Bielawa. Z Leśnego Dworku na Koci Grzbiet

No dobra, olewamy utarte szlaki. Kichamy na trasy, które wybiera większość. Ale jednak troszkę mamy w sobie leniuszka i chęci na chillowe górki wygrywają z dziką dziczą i nieprzetartymi szlakami.

Co zrobić w takiej sytuacji? Ja postawiłam na początek wypadu w dobrym miejscu parkingowym. Bo bezpieczne postawienie auta to już połowa sukcesu. Czasem warto poszukać zatoczki, leśnego małego parkingu. A czasem lepiej mieć spokój głowy z wjazdem i wyjazdem z miejsca gdzie się piesowóz zostawiło. Tak było tym razem. Kochane street view potwierdziło, że kodując nawigację na Leśny Dworek niedaleko Bielawy dojedziemy do całkiem zacnego parkingu, skąd możemy ruszyć na naszą ulubioną trasę “ku ucieczce od ludzi”

Cyk mapka i pinezka

Jest pewien ogromny plus takiego scenariusza. Lepsze parkingi są zazwyczaj przy obleganych szlakach. W tym wypadku miejsce to jest doskonałą opcją na wejście na Kalenicę. I zapewne za jakiś czas i my podejmiemy to wyzwanie. Na razie jednak, dokładnie odwrotnie niż wszyscy dokonaliśmy wyboru w kolorze zielonym. Mimo, że wokół nas na początku wędrówki dominującym kolorem była ceglasta barwa widoków, to zielony szlak poprowadził nas na początku na pierwszą atrakcje wypadu.

 

Nie ufajcie do końca i bezwzględnie wszelkim mapom. Nie ma na nich szlaku prowadzącego do punktu widokowego. Ładnej, na oko niedawno zrobionej platformy z widokiem na okolicę. Jednak z otwartymi oczami patrzącymi na to co wokół, łatwo wypatrzymy szlak prowadzący na niego. Oznaczenie – czarny kwadracik na białym tle 😉

Kiedy ponapawacie się widokami, albo jak my- mgłą zmieszaną z nisko zawieszonymi chmurami, proponuję ruszyć dalej. Nawigacja jest bardzo prosta, ścieżki szerokie i nie ma wątpliwości gdzie iść dalej. Ja proponuję obejść Koci Grzbiet czyli górkę na której jest punkt widokowy, by wpaść na szlak czerwony. A że ja do szlaków nie lubię się przywiązywać, za to lubię zataczać kółeczka na mapie, później dobrą opcją okazał się przeskok na szlak czarny, I mimo, że łącznik żadnym szlakiem nie był, jest to kolejna szeroka droga.

Nie uraczymy tu ostrych podejść. Za to tego dnia, kiedy my wędrowaliśmy, właśnie gdzieś pomiędzy szlakami czerwonym i czarnym przebiliśmy się na magiczną wysokość zimna

Zniknęły czerwonawe kolory na rzecz okalającego nas chłodu i wiatru. Kolorystyka zrobiła się mocno zimowa, mimo, że wtedy nikt nie podejrzewał że tej zimy trochę białym puchem jednak sypnie. Wywiało nam uszy a suczydłom zmroziło brody. Niesamowite, że wędrując po tak mimo wszystko niskich górkach, możemy szybko zmienić warunki, w których idziemy. Wniosek jest taki, że nawet z niskimi górami żartów nie ma. Zarówno my jak i psy powinny być na to przygotowane, nie tylko psychicznie

Pufka od pierwszych chłodów czyli od ok 10 stopni na termometrze biega w sweterku.  Nie jest to mój wymysł, a jej zdrowie. To ten typ psa, którego natura nie obdarzyła futrem chroniącym od chłodów. A raczej nie natura tylko ludzka selekcja, w celu uzyskania rasy. Gen sznaucera sprawia , że mała marznie i się przeziębia, a moim obowiązkiem jest ubrać ją tak, by każdy spacer był dla niej przyjemnością, a nie walką o przetrwanie. Zimą w moim plecaku ląduje również awaryjne nakrycie grzbietu Bu.

W górach nie raz przebijamy poziomy śniegu i zimna. Wtedy nawet gorącokrwistą Bu warto przyodziać. Pamiętajcie o tym wędrując z Waszymi Futrami

Kiedy wejdziemy już na szlak czarny, poprowadzi nad on aż do końca, do punktu wyjścia. Gdzieś pod koniec wpadamy na pojedynczych ludzi. Część wygląda jakby po prostu zaparkowała i poszła pierwszą, dobrze wyglądającą ścieżką, przed siebie. My, jeszcze zmarznięci, z plecakiem, w którym ukryliśmy termos gorącej, słodkiej herbaty, z psami na pasie, wyglądamy przy nich jakbyśmy przenieśli się tu z innej bajki wędrówkowej. Czasem, mijając ludzi, nieświadomych warunków z jakich my schodzimy a w jakie oni sami się zagłębiają, widząc ich rozbawione spojrzenia na widok naszych raczków myślę sobie, że może poczekam i sama uśmiechnę się , kiedy oni zorientują się w co zabrnęli 😉 Macie tak czasem?

Na tej trasie nie potrzebowaliśmy raczków , ale odważę się powiedzieć, że zimą, kiedy sypnie tu śniegiem, raczki mogą okazać się bardzo przydatne. Jak na każdej górskiej wyprawie, niezależnie od liczby m n.p.m. widniejącej obok nazwy szczytów, które zdobywamy.

Nasz dystans to ok 10 km. Poniżej screen mapki a wersję do kliknięcie ZNAJDZIECIE TUTAJ

Dodaj komentarz