału.

Spokojny spacer mamy aż do Jeleniej Polany, czyli do momentu przeskoczenia na szlak żółty, który doprowadzi nas już bezpośrednio przez Małą Sowę na Wielką Sowę. Ale zanim zaczniemy się wspinać na Jeleniej Polanie można zrobić sobie przystanek np przy sporej wiacie. Ok- ja akurat tu się zbliżać nie miałam ochoty. Moja pająkowa panika jest tak rozbudowana , że pewne miejsca omijam 😛 Ale sam postój i oddech miło było wziąć, szczególnie, że właśnie od  Polany , na odcinku około 900 m mamy najostrzejsze podejście. Nie jest to takie , na którym wypluwałabym płuca ale trochę w kość dało. Szczególnie jak się człowiek bawi w wielbłąda z dziecięciem i całym majdanem na plecach 😛

 

Wielka Sowa, czyli najważniejszy punkt naszej wycieczki do góra o wysokości 1015 m n.p.m. Z ciekawostek o tym miejscu- to jeden z pierwszych oficjalnych węzłów turystycznych w Europie ! w 1886 powstała tu pierwsza- drewniana- wieża widokowa. W jej okolicy poza szlakami na górę znajduje się wiele tajemniczych miejsc związanych z II Wojną Światową- przede wszystkim cały kompleks Rise.

A skoro o wieży- ta którą teraz możemy oglądać i na którą się wspinać, która jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych wież na szczytach górskich w Polsce i będącej jednym z symboliki Sudetów- dawniej nazywana była Wieżą Bismarcka. Takowych było ponad 200 na terenach dawnych Niemiec. (pssst – inne wieże Bismarcka o których Wam pisałam to ta na Jańskiej Górze KLIK KLIK albo ta w Szczecinie, zwana również Wieżą Gocławską KLIK KLIK TUTAJ)
a tak w ogóle, to wiecie, że te całe wieże Bismarcka były budowane tak, żeby na ich szczytach móc rozpalać ogniska? Żeby tworzyć swoisty świetlisty szlak. Dobra- kto jest fanem Władcy Pierścieni? Pamiętacie scenę rozpalania ognisk od Minas Tirith do Rohanu? 😀

Na Wielkiej Sowie jak zwykle ludzi było sporo- odhaczyłyśmy więc fotki na muflonie i z sową, wieżę obczaiłyśmy od spodu, pieczątkę do naszego zeszyciku wbiłyśmy i po strategicznym popasie dorosłych dziecka i psa mogłyśmy wracać. A żeby nudno nie było drogę powrotną wyznaczyłyśmy sobie przez Wroniec, szlakiem czerwonym. Cały czas idziemy zacienionymi ścieżkami , jest więc przyjemnie i nie za bardzo wymagająco.

Pętla to około 8,5 km a szacunkowy czas przejścia wg mapy cz to około 2:40 h.

Jej przebieg znajdziecie TUTAJ i na screenie poniżej. 
Poza samą Sową gdzie chyba prawie zawsze możemy spodziewać się zaludniania ( jedyny prawie samotny pobyt tam zaliczyłyśmy w Boże Ciało ruszając z parkingu na szczyt tak, żeby być tam przed 7 rano – tą trasą) , jest tu bezludnie i spokojnie. Czyli tak, jak ja lubię najbardziej. Nie ma nic lepszego niż wędrówka po górach bez przeciskania się pomiędzy ludźmi. A tu to można dostać. Poza tym całkiem duży parking gwarantuje klasyfikowanie tej trasy jako godna polecenia i zaliczenia 🙂

Dodaj komentarz