Góry Sowie są jednymi z najpopularniejszych w Sudetach. Punkty takie jak Wielka Sowa , Rzeczka, Kalenica, Zygmuntówka to absolutny must-have na liście do odwiedzenia. Ale jeśli tłumy darzycie taką samą antypatią jak ja- wybierajcie je albo w gorszą pogodę albo o pogańskich godzinach.
Ale Góry Sowie to nie tylko te oblegane szlaki. W ramach bardziej wnikliwego poznawania tych terenów, jednocześnie stawiając na spokojne szlaki, wylądowałyśmy w Kamionkach Dolnych.
Wystartowałyśmy z niewielkiego parkingu koło Kościoła Aniołów Stróżów . Parking nie jest „kościelny” a ogólny ale należy liczyć się, że w niedzielę czy święta może tu być większy ruch. Nam się udało 🙂 Minusem parkingu jest fakt, że to tylko parking. Bez infrastruktury takiej jak ławeczki, miejsce na kawkę i chill po szlaku. Ale zaczyna się tu fajna trasa, wiec wybaczam 🙂
Moja propozycja wędrówki to 6 km, ale z podejściem. Nie wariackim, jednak odczuwalnym . Szczególnie kiedy ma się na plecach balast typu klamoty i dzieć. Już na samym można poczuć, że jest się w górach.
Mogłoby się wydawać, że to zwykła trasa, trochę podejść. Na miejscu okazało się, ze drobne fragmenty, ułożyły się w całość urokliwej wycieczki. Od przejścia po ścieżce przyrodniczej, przez przechodzenie po mostku z kłód- to szczególnie wesołe działanie z plecakiem z dzieckiem 😀 po znalezienie skrzyneczki z pieczątką , gdzieś przy ścieżce , po środku lasu, ot na szlaku.
Coś co dało wielką radochę wszystkim a nikt by się akurat tam tego nie spodziewał.
Punktem docelowym i jednocześnie zwrotnym jest Stara Jodła. Najwyższy punkt wycieczki, na którym nie tylko przeskakujemy ze szlaku zielonego na żółty, ale i przestrzeń gdzie znajdziemy ławki i stoliki a także miejsce ogniskowe. Nam się udało trafić na rozpalone ognisko, podtrzymywane przez kolejnych przybywających turystów. To było urocze doświadczenie usiąść na przekąskę , blisko ogniska. Poczuć klimat wyprawy, czegoś co ma zapach dymu, smak zgniecionych w plecaku kanapek.
Jestem milenialsem. Lubię tego typu wycieczki. Mam do nich sentyment i cały czas uważam, że taki rodzaj wycieczek jest po prostu wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Niespieszne, warte zapamiętania. Niech i to moje dziecię poczuje magię wędrowania
Po przerwie ruszamy w drogę powrotną. Z tego miejsca można wydłużyć wyprawę – na Wielką Sowę – 2,8 km niebieskim szlakiem, na Kosie Siodło – żółtym -3.4 km i dalej wykręcać pętelki.
My postawiliśmy na powrót żółtym szlakiem, zakreślając na mapie ósemkę. Mieliśmy sprytny spożywczy plan na później 😉
Druga część czyli powrót na parking to ciągłe, równe schodzenie .
Mija szybko ale idzie się bardzo przyjemnie. Prawie cała trasa przebiega przez las, jest to więc miły wybór na słoneczną pogodę. Szłyśmy w towarzystwie przyjaciół i zarówno mała Bu jak i większy Shepard- seter – byli zadowoleni ze spaceru. Żadne z nich nie spotkało trudnych dla psich łapek przeszkód terenowych.
Cała wyprawa to około 6 km. Trasę znajdziecie TUTAJ. A teraz czas na dodatek spożywczy. Kiedy parkujemy na leśnym parkingu – ogarniam coś ciepłego do jedzenia dla siebie i M w ramach turystycznej kuchenki- zupa, lodówka turystyczna itd. Ale tu nie było takiej możliwości, więc trzeba było znaleźć coś innego, psiolubnego. Tak samo jak łazić po górkach lubię zjeść później coś dobrego.
W niedalekich Pieszycach znajdziecie BAR WARS. Klasyczna kuchnia domowa, coś w stylu baru mlecznego. Można z psem, można płacić kartą, a w ciepłą pogodę dziecię można wypuścić na mały plac zabaw. Porcje są delikatnie mówiąc duże a ceny i smak bardzo ok.



























